Jak mogę pomóc osobie uzależnionej od alkoholu
Video nagrane w Ośrodku POLANA. Terapeuta uzależnień Zofia Majtczak mówi o tym, jak można pomóc bliskiej osobie uzależnionej od alkoholu
Video nagrane w Ośrodku POLANA. Terapeuta uzależnień Zofia Majtczak mówi o tym, jak można pomóc bliskiej osobie uzależnionej od alkoholu
napisała: Kalinowska Kwiecień 2009
w: filmy tematy: alkoholizm, jak pomóc bliskiemu
przepraszam mam na imię Marcin mam bratanicę o imieniu Sara ona zaczęła mnie bić i wyzywała moją mamę i co mam zrobić napiszcie ja przeczytam
proszę o napisanie tego:Marcin! proszę
Witam mam problem z bliską osobą która ma problem alkoholowy i w jaki sposób mogę mu pomóc
Witam Panią serdecznie !Napisałam Pani na e mila o problemie z moim narzeczonym narkomanem z problemem przebierania. Jaką powinnam być teraz osobą aby mu pomóc wyjsć z uzależnienia.pozdrawiam
@Ala
Pani Alu, to Pani pytanie jest trochę niepokojące.
Czyli mniej istotne jest to jaką osobą by Pani CHCIAŁA być, a ważne jest to, żeby ON wyszedł z uzależnienia. Łatwo zgubić siebie w takim układzie, podporządkować swoje JA – potrzeby, pragnienia jego zamianie. Dlatego zanim się Pani zaangażuje w zmienianie swojej osoby, na rzecz jego leczenia, warto dokładnie sprawdzić, co przekonuje Panią, że on CHCE takiej zmiany w sobie. Osoby bliskie często robią na rzecz trzeźwienia ich bliskich znacznie więcej niż sami uzależnieni. Kiedy osoba zainteresowana wkłada mniej energii w swoją zmianę niż pomagający to jedyny efekt jaki ta sytuacja przyniesie to wypalenie emocjonalne tego, kto pomaga.
Więc nie tyle musi Pani stawać się jakąś inną osobą, aby mu pomóc, wystarczy jedynie uważnie i realnie patrzeć na to co On robi ze swoim życiem i odpowiedzieć sobie na pytanie czy Pani chce stać się częścią takiego życia. Jasno informować go czego Pani chce, na co Pani jest gotowa się zgodzić, a na co nie. Pozwolić jemu wybierać co jest dla niego najważniejsze.
nie umiem budować swoje własnego życia. nie jestem na to gotowa, gdy świat zawalił się pod nogami. cały mój dotychczasowy świat. Świat jaki znałam. rodzina z która było w miarę dobrze, ale która jednak była ogromna podpora. boje się przyszłości. boje się tego, co się może wydarzyć. ale nie mam wpływu na sytuacje rodzinna. a może mam? tylko za mało we mnie energii wiedzy i altruizmu? może nie chce im pomagać bo tak jest mi osobiście łatwiej? odciąć się…ale mimo ze uciekam to odciąć się nie potrafię. wszystkie moje decyzje, rozterki, problemy, niezdecydowanie. czy mogę to wszystko zrzucać na nich, na bledy rodzico, lub sytuacje w jakiej się znalezlismy? czy może to wada mojego charakteru. nie umiem żyć normalnie, nie umiem już odzyskać swojej dawnej radości i energii. nie odcinam się od świata który tak ściąga mnie na dno, bo to jest przecież świat najbliższych mi osób. czy musze polecieć z nimi na to dno? czy jestem egoistka? powinnam ich ratować ale nie wiem jak. a odcinanie się tez nie przynosi żadnego rezultatu. wiadomo ze nie dla nich, ale również dla mnie tez nie. co mam robić? świat wali się cały przez informacje dopływające do mnie z domu. ogromny wewnętrzny ból i smutek który wpływa na moja codzienność. odbiera mi sile do walki o własne życie i walki o jakiekolwiek istnienie. moja pasja i chęć do pomagania ludziom (koncze psychologie..), powołanie i zainteresowania osłabły