Przemoc w związku
Przemoc w związku, Płynie z kilku źródeł. Z jednej strony wynika z barku umiejętności panowania nad sobą, nad swoimi emocjami, złością. Z drugiej wiąże się z przekonaniami danej osoby dotyczącymi tego jakie są role mężczyzny i kobiety, co jest w związku dozwolone, jak się rozwiązuje sytuacje konfliktowe. Czasem też choć nie zawsze przemoc łączy się z nadużywaniem alkoholu, ale nie jest to warunek konieczny aby do przemocy – bicia, wyzywania, ograniczanie wolności osobistej, dochodziło.
Ważne jest to, że problem przemocy nie dotyczy jakiejś jednorazowej sytuacji. Oznacza to, że jeśli raz do przemocy doszło, to jest bardzo prawdopodobne, że dojdzie do tego w innych okolicznościach.
Przemoc też nie wynika bezpośrednio z tego co robi osoba, doznająca jej. Mimo, że osoba ta słyszy „to przez Ciebie straciłem panowanie nad sobą, gdybyś robiła (robił) coś inaczej, nie doszłoby do tego” – nie jest to prawda. To jest przeniesienie uwagi z zachowań jednej osoby, na zachowania drugiej. Oznacza to, że sytuacja przemocowa się nie zmieni, jak osoba ją stosująca, nie podejmie głębszej pracy nad sobą (nad zmianą swoich przekonań i nad wytrenowaniem umiejętności radzenia sobie z emocjami).
Dopóki to się nie stanie, w związku będą powtarzać się cykle przemocy czyli następujące po sobie „burze” i okresy spokoju. Gdy emocje opadną osoba, stosująca przemoc, zazwyczaj stara się w jakiś sposób wynagrodzić to co się stało, więc jest to okres wzbudzający nadzieję i powstrzymujący przed jakimiś radykalnymi zmianami np. przed rozstaniem się. Ale samo przeproszenie i wynagradzanie przez jakiś czas nie rozwiązuje problemu, trwa dotąd dopóki nie zaistnieje coś co znowu wyprowadzi z równowagi. Sytuacje przemocy będą się powtarzać i eskalować w czasie. Wyzywanie może zmienić się w popychanie i szarpanie, a to w regularne bicie.
05/06/2009 @ 11:22 Justyna
Witam
Mam wieli problem.Mam 24 lat żyje z męszczyzną który ma 42.Jestesmy w zwiąsku 6 lat mamy 2 małych dzieci.Od 3 lat w moim związku wszystko się zmieniło mój partner zaczą mnie bic ale od 3 miesięcy juz tego nie robi ale nadal prawie co dzien okrutnie wyzywa, mówi że jestem nikim,zerem, nic nie warta że jestem k… i tak dalej.On zarabia na nas ja siedze w domu z dziećmi i mówi on że może wszsystko, żebym nie pyskowała, od 4 lat chodze w tych samych ciuchach.Teraz mieszkamy za granicą ale wczesniej w polsce był i jest strasznie o mnie zazdrosny zakazdym razem jak wyjde z domu do sklepu i spuznie sie 2 minuty on zaraz mnie wyzywa i mówi ze znów z kims spałam,to strasznie boli za każdym razem jak on mnie tak taraktuje,wogóle nie liczy się z moim zdaniem , zabronił mi wydywac sie ze znajomymi z moją rodzina i tak od 3 lat siedze 24 godziny na dobe w domu z dziecmi.On mówi że ma szkołe bo jest po studiach a ja tylko podstawówke ukonczyłam bo zostałam zgwałcona ,no i oczywiscie wie o gwałcie ale mówi że to moja wina że sama im dałam a puzniej wsadziłam do więzienia i tak przez cały czas, próbowałam odchodzic ale ciągle wracałam bo mówił że już nie bedzie,zawsze mijały 3 dni jak wszystko było tak samo.W polsce robił mi takie numery jak chciałam odejsć to wybiegał z moim 3 letnim synkiem na klatke schodową i krzyczał na głos że znęcam się nad dziecmi , że je bije ale on wie dokładnie ze nigdy tak się nie zdarzyło, znajomym swoim opowiada że jestem tą najgorsza,i że jak odejde odbierze mi dzieci,nigdy nie był dobrym tatą gdy dzieci do niego podchodza żeby cos się zapytać on odrazu je wygania że chce mieć cisze , że nie ma czasu bo ciągle siedzi przed komputerem jak wróci z pracy.Syn mój go bardzo kocha.Nawet jak nie chce uprawiac sexu i ide do swojego pokoju on potrafi za 5 minut wtargnąc z dzwiami i znow mnie wyzywac jaką ja jestem k… ze innym daje a jemu nie chce, kiedys nawet kopną mnie w żebra.Moją rodzine też wyzywa,jak przychodzi z pracy prawie ze mna nie rozmawia tylko jak mu w grze inline przeszkodze czyli jak się odezwe zarar robi mi awanture.W polsce mialam 1 problem kiedy on wyjechał za granice raz zostawiłam dzieci na 1 godzie jak spały wyszłam bo on wydzwaniał ze mam przyjsc do kafejki z nim przez internet pogadac,a to ze ja sie go boje poszłam,i gdy byłam w kafejce moje dzieci sie obudziły i strasznie płakały,policja przyjechała, a ja miałam sprawe sądową-ograniczyli mi praa rodzicielskie.I teraz boje sie odejsc od niego boje sie że zabierze mi dzieci, ze zrobi im i mi krzywde, ze gdzie je bede mieszkała z dziecmi i jak zdobędę prace. To wszystko sprawia ze coraz częsciej mysle o samobujstwie z każdym dniem jest ze mną coraz gorzej, juz wypadają mi włosy , obgryzam paznokcie, pale około 30 papierosów dziennie.Chodze ulicami i widze jak ludzie się smieją przypominam sobie że ja też kiedys się usmiechałam bardzo często . Ale te czasy mineły mam już dosc i niewiem jak z tego wszystkiecgo wybrnąc moje zycie to koszmar z każdym dniem uswiadamiam sobie ze zeczywiscie jestem nikim. Najgorsze jest to ze już nawet nie mam nadzieji.Wiem że potrzebuje pomocy nie tylko takiej zeby sie z tego koszmaru wydostać potrzebuje jeszcze ogromnej pomocy dla siebie (chyba psychiatri) bo jest we mnie tyle gniewu ze kiedys zrobie krzywde sobie albo jemu.
