Jak pomóc komuś, kto ma problemy
Problem bliskiej osoby, to jeden z najczęstszych powodów zgłoszenia się po pomoc psychologa. Być może dlatego, że towarzyszenie komuś w jego trudności jest dość obciążającym zadaniem – dotyka obszaru w którym jesteśmy bezsilni i nie mamy wpływu.
Ktoś cierpi z powodu różnych problemów, których waga wydaje się nam wątpliwa, ktoś nie wierzy w siebie, choć wyraźnie widzimy jej potencjał. To są sytuacje, w których chciałoby się powiedzieć, „weź się w garść”, „zacznij inaczej myśleć”, i wielu próbuje tak właśnie robić, racjonalnymi argumentami próbuje przekonać kogoś do zmiany myślenia.
To się nie udaje, bo zmiana przekonań na temat siebie i świata nie jest taką prostą rzeczą.
Przekonania są filtrem przez który przepuszczamy nasze doświadczenie i sprawiają, że zauważamy głównie to, co je potwierdza.
Jeśli ktoś jest przekonany, że inni go nie lubią, łatwiej zauważy przejawy odrzucenia niż przyjazne gesty. Do tego, przyjazne gesty będą wydawać mu się czymś podejrzanym, czymś co ma drugie dno. Więc też będą wpadać w kategorię „odrzucenie”.
Zazwyczaj takie a nie inne przekonanie jest do czegoś potrzebne, pełni jakąś funkcję w całości życia emocjonalnego danej osoby, więc zmiana myślenia pociąga za sobą konieczność głębszej i bardziej całościowej zmiany. Dlatego nie da się kogoś przekonać do zmiany za pomocą racjonalnej argumentacji.
Dodatkowo nacisk bliskich na zmianę jest często odbierany jako przejaw braku akceptacji i wywołuje reakcje obronne w postaci zaprzeczania problemom.
Często „osoby z problemem” czują się tak osaczone przez bliskich i ich nacisk na zmiany, że nie znajdują przestrzeni, do tego, zdecydować co i jak by chciały zmieniać. Więc nie zmieniają się.
Tak więc często silne pragnienie pomagania komuś w zmianie sprawia, że ta osoba się nie zmienia.
To co zazwyczaj znika z pola widzenia komuś kto chce pomagać drugiemu to własna osoba i powody, dla których pragnie się zmiany w drugiej osobie. Często szczera odpowiedź na pytanie „po co mi jej/jego zmiana?”, „co zmieni się w MOIM życiu, gdy On/Ona się zmieni?”
Jeśli chcesz pomóc komuś bliskiemu zacznij właśnie od odpowiedzi na to pytanie jakiej zmiany spodziewasz się w swoim życiu, gdy ta osoba się zmieni. Zbadaj na ile dajesz prawo bliskiej osobie do pozostania taką jaką jest. Jeśli, w dużym stopniu zmiana w Twoim życiu zależy, od zmiany tej osoby, poszukaj najpierw sposobów, jak możesz zadbać o siebie w inny sposób, bez zmieniania kogoś bliskiego.
-
Mąż mówi:
Witam. Mam pytanie odnośnie tego jak pomóc mojej żonie. Jesteśmy młodym małżeństwem. Żona ma 27 lat. Od ponad trzech lat ma ciągły problem z akceptacja swojego ciała. Zawsze uważa sie za zbyt grubą, nie atrakcyjną. Za każdymn razem kiedy spojrzy w lustro mówi, że jest za gruba i nie może na siebie patrzeć. Dodam, że moja zona jest osobą bardzo atrakcyjna i szczupłą. Wszyscy to widzą tylko nie ona. Jest wzrostu 176 cm i waży 53 kg. Chce ważyć ciagle mniej. Nie liczy kalori, odżywia sie może nie obficie ale jednak nie odmawia sobie posiłków choc są bardzo małe. Wydaje mi się, że przez to poczucie nie jest szczęśliwa i często ją to męczy. Jak mogę jej pomóc? Kiedy ktokolwiek mówi jej, że jest bardzo szupła i piekna ona nie bierze tego na poważnie bo “wie swoje”. Serdecznie proszę o poradę.