i znikły zupełnie. nie mogę pomagać innym, skoro nie potrafię pomóc ani swojej rodzinie ani nawet sobie. wszędzie już i ze wszystkimi czuje się źle. na nic nie mam ochoty i siły. mama radzi sobie piciem (jej matka była alkoholiczka, a teraz musze patrzec jak ona popelnia ten sam błąd). tata dramatyzuje tak i jest tak slaby i poddał się zupełnie. robi to wszystko tak, ze przebywanie w jego towarzystwie przez jeden dzień potrafi odebrać ochotę do czegokolwiek. wszystko, zdaje sobie z tego sprawę, jest silnie ze sobą powiązane, wzajemnie na siebie oddziałuje i potęguje. a jednak tego kręgu jakoś nie da się przerwać. ja się oderwałam, ale mimo to nie potrafię zbudować własnego szczęścia i kontynuować normalnego życia. takiego życia jakiego pragnę i myślę że na jakie zasługuję. przychodzi noc i wracaja wszystkie lęki o rodzine i nie ma już mowy o śnie. nawet w markecie widząc matke z dziecmi zbiera mi się na placz. jakies marzenie o tym żeby wszystko było normalnie i dobrze. Jednocześnie oderwanie (wyjazd z miasta rodzinnego, żeby nie widziec tego, co się dzieje) prowadzi do ogromnej pustki i tęsknoty. ogromne poczucie samotności. rozmowy z przyjaciółmi już dawno, jeśli w ogóle, przestały pomagać. bo sytuacja jest jaka jest i nic się nie zmienia. jestem ze wszystkim sama. ale nie mogę zadzwonić bo to co usłyszę sprowadzi mnie zawsze kilka pięter niżej. zawsze zabierze resztki radości i energii. to nie ich wina, to jest ich reakcja na problemy, to jest słabość ich charakteru i bezradność. ale i ja jestem bezradna i ja tez nie daje sobie z tym wszystkim rady. nie mogę już dłużej dźwigać ciężaru problemów wszystkich osób z mojej rodziny i swoich. nie daje rady. tak bardzo się boje ze ich stracę. ta sytuacja jest bardzo ciężka i męcząca. tak dłużej nie może być. wiem, ze musze cos zrobić ale co? jaki wybór będzie wyborem słusznym? i co tak naprawdę jestem w stanie zmienić? w swoim lub ich życiu? a czego nie będę w stanie zmienić nigdy? przesladuje mnie tez ogromne poczucie winy, bo nei jestem z nimi, nie ma mnie na miejscu (to mój wybor). wiem ze oni by tego chcieli. jednak gdy tam przebywam powoli wpadam w dół, bo nie jestem w stanie pomoc im, a moje argumenty dotyczące picia czy atmosfery w domu tez nie trafiaja. co więc mam dalej robić? bo chciałabym żyć, po prostu prowadzić szczęśliwe życie, realizować swoje dawne marzenia i pasje, mam w głowie od lat wizje którą chciałabym realizować. chciałabym mieć normalny codzienny kontakt z rodziną i ponad wszystko chciałabym aby ich problemy się skończyły i aby również mogli po prostu normalnie żyć. wiem ze to dosyc złożone „pytanie” ale może ktos z zewnatrz. ktos taki jak Pani będzie potrafil powiedziec mi cos, co mnie zaskoczy. lub udzielic jakiej kolwiek rady, odpowiedzi. bo to co wiem, czego się ucze na studiach, nie podpowiada mi zbyt wiele. za duze emocje. intuicja kaze mi trzymac się z daleka żeby nie zwariowac a z drugiej strony nie jestem szczesliwa, bo w glebi jest moja kochana rodzina, która powoli się sypie, o która boje się dzien i noc, a której nie potrafie pomoc.
witam jestem młodą 23 letnią żoną alkocholika proszę o jaką kolwiek pomoc jak można pomuc takiej osobie bo ja osobiście psychicznie jestem juz wykonczona
Dziękuję za zaproszenie – dobry pomysł z tą współpracą
Witam serdecznie i zapraszam do blogowej współpracy