Prosze doradzcie mi cos!
__
I chciałabym dodać że ponoc miał przedemną 3 żony. Ale chodzi najbardziej o to jak się czuje- czuje sie jak 70 letnia babcia.Czuje jak mi życie ucieka ,brakuje mi bardzo normalnego życia, chciałabym się usmiechać , rozmawiać ze znajomymi, chciałabym zebym żeby wkoncu przestał.Próbowałam z nim rozmawiać ale on sie zachowuje jagby wszystkie rozumy zjadł, on wie wszystko tak zawsze mowi ! Jest zajęty tylko sobą ubiera sie w najdroższe ciuchy, w domu ma byc tak jak on powie decyduje nawet jakie mam majtki nosić, kiedy ja z dziecmi mamy sie usmiechac a kiedy nie. Dzieci się smijeja tao mówi że jest za głosno ja nie wim jak z tego wszystkiego wybrnąs a strach opętał mnie całą. Żyje juz jak kukła na rozkazy i tylko rozkazy- ciagle mam byc cicho a to mnie juz tak zmęczylo niewiem co dalej…… Co dale? czasem mysle ze to zbedne pytaie.
__
Z tego powodu wpadam w głębokie spiączki, czasem nie potrafie powstrzymac sie by nie zasnąć
Witam,
Justyno, wejdź na stronę Stowarzyszenia na rzecz przeciwdziałania przemocy w rodzinie „Niebieska linia” znajdziesz tam bezpłatną telefoniczną i mailową
pomoc – zarówno psychologiczną jak i prawną.
Znajdziesz też trochę informacji odnośnie problemu przemocy w rodzinie. Dowiesz się np. o cyklach przemocy – co pozwoli Ci zobaczyć czasowe polepszenie sytuacji jako element większej całości – cyklu przemocy i będzie Ci łatwiej wytrwać w podjętych działaniach. Np. piszesz, że odchodziłaś i wracałaś bo on coś obiecał. Tego rodzaju obietnice są typowym zjawiskiem w przypadku przemocy i raczej nie powinno się na nich budować swojego bezpieczeństwa
Dowiesz się z tej strony też jak możesz zadbać o swoje bezpieczeństwo, a także jakie są przepisy prawne, jak wyglądają sprawy sądowe i wzory pism procesowych.
Na pewno byłoby dobrze jakbyś miała możliwość spotkania się z psychologiem. W sprawie „ataków śpiączki” możesz szukać pomocy u psychiatry.
Witam.
Od dwóch lat mam bardzo poważny problem. Dotyczy on mojego związku. Otoż mój chłopak w trudnych chwilach bardzo źle mnie traktuje, a dokładnie dzieje się to wtedy, kiedy się kłócimy. Mówi na mnie,że jestem dz…,k… i wiele innych najgorszych. Kiedy się pogodzimy mówi,że bardzo tego żałuje i że tak nie myśli. Mówi,że bardzo mnie kocha, ale mówi również,że w największych nerwach mógłby nawet mnie udeżyc. Powiedział,że sama sobie na to zasłużyłam poprzez pocałunek z innym chłopakiem. Czasem myślę żeby go zostawic, jednak nie mam odwagi,ponieważ grozi mi,że kiedy go zostawię nie będę miała życia, że mnie ośmieszy, że nie będę mogła pokazac się w mieście w którym on mieszka. A najbardziej boję sie tego,że przyjedzie do mnie do domu i wyzwie mnie w obecności rodziny, sąsiadów i innych,będących w tym czasie u mnie, ludziach. Piotr wszystkiego mi zabrania i traktuje mnie jak swoją własnośc. Kontroluje mnie, zabrania mi wszelkich spotkań z koleżankami, nawet nie mogę wyjśc na zakupy bez jego zgody. Nasz związek zaczął się bez żadnego uczucia, po prostu zgodziłam się z nim byc, ponieważ moja koleżanka mnie o to poprosiła(chodziło o to,że ona bardzo chciała byc z kolegą mojego chłopaka i chciała abym jej w tym pomogła będąc z Piotrem). Teraz nie wiem czy czuję coś do niego czy jest to zwyczajne przyzwyczajenie. Często zastanawiam się nad naszą przyszłością i nie raz widzę sens dalszego bycia z nim, jednak praktycznie codziennie chcę się od niego uwolnic. Co mam robic? Jak mam reagowac na jego szantaże, groźby? Czy warto dalej trwac w związku, w którym nie jestem do końca szczęśliwa(napisałam do końca,ponieważ bywaja również takie momenty kiedy brakuje mi go i tęsknie za nim,a kiedy jest przy mnie i się nie kłócimy jest mi dobrze). Bardzo proszę o pomoc, bo raz chcę z nim byc innym razem juz nie i jest to dla mnie skąplikowane.