-
@Mąż
Kiedy ktokolwiek mówi jej, że jest bardzo szupła i piekna ona nie bierze tego na poważnie bo “wie swoje”.
To nie jest dziwne, ze tego typu informacje nie trafiają do niej, bo tu nie chodzi, o to, czy ona rzeczywiście jest szczupła czy nie, tylko tak jak Pan napisał, o brak akceptacji swojego ciała. A jeszcze głębiej o brak akceptacji samej siebie.
Dopóki ona nie zacznie sama o sobie myśleć dobrze, dotąd nie będzie zadowolona z siebie, choćby wygrała konkurs na najpiękniejszą kobietę świata.
Zmiana musi się dokonać w jej wnętrzu, do którego ona tylko ma dostęp bezpośredni.
Zmiana powinna dotyczyć nie tyle ciała, co zgody na samą siebie, ze swoimi słabościami i niedoskonałościami. Kiedy to się stanie, pojawi się spokój w kwestii ciała.
Skupianie się na ciele, jest sposobem na poczucie się dobrze z samą sobą. Ale niestety ten sposób nie prowadzi do tego celu. Kiedy ona chudnie, kiedy panuje nad jedzeniem ma poczucie kontroli i to daje ulgę, ale jednocześnie w dłuższej perspektywie pojawia się lęk przed utratą kontroli i nad jedzeniem, nad swoim kształtem, a głębiej nad swoim życiem.
Skupianie się na jedzeniu i kształcie ciała, dając ulgę nie pozwala na dojście do akceptacji siebie.
Na pewno pomocne będzie dla niej doświadczanie Pańskiej akceptacji i myślę, że warto, aby przynajmniej Pan nie dał się wciągnąć w temat jedzenia i kształtu. Aby to nie stawało się jedyną czy najważniejszą treścią Waszej relacji.
To, że taka postawa jest pomocna, może być trudne do zauważenia, bo to nie jest sposób na rozwiązanie jej problemu, to jest sposób na wsparcie, na towarzyszenie jej w tej trudności.Co Pan może zrobić – to, co już Pan robi – być z nią, kochać ją i okazywać tę miłość. Myślę, też, że dobrze by było gdyby Pan nie skupiał się wyłącznie na jej problemie
-
Tyna mówi:
Moim problemem jest to, ze nie potrafie pomoc bliskiej mi osobie.. Jestem przerazona, bo codziennie odkrywam, ze ma nowe problemy.. Znalazl na czas wakacyjny prace, ktorej nie chcial, wszystko poszlo nie po jego mysli, doluje sie nie moze spac.. Nie moze tej pracy juz zmienic. Moze zrezygnowac ale wtedy juz nie dostanie innej. To jest chyba glowny problem. Przez to chodzi poddenerwowany. Slysze jak glos mu sie zalamuje jak mowi o pracy. Probuje go wspierac naprawde ale czasem mimo wszystko wydaje mi sie, ze nie jestem dostatecznym oparciem. Postanowilam budzic go do pracy, zeby lepiej mu sie wstawalo. Nie mowi jak jest w pracy powtarza wciaz tylko, ze nie bedzie narzekal, bo nie powinien a jak pytam to nie odpowiada-nie chce o tym mowic. Probuje mu wytlumaczyc, zeby postaral sie zmienic nastawienie, ale latwo powiedziec. Pracuje dosc dlugo jest wiecznie zmeczony na dodatek malo spi, bo nie moze zasnac. Czasem nawet ja go czyms dobije, mam gorszy dzien powiem cos niemilego.. Naprawde nie wiem co zrobic.. Jak pomoc. To naprawde wspanialy i wyrozumialy czlowiek, nie chce zeby cierpial.
Tyna, usilnie chcesz zmienić stan emocjonalny tego człowieka. Trudno Ci towarzyszyć mu w tym obciążeniu pracą. Mam wrażenie, że Ty gorzej znosisz jego trudności niż on sam. Zobacz on podjął decyzję – wie co robi. Nie jest pod przymusem – jeśli byłoby to naprawdę ponad siły zrezygnowałby. Nie robi tego, więc ma ku temu ważne powody. W każdym razie on wybrał, jest mu ciężko ale nie chce się nad sobą rozczulać i mówić o tym.
