Skąd ten nagły lęk?

Niewinna sytuacja – robisz zakupy w supermarkecie, prowadzisz samochód, wychodzisz z domu na ulicę i nagle, znikąd dopada Cię lęk. Czujesz jak ziemia usuwa się spod nóg, serce bije za szybko, zaczynasz się dusić, czujesz mrowienie w rękach i nogach, czujesz się jakbyś miał za chwilę umrzeć. Jesteś przerażony swoim stanem trafiasz do lekarza, robisz badania i wszystko okazuje się w jak najlepszym porządku. Może jeszcze usłyszysz, że to, co się dzieje jest „na tle emocjonalnym”. Diagnoza ta jednak nie uspokaja. Zastanawiasz się czy jakaś choroba nie została przeoczona, a może wariujesz….
Mechanizm powstawania tych objawów w dużym uproszczeniu może wyglądać tak:
różne sytuacje życiowe wywołują emocje – złość, lęk, radość, tęsknotę, niepokój, zadowolenie, zachwyt, bezsilność itd…
Wszystkie te emocje są sygnałami, które jeśli działają właściwie mówią nam, co mamy robić, a czego unikać. Kiedy trzeba działać, a kiedy raczej pogodzić się z tym, co jest.
Aby dobrze radzić sobie z emocjami, trzeba umieć je dobrze odczytać, rozpoznać to, co sygnalizują. Do tego potrzebne jest, aby je sobie dobrze uświadamiać, umieć je
rozpoznać i zachować się zgodnie z tym, ku czemu nas kierują.
To jest dość trudne, bo czasem nie lubimy tego, do czego nas te emocje kierują lub nie
potrafimy zgodnie z nimi działać.
Np. ktoś, kto nie umie się przeciwstawić się naciskom innych ludzi będzie odczuwał trudność i dyskomfort czując złość, bo złość często właśnie kieruje nas ku konfrontacji.
Ktoś, kto czuje swoją siłę w działaniu będzie ciężko znosił bezsilność, bo ona kieruje ku pogodzeniu się z czymś, a nie ku aktywności.
Gdy jakaś emocja wywołuje trudność, można próbować (często nieświadomie) jej nie czuć. Np. uznać, że wcale jej się nie czuje – stłumić, albo zagłuszyć ją aktywnością lub jakiś chemicznym środkiem np. alkoholem czy innymi narkotykami.
Tłumienie emocji nie sprawia, że emocje znikają, pozwala tylko ich nie czuć i nie zauważać. Emocje wtedy tracą swój kontekst. Tzn. człowiek ma w sobie wiele różnych emocji, ale trudno je powiązać z jakimiś sytuacjami. Są takimi sygnałami, o których nie wiadomo, co znaczą.
To tak jakby się znaleźć w pomieszczeniu pełnym różnych strzałek, w różnych kolorach i kierunkach, ale bez objaśnień, co one wskazują. Taka sytuacja budzi niepokój, lęk.
To właśnie jest coś, co często przytrafia się ludziom tłumiącym swoje emocje.
Nagle z nikąd pojawia się lęk.
W sytuacji jakiegoś obciążenia (dużo bodźców, stres) lub w momencie wyciszenia (szczególnie mało bodźców, cisza) skumulowane emocje znajdują ujście w uczuciu
nagłego lęku o różnym nasileniu.
Lęk nie ma uzasadnienia w danym momencie, bo zgromadzone emocje nie odnoszą się już do
konkretnych sytuacji.
Lęk powoduje, że człowiek zaczyna szybciej oddychać, we krwi zaczyna być za dużo tlenu i w związku z tym pojawiają się zawroty głowy, mrowienia w ciele, puls staje się szybszy.
Ponieważ, jest to moment bardzo silnej koncentracji na sobie i swoim ciele, wszystkie te odczucia są odbierane silniej, co dodatkowo zwiększa lęk. Tu zamyka się błędne, koło bo
rosnący lęk, nasila objawy fizyczne, które nasilają lęk.
W takich sytuacjach, człowiek zaczyna być przekonany, ze jakaś poważna choroba
rozwija się w jego ciele i pozytywne wyniki badań tylko zwiększają jego niepokój.
Mimo to badania są konieczne – prawidłowe wyniki EKG czy badań neurologicznych są o tyle ważne, że potwierdzają emocjonalne podłoże objawów płynących z ciała, a też są informacją o tym, że nie ma konieczności specjalistycznego leczenia kardiologicznego czy
neurologicznego.
Właściwym leczeniem w problemach tego typu jest leczenie psychiatryczne (lekami) oraz psychoterapia.





Intencję oczywiście zrozumiałam
Dziękuję! Ostatnio często odwiedzam tę stronę. Pomaga mi chyba świadomość, że jest ktoś kto ma podobne problemy.