Emi, pytasz czy warto trwać w tym związku, w którym twój chłopak stosuje wobec Ciebie przemoc?
Zachęcam Cię przeczytaj pytanie Justyny z dn.5.06.2009 – znajdziesz tam opis tego jak może wyglądać w przyszłości Twój związek, zastanów się, czy widzisz sens w tym, żeby Twoje życie wyglądało podobnie.
Z tego co dzieje się teraz, łatwo wyobrazić sobie co może być w przyszłości:
Czy chcesz być w swoim małżeństwie znieważana, bita, obwiniana, zastraszana, kontrolowana, zamknięta w czterech ścianach – tak sobie wyobrażasz swoją przyszłość, swoje małżeństwo?
A przecież w większości to już jest obecne w Twoim życiu. Już teraz się boisz powiedzieć NIE, już jesteś kontrolowana. On jeszcze Cię nie bije, ale już to zapowiada, w końcu to zrobi. Teraz jeszcze, nie łączy Was małżeństwo, nie ma jeszcze tych wszystkich zależności jakie pojawiają się, gdy ludzie zawierają związek małżeński – jeśli masz się wycofać, to teraz jest to najłatwiej zrobić. Im bardziej się z nim zwiążesz tym to będzie trudniejsze.
Pytasz: „Jak mam reagować na jego szantaże, groźby?”
To zależy od sytuacji i szczegółowa analiza tego, co Ty, konkretnie możesz zrobić, byłaby możliwa w indywidualnej rozmowie.
Ogólnie, chodzi o to, aby sprzeciwić się takiemu traktowaniu, pokazać swoją siłę i zdecydowanie.
Uleganie mu, wycofywanie się z lękiem, będzie zwiększać, a nie zmniejszać ilość zachowań agresywnych. Jednocześnie Twój lęk będzie rósł, ponieważ każde takie zachowanie on uzasadnia, że to Twoja wina.
To jest nieprawda, on jest agresywny, nie dlatego, że Ty coś robisz nie tak, ale dlatego, że on nie panuje nad swoją złością. Zatem, niezależnie co zrobisz, możesz oberwać. Dlatego nigdy nie będziesz wiedzieć, kiedy i za co Ci się dostanie. Z czasem zaczniesz wierzyć, że to Ty jesteś nie w porządku i będziesz mieć jeszcze mniej rozpędu, aby się bronić.
Więc to co możesz zrobić, to nie zgadzać się na takie traktowanie, sprzeciwiać się. Znaleźć w sobie źródło siły i szacunek do samej siebie.
Myślę, że przydałaby Ci się jakaś pomoc w tym budowaniu pewności siebie, bo w tym co napisałaś widać wyraźnie, że w relacji z innymi ludźmi, nie stawiasz granic, nie sprzeciwiasz się, ulegasz temu czego ktoś inny chce. Np. zgodziłaś się być z kimś do kogo nic nie czułaś, bo Twoja koleżanka Cię poprosiła. Związałaś się z kimś, kogo nie chciałaś żeby jej było łatwiej. Jej potrzeba była ważniejsza dla Ciebie niż Twoja własna. Z tego co piszesz wynika też, że niewiele wiesz o tym, czego Ty sama chcesz. Myślę, że warto abyś zaczęła poznawać siebie, swoje potrzeby.