Sprawdź co stoi za Twoją potrzebą mówienia o jego problemach. Czy nie jest tak, że jest to sposób na poradzenie sobie z napięciem, jakie TY czujesz kiedy widzisz, że jest mu ciężko?
Możesz mu pomóc nie wpadając w panikę na widok jego zmęczenia. Możesz mu pomóc słysząc go, w jego prośbie aby nie rozmawiać o tym. Możesz mu pomóc tym, że nie będziesz koncentrować się wyłącznie na jego pracy, pamiętając, że jego życie to coś więcej niż problem z pracą.

Mam pytanie..jak moge odp tej dziewczynie?
http://www.photoblog.pl/niegadajglupot/72651490
Mysle ze ma ona duzy problem z sama soba….co swiadcza o tym jej noty …hmmm…help!
+prosze o kilka slow po takich ludziach…
Proszę o pomoc bo znalazłam się w bardzo złej sytuacji. Nie wiem co mam robić. Mój chłopak chce się zabić dlatego że możliwe że „wpadliśmy” i mogę być w ciąży. On nie chce dziecka. Mowi że nie damy rady.Mamy dopiero 17 lat i dlatego jesteśmy za młodzi na dziecko. Wiem ze nieodpowiedzialnym było dopuszczenie do tego żebyśmy „wpadli”. On chce się zabić jeszcze przed tym jak się dowiem czy jestem w ciąży. Wmówił sobie ze mamy dziecko na 100%. Mam telefony w ktorych mówi że bardzo kocha i chodzi juz po lesie z nożem. juz tak jest od tygodnia. On chce się zabic po to żeby te pieniądze co szły wcześniej na niego, szły teraz na dziecko. Boję się bardzo. Żadne argumenty do niego nie trafiają. Ja osobiście uazam że dalibyśmy rade je wychować. Proszę pomóż mi. Nie wiem co mam już robić a on może się zabić w każdej chwili
@Kasiula
Zajrzyj może na początek przeczytaj „Mój przyjaciel chce popełnić samobójstwo” wraz z komentarzami, jest tam dużo wskazówek odnośnie tego jak rozmawiać z osobą, które mówi o takim zamiarze.
To jest oczywiście pomysł, który w żaden sposób nie rozwiązuje problemu „nie damy rady wychować dziecka”
Oczywiście, że dacie radę jak się postaracie, a we dwójkę to będzie łatwiejsze. Możesz pokazać mu, że uciekając od odpowiedzialności pod hasłem „nie damy rady” stawia Ciebie w znacznie trudniejszej sytuacji, niż gdyby podjął to zadanie, jakie sami sobie przed sobą postawiliście.
Niemowlak nie potrzebuje aż takich wielkich nakładów finansowych, potrzebuje obecności obojga rodziców, miłości i ciepła. Może mieć używane ubranka, przez pół jedzenie nic nie kosztuje, spać może z mamą, więc łóżeczka nie potrzeba, nie potrzebuje wymyślnych kremów, wystarczy tani linomag itd.
Tu wcale nie chodzi o pieniądze. Nie mówiąc też o tym, że te pieniądze „które teraz idą na niego” wcale nie muszą być automatycznie przeniesione na jego dziecko jeśli on się zabije.
Tak rozmawialiśmy na temat tego wesela! Powiedział że boi się bo nigdy na trzeźwo nie potrafił się bawić i teraz kiedy nie pije myśli że zmarnuje mi zabawę, że nie będzie się dobrze czuł i bawił! Że ludzie nie zrozumieją dlaczego nie pije!! Z drugiej strony nie chce mi sprawiać przykrości,ograniczać mnie! Ja chciała bym tylko wiedzieć czy mój mąż może uczestniczyć w takich imprezach i to w dodatku tak szybko?
@Ewa
Zalecenia terapeutyczne są takie nie może uczestniczyć w takich imprezach jeśli chce prowadzić trzeźwe życie. Alkohol nigdy już nie będzie mu obojętny i właściwie jeśli będzie chciał być trzeźwy to będzie musiał bardzo świadomie sobą kierować już zawsze. Znam trzeźwe osoby uzależnione, które nawet po 20 latach abstynencji bardzo uważają w jakich sytuacjach biorą udział i jeśli się zdarzy, że są w obecności osób pijących, to nie pozostaje to, potem bez wpływu na późniejsze samopoczucie. Przez te lata w drodze intensywnej pracy nad sobą, nauczyli się radzić sobie z różnymi stanami emocjonalnymi związanymi z alkoholem, ale wciąż takie sytuacje nie przechodzą u nich bez echa.
Twój mąż w tym momencie jest ciągle jeszcze w bardzo chwiejnej abstynencji – właściwie to dopiero zaczyna swoje trzeźwienie. Więc w żadnym razie takie wesele nie będzie dobre dla niego.
Pytanie czy Tobie zależy na tej zabawie i tu jest właśnie miejsce na to, o co wcześniej pytałaś „jak mogę pomóc” – no np. rezygnując z nim z takiego wesela, a także stając solidarnie przy nim, gdy ktoś to komentuje lub pyta o to.
Myślę, że możesz razem z nim tworzyć dom, w którym się nie pije, razem uczestniczyć w jakiś imprezach trzeźwościowych.
On mówi, że nie umie bawić się na trzeźwo – takie ruchy abstynenckie jak AA czy Kluby abstynenta służą właśnie temu, aby się tego uczyć.
Być może też jest jakaś możliwość kontynuowania terapii teraz już w systemie ambulatoryjnym, bo takich problemów jak ten z weselem, będzie prawdopodobnie więcej.
Dziękuję! Po tej odpowiedzi rozjaśniło mi się nieco w głowie! Dostałam też odpowiedź na pytanie które pojawiło się dzisiaj! Przyjaciółka zaprosiła Nas na swoje wesele i dręczyło mnie trochę to czy powinniśmy w nim uczestniczyć? Czy mój mąż poradzi sobie, czy mogę tego od Niego wymagać! Nasze małżeństwo jest dla mnie ważniejsze więc uznałam że muszę jej odmówić!!!!! Możesz podpowiedzieć mi czy to jest dobra droga którą chcę obrać?????
@Ewa
Piszesz o tej decyzji jakby to była głównie Twoja decyzja, czy macie jechać czy nie. Wygląda to tak jakby on dalej był kimś, kto nie uczestniczy w ważnych sprawach, a on ma zacząć też decydować.
Czy Ty go w ogóle zapytałaś o to, co on myśli o tym weselu? Czy on w ogóle chce tam jechać?
Zapytaj go, o jego pomysł na tę sytuację.
Witam! Mój mąż za kilka dni wychodzi do domu po 6 tygodniowej terapii w Ośrodku leczenia uzależnień! Chciała bym mu jakoś pomóc w tym Jego trzeźwieniu, co mogę zrobić? Czy w jakiś sposób może pomóc mu lektura „Największego kupca Świata” Og Mandino? podpowiedzcie mi coś!!!!
@Ewa
To, co napewno może być pomocne, to uważanie, żeby trzeźwienie nie stało się bardziej Twoim, niż jego zadaniem. Jeśli on ma za sobą czas picia, który doprowadził go do leczenia, to oznacza, że Ty miałaś wiele okazji w Waszym wspólnym życiu do przejmowania odpowiedzialności za niego. Być może próbowałaś nawet pilnować aby on nie pił za dużo, może nawet byłaś w tym aktywna.
Warto pamiętać, że im bardziej Ty jesteś aktywna i odpowiedzialna za jego sprawy, tym mniej on sam ma pola do własnej aktywności.
Jeśli Tobie „Kupiec” wydaje w jakiś sposób cenną lekturą, to oczywiście pewnie warto się tym podzielić z mężem. Trzeźwe życie, ma być normalnym życiem, a w tym mieści się też wymienianie poglądów i polecanie lektur. Różnych nie tylko tych „tematycznych”. Więc możesz mu powiedzieć o tym co Tobie podoba się w tej książce i polecić mu ją, ale też dać prawo do tego, że on nie będzie chciał jej czytać.
Jego trzeźwienie nie zależy od tego co on będzie czytał, tylko od tego co on będzie robił i na ile zmieni swój styl życia. Pewnie lepiej byłoby gdyby nawet nie czytał ale chodził np. na AA lub do klubu abstynenta.