Witam. Czytając wasze komentarze wiem, że nie jestem sama. Do tej pory w sumie nie zdawałam sobie z tego sprawy. Mam 27 lat i jestem w związku od 5 lat. Przez pierwsze 3 lata myślałam, że moje marzenia się spełniły, o miłości i tak dalej. Teraz ten szczęśliwy czas wydaje się tak odległy… Nie wiem dokładnie kiedy to wszystko się zaczęło. Byliśmy szczęśliwi i nagle wszystko się zmieniło. Małymi kroczkami doszliśmy do stanu, w którym nie da się żyć. Zaczęło się od zazdrości. Nagle zaczęło mu przeszkadzać, że mam swoich znajomych i tak długo mnie męczył aż zerwałam wszystkie kontakty. Razem pracujemy w restauracji. Cały czas mnie obserwuje i jak tylko ktoś się do mnie odezwie to wyzywa mnie od dziwek, szmat itd. Gdy pierwszy raz mnie udeżył nie mogłam w to uwierzyć. W sumie nic mie zrobił ale potem jeszcze kilka razy podrapał mi twarz lub wykręcał ręce. Pamiętam jak raz odwoziłam znajomego siostry po drodze do pracy, jechał za mną swoim samochodem, zatrzymał się i czekał na mnie. Wsiadł do mojego samochodu i zapytał „fajnie było ty kurwo?” i zaczął mnie bić pięściami po twarzy i rękach. Potem po prostu wyszedł i pojechał. A ja zostałam sama z zapuchniętym okiem i koszulą zalaną krwią z nosa. Kiedyś przepraszał gdy mnie pobił a ja myślałam, że on żałuje, teraz już nawet nie przeprasza, mówi, że go sprowokowałam i że to moja wina. Jeśli jadę do miasta muszę mu dokładnie powiedzieć do jakich sklepów pójdę po kolei i muszę się trzymać kolejności bo jak się przez przypadek wygadam, że wróciłam do jakiegoś sklepu albo nie trzymałam sie kolejności to zaczyna mnie wyzywać i mówi,że kłamię i mam coś do ukrycia i na pewno nie byłam w mieście tylko ktoś mnie pie….ł. Już nie wiem co robić. Nawet nie mam prawa się odezwać i broń Boże podnieść głosu bo znów będzie mnie bił. Ale nie mogę tak po prostu odejść bo się go boję. Nie wiem co mógłby zrobić. Ale chcę odejść i zapomnieć o tym przez co przeszłam, o tych podbitych oczach i sinych rękach. Tylko jak to zrobić??? Jak ratować te strzępy mojej godności??? Co mam zrobić? Pomóżcie!
@sonia
Piszesz, że boisz się odejść a z drugiej strony nie wiesz co on mógłby zrobić. Może więc zacznij od tego aby nazwać dla siebie, to czego się boisz i pomyśl jak można przeciwdziałać takiemu zagrożeniu. Dopóki nie wiesz czego się boisz, nie możesz nic zrobić a lęk sprawia, że jesteś w stanie zgodzić się na wszystko. Pytasz jak ratować strzępy swojej godności – nazwij tę swoją godność, sprawdź co Ci zostało, czego jeszcze nie oddałaś. Pomyśl o tym, jak możesz zadbać w swojej sytuacji o to co jest. Myślę, też, że bardzo pomocna mogłaby tu być grupa wsparcia np taka jak opisana na stronie: http://ekalinowska.pl/internetowa-grupa-wsparcia-przemoc możesz też uzyskać bezpłatną pomoc zarówno psychologiczną jak i prawną w Stowarzyszeniu Niebieska Linia
Witam
To dla mnie bardzo trudne….ciężko mi o tym pisać
Czytając wypowiedzi i opinie napotykałem tylko na przypadki,kiedy to
facet stosuje przemoc wobec kobiety,a w moim przypadku jest odwrotnie.To
kobieta, z którą jak mi się wydawało łączyło mnie jakieś uczucie
stosuje wobec mnie przemoc psychiczną.Nie ma sposobu moim zdaniem na
zakończenie tej znajomości.Podam pare przykładów:szarpanie i wyzywanie
w centrum miasta w obecności ludzi,grożenie wybiciem szyb w
oknach,nachodzenie w domu,kontrolowanie,wymuszanie spotkań,wygrażanie
jeśli nie odbieram telefonu lub jeśli nie odpisze na sms,robienie mi
awantur w moim miejscu pracy.Mógłbym wymieniać jeszcze wiele
przykładów.Nie ma już od dawna nic między nami,a ona nie
odpuszcza.Przecież nie zmusi mnie do niczego siłą!To nie żarty!Już
sobie z tym nie radze!To bardzo uciążliwe,a jej groźby mnie
przerażają!Prosze o pomoc i porade
ps. adres Mail jest od siostry…
Andrzeju,
czy czujesz się gorszy od kobiet, które nękane są przez mężczyzn? Fakt przemocy to po prostu fakt, bez względu na to kogo dana sytuacja spotyka. Nie ma co się poddawać i należy szukać rozwiązań.
Najwidoczniej to problemy ma ze sobą ta właśnie kobieta. Ale też i nie ma sytuacji bez wyjścia. Czy tak łatwo jej dostać się do Twojego zakładu pracy? Nie ma tam ochrony? Może ktoś powinien zatrzymać awanturnicę przed drzwiami? Może należy wziąć sobie urlop i wyjechać na tydzień albo dwa i odetchnąć. Do przewietrzonej głowy pomysły i spokój wchodzą najlepiej.
Ta osoba wyraźnie gra na Twoich emocjach i strachu, że coś rzeczywiście zrobi. Jeśli zbije okno, to co? Świat się nie zawali, będzie zbite. Najwyżej zostanie pociągnięta do odpowiedzialności za wandalizm.
Ignoruj ją. Nie daj się zastraszyć, bo to na nią działa jak lep na muchy. Ma wtedy nad Tobą władzę. Powiedz jej wyraźnie „DAJ MI SPOKÓJ” i nic więcej. Nie otwieraj jej po prostu drzwi, nie odpisuj na smsy i nie odbieraj telefonów. Głowę dam, że z nerwów dajesz się jej sprowokować. Nie chodź po ulicy sam, szukaj towarzystwa. Jeśli będzie Cię nachodzić w domu – zadzwoń w końcu na policję… Skoro piszesz od siostry, z pewnością Twoja rodzina będzie w stanie ująć się za Tobą i Cię wesprzeć.
Najtrudniej będzie Tobie poradzić sobie ze swoją męską dumą i tak na prawdę tu chyba tkwi największy bloker w rozwiązaniu Twojego problemu.
Trzymaj się i uszy do góry!!
Pozdrawiam
@Andrzej
Andrzeju napisałeś :
Ciekawa jestem jak to rozumiesz – do czego ona nie może Cię zmusić siłą? Gdzie jest obszar Twojego wpływu w tej relacji?
Zastanawiam się, też jak to jest możliwe „technicznie” – jeśli się z nią nie spotykasz, nie dzwonisz i nie piszesz smsów to jak ona może wygrażać Ci jeśli nie odbierzesz telefonu i kontrolować Cię.
chyba i ja potrzebuję pomocy
, nie wiem do ogo sie z tym zgłosić…
chce się uwolnić z toksycznego związku. facet z którym jestem jest furiatem, raz podniósł ne mnie rękę (wg niego oddał mi, po tym jak go spoliczkowałam) ale teraz krzywdzi mnie w inni sposób: poniża, wyzywa, pluje, szarpie kiedy tylko ktoś lub coś wyprowadzi go z równowagi. zrobił też cos o czym wstyd mi tu pisać ale co bardzo mnie poniżylo….
przeprasza ale robiąc to mówi:no bo mnie sprowokowałąś, trzeba było siedzięc cicho itp. spakował się właśnie i wyszedł ale ja boję się że sama będę go prosiła, żeby wrócił…
bo nie wyobrażam sobie, życia bez niego
Betty!!!
Ciesz się i niczego nie bój!! Dasz radę. Do czego był Tobie potrzebny, skoro nie wyobrażasz sobie życia bez niego? Do poniżania, wykorzystywania i wyżywania się?! I co to niby znaczy, że go sprowokowałaś? Zrzuca odpowiedzialnosć za brak panowania nad sobą na Ciebie? Żeby tylko pozbyć się wyrzutów sumienia? Takie rzeczy to w piaskownicy, a taki pan to powinien zastanowić nad leczeniem agresji i nauką kontrolowania emocji.
Co do Ciebie… zapomniałaś chyba o GIRL POWER!! W nas kobietach drzemie niesamowita siła, którą trzeba tylko z siebie wydobyć. Wiesz co zrobiłam po uwolnieniu się z toksycznego związku? Zmieniłam wystrój mieszkania, pomalowałam pokój i zbiłam szafę, A CO!! Ja nie dam rady? I do czego taki ktoś potrzebny?
Kiedyś znajdzie się ten, który na Ciebie zasłuży. A teraz pamiętaj – JESTEŚ WARTOŚCIOWĄ KOBIETĄ I NIKOMU NIE WOLNO WCHODZIĆ W TWOJĄ INTYMNĄ STREFĘ JEŚLI NA TO NIE POZWOLISZ, ANI NIKOMU NIE WOLNO CIEBIE OBRAŻAĆ!!
Nie daj się!! Rozejrzyj się dookoła, bo nie jesteś sama!!
Powodzenia
@Betty
Dobre pytania zadaje Magdalena – „nie wyobrażasz sobie życia bez niego” – czyli bez czego?
Piszesz o poniżeniu, o różnych formach przemocy i jednocześnie stwierdzasz, że będziesz go prosić aby wrócił.
Czyli co przemoc i poniżenie nie jest dla Ciebie takie ważne, można Cię poniżyć i nie przeprosić? Ty go będziesz prosić o powrót?
Pomyśl jakie to może mieć dla niego znacznie, jak on odczyta ten komunikat jaki wyślesz w swojej prośbie o powrót.
Mówisz mu „nic się nie stało, jesteś dla mnie tak atrakcyjny, że te incydenty nie mają znaczenia i chce być z Tobą, jesteś taki fantastyczny, przemoc to drobiazg wobec Twojej wspaniałości. ”
Chcesz mu pokazać, że nie musi się zmieniać. Być może też przemówiło do Ciebie tłumaczenie, że to Twoja wina, bo go prowokujesz.