To co może mu też pomóc to, Twoje zrozumienie dla tego, że on już nie pije alkoholu i wspieranie tego, że na przyjęciu nie będziecie stawiać alkoholu na stole, że nie będziecie uczestniczyć w przyjęciach, gdzie jest alkohol, że Ty również nie będziesz piła alkoholu (w szczególności przy nim).
Pomocne może być też uczestniczenie razem z nim w spotkania AA, jeśli on by tego chciał, lub/i w spotkaniach AL-Anon (spotkania dla bliskich żyjących z uzależnionymi).
wiem, że bardzo dużo bym chciała, ale moja mama kiedyś była nawet w gorszej sytuacji i sama wlcząc ze sobą, z czasem się przemogła i dzięki czemu nigdy mnie nie uderzyła, w przeciwieństwie do tego, co ją kiedyś spotkało. Myślę, że to jest realne, by w przyszłości nie ukazywała tego, jak bardzo została skrzywdzona,tylko potrzebuje dużo wewnętrznej siły.Nie jestem jednak pewna, czy sobie sama z tym poradzi. Nie jestem pewna, czy właśnie tego by chciała. Czasem mi się wydaje, że chciałaby, żeby cały świat widział, jak jest jej ciężko.Jakby w czymś pomagało bycie ‘wiecznie
nieszczęśliwą i bezradną’. Nieraz postępuje też zupełnie bezmyślnie. Jakby nie zależało jej na byciu dobrym człowiekiem. Nieraz mówi, że dlaczego komuś ma (przykładowo)-coś dawać, jeśli
ona nigdy tego od kogoś nie otrzymała. Wydaje mi się też czasem, że przez ten
brak poczucia wartości, czy myślenia, że też jest ‘fajna’, po prostu staje się
mną. A w takich sytuacjach, gdy się chce jej czegoś poradzić, to w sumie usłyszę to samo, co sama sądzę, nic nowego, zero.Żadnej kreatywności, nawet z metalu, przeszła na mój rodzaj muzyki, co jest nie do pomyślenia(słucham starych polskich piosenek, zazwyczaj o miłości). Szczerze, to wolałam, jak była sobą, choć mamy tak różne upodobania i przeciwne sobie tryby życia. Staram się nie narzucać jej własnego zdania, wiec nie wiem, z czego to może wynikać. Z lenistwa, czy z chęci podpasowania do otoczenia? W sumie to całe nasze otoczenie słucha raczej ciężkiej muzyki… A co do tego ‘bycia fajną’, to nie wiem, czego mi zazdrości…ona ma więcej znajomych, często ma okazję z kimś wyjść na miasto. To ją uważają za towarzyską i rozrywkową dziewczynę. Ja mam tylko ją, kolegę tylko na wieczorne spacery z psem, i to sporadycznie…Trudno mi jest w takiej przyjaźni, bo też mam problemy, z których chciałabym się jej zwierzyć, ale zawsze zanim to zrobię, myślę, czy napewno ją tym obciążać. Często nawet jeśli jej o czymś powiem, to ona mi opowiada, jak to ona ma źle w domu. Właśnie dlatego w poprzedniej wiadomości zapytałam się, czy mam jej tak samo odpowiadać, bo jeszcze nigdy tak nie zrobiłam. Ale też chciałabym usłyszeć jakąś poradę z jej strony…Czasem mam wrażenie, że ta przyjaźń działa tylko w jedną stronę, choć nie zawsze, bo ostatnio pomogła mi bardzo, czego jej nie zapomnę.
@Klaudia
Zawsze gdy rozmawiam z osobami, które angażują się w pomoc komuś „Takiemu Biednemu co Ma Problem” dochodzimy do takiego momentu jak teraz w tym poście. Że takie ciągłe pomaganie, takie nastawienie na to nieustanne bycie pomocnym jest w jakiś sposób przykre i rodzi bunt.
Bo to jest relacja, w której się ciągle daje, a nie bierze. Często dlatego, że nie ma się odwagi brać od kogoś, kto taki cierpiący jest. Dokonuje się takiego porównania skali jej problemów i swoich, porównania jej siły i swoich, i wychodzi, że nie ma co się wyrywać ze swoim sprawami, bo są za małe i „w ogóle ja sobie poradzę”.