Jak on wróci historia się powtórzy, ale wtedy usłyszysz „sama chciałaś, więc nie czepiaj i siedź cicho, nie będziesz prowokować to nie oberwiesz”
Jeśli taka wizja związku nie podoba Ci się możesz zacząć wyobrażać sobie „życie bez niego”
Możesz też skorzystać z pomocy w ramach internetowej grupy wsparcia „Przemoc”
Jestem wolna!! Wy też możecie…
Zakochałam się! Spotkałam 10 lat starszego faceta, choć nie był przystojny, miał coś w sobie. Dusza towarzystwa, romantyczny. Zakochałam się. Po 3 miesiącach wyszło, że nie ma pracy, ma problemy z rozwodem i ma problemy finansowe. Zakochałam się. Jako ta samarytanka postanowiłam, że go nie zostawię, że pomogę, że damy radę. I co? Zaczęłam go utrzymywać.
Na początku były to pożyczki. Oddawał. Zaczął się jednak zmieniać i pokazywać twarz. Twierdził, że bardzo mnie kocha, w co do dziś wierzę. Ta miłość była po prostu chora. Byłam zamknięta, żadnych znajomych, tylko do pracy, ograniczone kontakty z rodziną, awantury gdy spojrzałam w lewo albo spóźniłam się z pracy 10 minut (bo był korek). Pranie mózgu – że jestem nikim, g…em, ku…ą, nikt mi nie pomoże, że zrobi krzywdę mojej rodzinie… i mnie pobił. W prezencie piękna fioletowa śliwka. Przekonałam się wtedy, że twarz nie szklanka…
Szczerze, to nigdy nie spodziewałam się, że dam się komukolwiek zmanipulować, nie należę do osób słabych. A jednak. Socjotechnika i subtelna manipulacja – potęga.
Po awanturach przepraszał oczywiście, obiecywał i srututu…potem to samo. A ja? Najpierw nadzieja – może jednak się zmieni…strach – że skrzywdzi rodzinę….wstyd – w co ja się wpakowałam, co ludzie powiedzą…potem decyzja.
Dojrzewałam do niej 1,5 roku. Pomogli mi koledzy z pracy – pomogli mi dojrzeć, nauczyć się krzyczeć – wołać o pomoc. Nie byłam sama tak jak mówił on. Powąchałam chwilę wolności, spacerując przez pole po sprawunki. Pachniało cudnie, chciałam w końcu coś zmienić. Podjęłam decyzję. Prawie mnie pobił, gdy się dowiedział. Zdecydowałam się jednak, przyjechali rodzice i pomogli się wyprowadzić.
Ale szantaż dalej trwał. Kiedy przyjechał, prosił, przepraszał, liczył na to że zmienię zdanie….usłyszał NIE, oczywiście znowu szantażował. Ja się jednak nie ugięłam. DOŚĆ!! Nigdy więcej.
Teraz, po trzech latach wolności, uważam że była to najlepsza w moim życiu decyzja. Pamiętajcie!! Nie jesteście same, nikt nie będzie się z Was śmiał. Dookoła nas są ludzie, którzy pomogą. Wystarczy się przełamać i poprosić, nauczyć się wołać. Może się zdarzyć to każdej z nas. Ale pamiętajmy, to MY jesteśmy najważniejsze i nie pozwólmy się krzywdzić!!
Pozdrawiam
@Magdalena
Bardzo dziękuję za ten komentarz – to jest bardzo ważne co piszesz, pokazujesz, że nawet w bardzo trudnym związku człowiek jest wolny i może decydować. Nie często też zdarza się aby pisały tutaj osoby, które sobie poradziły z problemem, a to jest coś co może dać naprawdę dużo nadziei i motywacji do zmiany.
Pozdrawiam serdecznie
znowu uleglam, znowu krzyki szarpanie, obelgi… juz nie mam sily tego znosic, przyjaciolka radzi zebym wyslala go na leczenie… Czy to pomoze?? czy sie zblaznoe?? czy jest dzieki temu szansa ze sie zmieni czy to strata czasu i nerwow… ??
@paulinka21
najwyraźniej jednak masz jeszcze siłę to wszystko znosić, skoro znowu uległaś. Co to znaczy, że TY go wyślesz na leczenie? Czyli co zrobisz? Czy on chce się zmienić, leczyć?
O tym, że jest szansa, że on się zmieni będzie można powiedzieć, jeśli on będzie tego chciał. Jeśli zmiana będzie dla niego ważną sprawą, to wówczas będzie szansa.
Dobrym sprawdzianem tego, czy on chce się zmienić będzie to, że nikt go nie będzie musiał wysyłać na leczenie, tylko on sam się zgłosi i zacznie coś robić.
No tak wiem,że to pewnie głupio zabrzmi ale nie byłoby to proste. Mieszkamy w małym miasteczku tu nie ma wielu ośrodków zajmujących się leczeniem związków małżeńskich. Poza tym oboje chyba mamy zbyt mało czasu na uczęszczanie na taką terapię. Mam syna z pierwszego małżeństwa, którey jest autystą więc jak wiadomo w naszym domu nie brakuje sytuacji stresogennych. Prawdę mówiąc doceniam męża za to, że potrafił zapanować nad Kamilem ale jednocześnie mam żal często do niego, że jest aż tak stanowczy i konsekwentny w stosunku do niego. Serce mi pęka jak mój syn płacze, bo wujek dał mu „szlaban” na komputer choć wiem, że racja leży po jego stronie. Dzięki temu Kamil ciągle pomimo choroby chodzi do normalnej szkoły do klasy z dziećmi. Wiem, że mąż jest dobrym człowiekiem i bardzo mi na nim zależy jednak coś we mnie w środku mówi mi, że muszę się mieć na baczności. Tak jest też z jego piwem niby wiem że setki facetów sączą sobie piwko w wolnym czasie i nie widzę w tym nic złego pod warunkiem, że nie dotyczy to mojego męża. Wiem bowiem, że ma predyspozycje do wpadnięcia w nałóg podobno ma się to w genach. Drażni mnie zapach piwa tak już mam i cóż z tym począć. Pewnie faktycznie tak jest, że nie ma problemu alkoholowego bo wówczas piłby coraz więcej a on wciąż „stoi” na tym samym poziomie. Zresztą ktoś powie: baba się czepia o jedno piwo dziennie czy nawet co drugi dzień. Bywało już tak, że gdy się starliśmy tak konkretnie, że wyrzuciłam go z domu to pił przez kilka dni i przestawał dopiero jak wracał. Myślę, że to jest trochę tak iż nie przesadza z piciem właśnie w domu, bo proszę mi wierzyć nikt poza mną nie powie mu : nie pij! Fakt jest jednak taki jak stwierdziłam. Nie chcemy się rozwodzić bo mamy tą świadomość oboje, że nie ma nas bez siebie, że jesteśmy w jakiś dziwny sposób związani bardzo silnie ze sobą i pomimo bólu i cierpień mamy też wspaniałe, piękne momenty, nawet po kilku latach potrafimy się doskonale ze sobą porozumieć, umiemy znaleźć czas tylko dla siebie i potrafimy kiedy trzeba razem popłakać. Taki związek już pewnie żadnemu z nas się nie zdarzy dlatego chcemy jakoś wybrnąć z tego naszego prywatnego kryzysu.
@Anna
Pani Anno, deklaruje Pani, że chciałaby, aby zaszła jakaś zmiana, ale wygląda tak jakby Pani mówiła „chcę aby to On się zmienił”.
Czyli on może coś zrobić z tym piwem, mimo, że ma to w genach, a Pani nie może zrobić czegoś ze swoją tolerancją na to co on robi, bo „tak już Pani ma”.
Dopóki będziecie okopywać się na pozycji „to Ty się zmień, bo ja nie mogę” dotąd nic się w Waszym związku nie zmieni. Żeby zaszły zmiany ktoś musi zacząć zmieniać swoją postawę i zachowanie. Jak jedno zacznie, zmiany będą wpływać na tę drugą osobę. I to może uzdrowić związek. Ale trzebaby podjąć decyzję, ryzyko i trud zmiany.
Czas i trudny dostęp do pomocy to są wymówki – takie racjonalizacje, uzasadniające brak działania w kierunku zmian.
Myślę, że jak już Pani będzie wiedzieć na pewno, że chce zacząć działać to znajdzie się i czas, i możliwości
mam problem z mężem a właściwie oboje mamy problem
Kochamy się ale nasze kłótnie zabijają nas od środka, mnie bardziej . chcemy przestać i zacząć sprzeczać się na pewnym poziomie ale to tylko obiecanki. Mąż jest strasznie zazdrosny i każdą jego scenę o byle szczegół obracam przeciwko niemu. On wyrzuca mi , że mam nową bluzkę pewnie od :frajera” a ja atakuję go jego własną bronią i krzyczę wtedy że gdyby sam mnie nie zdradzał to nie wymyślałby iż ja to robię. Nigdy nie pomyślałam o zdradzie, myślę że on też nie. Jest jednak w nim coś takiego , że zadręcza mnie i zwyczajnie wkurza swoją podejrzliwością. Potrafimy się kłócić nawet kilka dni i ani ja nie zamierzam odpuścić ani on. Zwykle jednak nudzi mi się walka i zawsze go udobrucham. Epitety jakie sypiemy w swoim kierunku są bardzo, bardzo obraźliwe. Kiedyś nie umiałam tak odpowiadać na wyzwiska ale nauczył mnie ranić słowami po mistrzowsku. Paradoks polega na tym, iż on jest młodszy ode mnie i teoretycznie to ja powinnam być zazdrosna a tak nie jest. Próbowaliśmy kilkakrotnie się rozejść i też nic wytrzymywaliśmy kilka dni bez siebie. Oboje wiemy bowiem , że faktycznie się kochamy i potrafimy też to sobie okazywać. Chyba jesteśmy za silni dla siebie albo trafiła nam się chora miłość. Zauważyliśmy nawet czemu się kłócimy zwykle ja zaczynam wymówki gdy widzę że mąż pije piwo. Ma taki głupi zwyczaj, że wieczorem po całym dniu lubi wypić sobie jedno piwo a ja dostaję szału, wolę dmuchać na zimne nie chcę by wpadł w nałóg , poszedł na ustępstwo i sączy te piwo co drugi trzeci dzień ale też mnie szał bierze. Co mamy zrobić ze sobą? Pomocy
@Anna
Pani Anno, to co zwraca uwagę w Pani poście to fakt, że bardzo mocno oboje reagujecie na coś czego nie ma. On zarzuca Pani niewierność, choć Pani go nie zdradza i potraficie się o to kłócić kilka dni. Pani w odwecie za te podejrzenia też zarzuca mu zdradę.