Myślę, że spokojnie możesz być bardziej otwarta w kontakcie z nią. Mówisz, że czasem masz wrażenie, że ona się zachowuje jakby jej nie zależało na byciu dobrym człowiekiem – skoro masz takie wrażenie, skoro to są jakieś konkretne przykłady, to możesz jej to powiedzieć. Dziwisz się, czemu nie słucha swojej muzyki – zapytają ją o to. Powiedz, że wydaje się Tobie to dziwne, że wolałabyś aby ona była sobą. Powiedz jej, że nie wiesz, czego on Tobie zazdrości i opowiedz czego Ty jej zazdrościsz. Powiedz jej, że też chciałabyś jej opowiedzieć co Cię boli – jeśli ona powie w tym momencie że ona ma źle w domu, to przecież możesz jej powiedzieć, o tym, że zawsze kiedy chce Ty słuchasz o jej problemach, a teraz chciałabyś aby ona posłuchała o Twoich, bo chcesz żeby on Ci coś poradziła, bo na tym polega przyjaźń.
Traktuj ją normalnie, jak normalną przyjaciółkę nie jak zgniłe jajko. Nie chcesz jej obciążać swoimi problemami, ale chciałabyś aby ona wierzyła w siebie. Myślę, że szybciej pokażesz jej, że jest wartościową osobą, przyjaźniąc się z nią na normalnych zasadach, a nie robiąc nieustannie za pogotowie wspierające.
Nie odpisywałam tak długi czas, ponieważ miałam nadzieję, że znajdzie się okazja, by szczerze porozmawiać z Agnieszką, ale taka się nie przytrafiła…Jednak gdy tylko będę mogła, zaczepię o ten temat, gdyż nie chcę teraz niepotrzebnie wywoływać niechcianej kłótni, która może mieć miejsce. Jednak dziękuję za dotychczasowe rady i mam nadzieję, że mogę liczyć na dalszą ewentualną pomoc z Pani strony. Pani mail’e naprawdę mnie wsparły i pomogły mi zrozumieć. W końcu spojrzałam na to wszystko z innej perspektywy i już nie muszę się martwić i rozmyślać nad tym, co czasem mi mama mówi:’uwolniłabyś się w końcu z tego toksycznego związku’. Ja go za taki nie uważam i nie mam zamiaru nawet zacząć tak uważać. Wreszcie pojawił się inny punkt widzenia i za to jeszcze raz Pani dziękuję.
Sama nie wiem…to nie wystarcza do tego, żeby sama zaczęła w siebie wierzyć…wiem, że z rodzicem nie wygra, jeśli to w ogóle można nazwać grą, ale chciałabym, żeby Agnieszka nabrała poczucia własnej wartości…żeby to, co teraz dzieje się w jej życiu, nie miało wpływu na jej zachowanie w przyszłości…teraz mówi, że ona nigdy nie będzie taka dla swoich dzieci, ale jak wiadomo-ludzie się zmieniają i ich psychika także… chciałabym dla niej jak najlepiej, choć czasem czuję się bezsilna, tak jak ona i nie potrafię jej powiedzieć żadnego słowa pociechy, prócz tego, jak bardzo jej matka jest głupia… a moją pomoc będzie widać w jej codziennej radości…
Głupio się też czuję, gdy Agnieszka mówi, jak bardzo mi zazdrości: że jestem jedynaczką, że moja mama codziennie pyta się, jak było w szkole, że chodzi na wywiadówki, że mogę jej wszystko powiedzieć, co leży na sercu… Aga czuje, jakby jej rodziców wcale nie obchodził jej los, że oni jej potrzebują tylko do tego, żeby na kimś wyładować swoją złość i żeby było kogo do sklepu wysłać… a ja nie wiem, co jej wtedy powiedzieć… ‘nie martw się, jeszcze za Tobą kiedyś zatęsknią?’, a może- ‘nie tylko Ty masz w życiu źle’? Chciałabym, żeby doceniła to, co teraz ma. Jeśli nie ma oparcia w rodzicach, to niech go poszuka w rodzeństwie… żeby stali za sobą murem, choćby nie wiem co, bo nie zawsze ja będę mogła przy niej być…
@ Klaudia
Mówienie o tym, że jej matka jest głupia nie pomaga w budowaniu poczucia własnej wartości – jest pewnie rodzajem wsparcia ale trafniejsze byłoby to, że ona jest chora.
Również mówienie „nie tylko Ty masz w życiu źle?” nie działa zbyt dobrze – bo w sumie to nie jest zbyt pocieszające, to trochę tak jakby pomniejszać jej ból. Pomysł aby skierować jej uwagę na to co ma w życiu jest dobry – jeśli ma dobre relacje z rodzeństwem to warto jej to pokazać. Do tego nie jest potrzebne mówienie „nie tylko Ty masz w życiu źle”.
Jeśli Tobie jest źle bez rodzeństwa – to lepiej powiedzieć o tym, co Ty czujesz w tej sytuacji. Taki tekst typu „a wiesz, zazdroszczę Ci, że masz brata/siostrę i możesz na nich liczyć” może być znacznie bardziej budujący niż takie „nie tylko Ty masz źle”.
Jeśli mówisz o swoich odczuciach, to jest to coś, czemu ona nie będzie mogła zaprzeczyć. O ile można dyskutować kto ma gorzej, o tyle nie da się dyskutować z tym, że Ty jej „zazdrościsz”.
Gdy czytam co napisałaś po czym poznasz, że Twoja pomoc jest skuteczna to widzę jak ambitne i nie realne zadanie przed sobą stawiasz. Chcesz sprawić aby ona w bardzo trudnej i bolesnej dla siebie sytuacji była na co dzień radosna, chciałabyś aby ona wierzyła w siebie i żeby to czego doświadcza nie wpływało na jej przyszłość.
Baaardzo wysoko umieszczasz tę poprzeczkę – jeśli to chcesz osiągnąć to jesteś skazana na doświadczanie bezsilności.
Widzisz to jest tak, że w bardzo trudnej sytuacji, kiedy nie ma oparcia w najbliższej rodzinie, ma przynajmniej bliską przyjaciółkę, którą obchodzi to, co się z nią dzieje. Kogoś, kto jest gotów stanąć zawsze po jej stronie i słucha jej. To jest bardzo dużo.
To nie sprawi, że jej problemy się rozwiążą ale przynajmniej nie jest tak całkiem sama.
Myślę, że warto abyś popatrzyła trochę realniej na swoje możliwości i doceniała to co dajesz. To jest ważne po to, abyś nie zaczęła się w którymś momencie na nią złościć o to, że jednak nie jest taka radosna jakbyś chciała, i nie jest taka pewna siebie jakbyś chciała.
Ona taka nie będzie ale może mieć przyjaciółkę i od Ciebie zależy, czy Ty to uznasz za wartość.
Witam. Mam 17 lat i piszę, ponieważ bardzo chciałabym pomóc przyjaciółce i już nie daję sobie sama rady. Jej problem istnieje w rodzicach, a w zasadzie w samej mamie(czytaj, ciocia). Dla mnie jest ona bardzo miła i w ogóle, ale Aga często się na nią skarży, niekiedy nawet przychodzi do mnie wieczorem i się wypłakuje, że ona już tam nie wytrzyma. Problem jest tego typu: oboje rodziców pracuje, chodź nie są najbogatsi. Oprócz Agi, mają jeszcze dwóch synów-Adriana(14 lat) i Andrzeja(8 lat), którzy traktowani są szczególnie. Mianowicie-kiedy ciocia wróci z imprezy(u Renatki-wielkiej towarzyszki) i jest pijana, to pierwszą rzeczą, jaką robi, jest krzyczenie, nawet bez powodu, oczywiście tylko na Agnieszkę. Klnie przy tym bardzo i wyzywa ją od kurw, szmat, dziwek, cip, nieudaczników, itd., nie hamując się nawet, gdy w pokoju jest najmłodszy brat(a zazwyczaj jest, ponieważ Aga dzieli z braćmi pokój).Nigdy jej nie uderzyła, ale na swoje zachowanie ma wytłumaczenie, że jej ojciec kiedyś tak ją wyzywał i ona też będzie i niech jej Aga nie mówi, jak ma postępować wobec swoich dzieci, bo nie ma takiego prawa! Ostatnio była taka sytuacja, że ciocia jak zwykle przyszła wstawiona od Renaci, po czym wpadła do pokoju. Krzyczała, że dlaczego cały czas jest włączony komputer, choć i tak