Pani natomiast zarzuca mężowi uzależnienie, którego nie ma.
On spodziewa się zdrady i próbuje swoją podejrzliwością „dmuchać na zimne”
Pani spodziewa się uzależnienia i próbuje kontrolować jego picie aby „dmuchać na zimne”
W efekcie wasza relacja przypomina pole bitwy, oficjalnie walczycie o coś czego nie ma. Nie ma zdrady, nie ma uzależnienia ale jest nieustanna batalia o to.
To naprawdę interesujące o co właściwie cały czas walczycie, jaką funkcję pełni walka w waszym związku i co by się jeszcze zmieniło, gdyby jej zabrakło. Tak, tu powstaje więcej pytań niż odpowiedzi.
Rozważaliście kiedykolwiek terapię małżeńską – skoro chcecie być razem i skoro ciągłe kłótnie nie są tym, czego byście chcieli w związku, to może warto zacząć działać w kierunku uzdrowienia.
W kierunku lepszego dopasowania Waszych reakcji do tego, co się dzieje między Wami.
Mam podobny problem, co Pani Ania, tyle, ze ja nie mieszkam z moim partnerem… Jestesmy ze soba dopiero rok… Przeszkadza mi, ze nie pracuje, tzn pracuje ale na lewo, i kiedy ja siedze w domu np po pracy on szlaja sie wieczorami z kolega i pije. nie zawsze tak jest on twierdzi ze robi tak kiedy sie klocimy. Czesto sama sie nie wysypiam, bo siedze z nim zeby nigdzie nie chodzil… Kiedy mam go tylko dla siebie jest fantastyczny, do rany przyloz. kiedy tylko zaczynamy sie klocic to zamienia sie w potwora, krzyczy, popycha mnie i obraza, tu twierdzi ze to przez to ze jest strasznie o mnie zazdrosny. kilka razy go zostawialam ale po kilku dniach mieklam, Nie chce go starcic bo nie jest madrym facetem i moglby duzo osiagnac tyle ze moze ja popelniam jakis blad i nie potarfie go zmobilizowac. Ja nie umeim z nim rozmawiac, nawet klocic, on krzyczy , ja milcze i placze, on sie wscieka ze z nim nie rozmawiam, czasem mysle ze bledem bylo zwiazanie sie ze starszym facetem o 8 lat….Nie twierdze tez ze jestem swieta bo mam ciezki charakter, ale nie mialabym tez do niego pretensji, ze wychodzi z kolegami gdyby to byli wartosciowi koledzy a nie patologia…. sa kiedy sa pieniadze ale zaden nie namowi go zeby poszedl do pracy.. a zycie jest krotkie, i teraz jest fajnie bo ma dostep do pieniedzy ale co potem….
@Paulinka
W tym co piszesz nie to jest problemem, że on jest starszy o 8 lat, tylko to, że pije, a Ty czujesz się za to odpowiedzialna. Mówisz, może to
podczas gdy to ON się upija, zmienia w potwora (krzyczy, popycha, obraża) i jest straszliwie zazdrosny.
Zastanawiam się, czy tak sobie wyobrażasz relacje z mężczyzną, z którym chcesz się związać?
On jest cudowny jak masz go tylko dla siebie – ale czy w ogóle istnieje taka możliwość abyś go miała wyłącznie dla siebie? Jak teraz są kumple do kieliszka, to za ileś tam lat też będą – dlaczego miałoby to się zmienić?
Ty masz go zmienić, uzdrowić? Przecież nie masz na to wpływu, co on robi – to on decyduje z kim pójdzie i gdzie.
Dobre pytanie zadajesz na koniec – jakie odpowiedzi przychodzą Ci do głowy?
Hmm…. zostawiłam go… to chyba najlepsze co moglam, zrobić dla nas… Przez niego stałam sie agresywna, a nie moge sobie na to pozwolić, jestem fryzjerka ktora pracuje w renomowanym studiu a nie moze byc takich sytuacji ze jestem opryskliwa w stosunku do klientek ktore zostawiaja sporo pieniedzy za moja usluge… zwłaszcza ze szef tez widzi zmiane w moim zachowaniu…. Płakał, błagał, przepraszał, prosi… staralam sie byc nie ugieta i narazie daje rade… mam nadzieje ze wytrzymam.. A przynajmniej zrobie wszystko zeby tak bylo… Zaluej, ze to nie on kiedys bedzie sie budzil i zasypial kolo mnie, ale niestety tak bedzie lepiej.. Przez takie pary, patologia w naszym kraju sie poszerza. Kobiety rodza dzieci, one sie napatrza co sie dzieje w domu i czesto potem same takie sa i kolko sie zamyka, a ja mialam tak w domu i nie chce zeby moje dzieci patrzyly jak ich ojciec tlucze ich matke…