używany był tylko do odtwarzania muzyki. Wkurzona, odłączyła urządzenie bezpośrednio z gniazdka, psując przy tym kabel. Aga zapytała się, dlaczego już z wejścia wszystko psuje, a ciocia na to, że to jej komputer(choć nie umie go nawet włączyć) i będzie z nim robić, co jej się podoba. Później ‘niechcący’ coś trąciła, co spowodowało, że wylał się tusz na świeże projekty(razem chodzimy do szkoły plastycznej, a to była nasza praca domowa), po czym wychodząc z pokoju zepsuła rozsuwane drzwi. Wkrótce, ciocia się rozpłakała, wzięła na kolana Andrzeja, zaczęła go głaskać i mówić, że jego i tak najbardziej kocha, że on nie sprawia mamie takiej przykrości, i że ta ‘dziwka’ się jeszcze kiedyś doigra. Aga, słysząc to, krzyknęła, że jeszcze zapomniała dodać-kurwa, szmata, pizda, itd…(bo jak sama twierdzi-ona już przez te wszystkie lata się do tego przyzwyczaiła i już ją to nawet nie rusza, ale ja w to nie wierzę)…i że jak tak wszystko lubi psuć, to niech jeszcze modem zepsuje, bo to przecież też jej. Ciocia powiedziała, że tak zrobi, a Aga(pod nosem) dodała, że niech sobie też głowę rozwali i przyszła do mnie. Płacząc mówiła, że pewnie nie pójdzie następnego dnia do szkoły, a mama może kiedyś zrozumie, że przez własne zachowanie sprowadza dzieci na złą drogę, ale ja jej tłumaczyłam, żeby nigdy nie udowadniała nic swojej mamie, tylko sobie. I żeby robiła wręcz przeciwnie-dobrze się uczyła, chodziła do szkoły, spotykała się ze znajomymi-żeby tym właśnie kiedyś pokazała mamie, że nigdy nie udało jej się zdominować własnej córki i że można też żyć inaczej… Nie dzieje się tak u nich na co dzień, ale jak już się zdarzy taka sytuacja, to ciocia ma zawsze jakieś wytłumaczenie. Jednym z wielu jest na przykład, że jej mąż też nieraz przychodzi napity do domu to ona też może. Tyle że z Agi opowiadań wynika, że ‘ojciec jak się napije, to od razu idzie spać, a następnego dnia jest chociaż miły, a matka zawsze musi się wydrzeć’. Wiem, że i tak nikt nie powstrzyma ciotki, ale ja chciałabym pomóc Agnieszce. Żeby umiała patrzeć na świat również z innej perspektywy i żeby się nie dała złamać swojej mamie. Żeby pokazała jej, że można również żyć godnie i bez naruszania czyjejś godności, ale boję się, że ona tak naprawdę nigdy siebie nie zaakceptuje i będzie ciągle żyła w dołku…I otrzymując odpowiedź, nie chciałabym napotkać się ze zdaniem w stylu: ‘po prostu z nią bądź i ją wspieraj w tym, co robi’, bo próbuję tego już od dawna i widzę, że to już nie wystarcza…Pomocy!
@Klaudio,
Tak jak mówisz Agnieszce, ona mamy nie zmieni – mama ma problem z alkoholem i nie kontroluje swojego zachowania. Jeśli ona tego nie kontroluje, to i Agnieszka będzie wobec mamy bezsilna – nie sprawi aby mama się „opamiętała” i zmieniła swoje zachowanie. Słusznie jej mówisz, że nie ma sensu szkodzić sobie, aby wzbudzić w mamie poczucie winy. Jeśli Agnieszka przestanie chodzić do szkoły to ona na tym straci, a mama będzie miała jeszcze jedną rzecz, którą będzie mogła zarzucić swojej córce – „nie dość, że jest taka, owaka, to jeszcze się nie uczy”.
To co robisz jest dla niej pomocne, choć jak rozumiem to Cię nie zadowala.
Mówisz „to nie wystarcza” do czego nie wystarcza? Jakie Ty masz oczekiwania? po czym Ty poznasz, że to co robisz pomaga jej?