Z tą zabawą i alkoholem raczej się nie zrozumieliśmy. Intencja przekazu brzmi: można leczyć sie samemu ale łatwiej jej jest korzystać z pomocy fachowców. Pieszo – samochodem. Życzę szybkiego dotarcia do celu niezależnie od środka lokomocji:-)
Serdecznie dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Ja podróżuję na piechotę. Dystans jest krótki, ale pogoda ciągle nie sprzyja. Może rzeczywiście prościej wsiąść w samochód i dotrzeć do celu? Bardzo bym chciała się wyleczyć i przestać wreszcie mysleć o moich dolegliwościach.
Terapia nie musi być długo trwała, to w części zależy od tego w jakim nurcie psychoterapeutycznym pracuje terapeuta, a w części od osoby, która się leczy.
Psychoanaliza będzie trwała znacznie dłużej niż terapia krótkoterminowa.
Każda ze szkół psychoterapeutycznych podąża ku celowi terapii inną drogą i trochę co innego stawia sobie za cel.
Z badań nad psychoterapią, wynika, że metoda psychoterapii jest mało znaczącym czynnikiem jeśli chodzi o jej efektywność. Najistotniejszy jest kontakt klienta z psychoterapeutą, dobra relacja, dobre dopasowanie. Reszta jest już wtórna.
A więc terapie krótkoterminowe są równie skuteczne co te długoterminowe.
Jeśli chodzi o długość pracy po której widać efekty, to też zależy od klienta – od jego gotowości na zmiany, a także od determinacji i zaangażowania.
Pracując tą samą metodą z różnymi osobami uzyskiwałam bardzo różne efekty. Od 10 sesji, po których nie było już powodu dalej się spotykać, po roczne czy półtoraroczne terapie.
Pierwsze efekty, drobne zmiany pojawiają się zazwyczaj po dwóch sesjach. Często pierwsza daje rodzaj ulgi w czasie i zaraz po, ale to jest krótkotrwały efekt.
Pierwsze zmiany są zazwyczaj nietrwałe i to jest normalne, choć dość "dołujące". Zmiana przypomina takie falowanie – do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu – w ogólnym rozrachunku do przodu.
Terapie grupowe są bardzo skuteczne, zwłaszcza takie, które "uruchamiają" ciało.
Prowadziłam kiedyś taką grupę z elementami choreoterapii i było to bardzo skuteczne.
Niemniej jednak, jeśli taka grupa bardzo koliduje z normalnymi obowiązkami, warto poszukać czegoś innego.
Jeśli chodzi o to, czy można wyjść z lęków bez terapii, odpowiedź jest twierdząca. Do tego samego celu, można dojść na wiele różnych sposób, a terapia jest jednym z nich.
Jeśli ktoś nie jest przekonany, że w jego przypadku to ma sens, jeżeli jakieś jego własne działania dają dobre efekty, to warto je kontynuować. Zazwyczaj jednak terapia wiele przyspiesza i ułatwia. To trochę tak jakby wybierać pomiędzy podróżowaniem na piechotę, a samochodem.
Czasem można i na piechotę, zwłaszcza jak dystans jest krótki i pogoda ładna (jak problemy nie są bardzo nasilone, a osoba ma np. wsparcie w swoim otoczeniu)
W niektórych przypadkach jednak podróż zajęłaby zbyt wiele czasu, a zmęczony nią człowiek, mógłby w ogóle z niej zrezygnować i nigdy nie dotrzeć tam, gdzie się wybierał.
cd.
Bardzo proszę o informacje po jakim czasie są zauważalne efekty psychoterapii w leczeniu nerwicy. Kilka lat temu dowiedziałm się o zajęciach terapeutycznych grupowych (podobno skutecznych) przez pół roku, codziennie w godzinach rannych po kilka godzin. Niestety, musiałabym zwolnić się z pracy, więc odpada.
Jeżeli ktoś się dobrze bawi tylko po alkoholu, to uważam, że ma wielki problem. Alkohol w niczym tu nie pomoże. To pułapka. Podobnie zażywanie leków, szczególnie niewłaściwie dobranych, może przynieść wiecej szkody niż pożytku. Wydaje mi się, że właściwa, długotrwała psychoterapia była by najwłaściwszą metodą leczenia. Niestety trzeba poświęcić na to wiele czasu.
Oczywiście, że można wałczyć samemu. Kiedyś na obozie "sportowym" w czasie ,nasz trener (bez wątpienia alkoholik) usiłował nas przekonać żebyśmy mnie popijali tak ostro wieczorami…
Ustawiła nas na apel. Stanął przed nami i mówi…
Chłopaki, przecież można znakomicie bawić się bez alkoholu… – po chwili dodał – ale po co się męczyć?
Powodzenia i wytrwałości! Dokładnie wiem co czujesz i to znaczy miec nerwicę!
cd
Doszło nawet do tego, że zakupy w dużym sklepie, przebywanie w miejscach publicznych wywoływało napady lęku. Teraz już wiem, że to agorafobia. Właśnie nie zdawałam sobie wcześniej sprawy co sie ze mną dzieje. Jednak, gdy zdałam sobie sprawę,że dopadła mnie KOSZMARNA NERWICA postanowiłam walczyć, ale bez terapeuty i leków.To bardzo trudne, ale możliwe. Wiele czytam na temat nerwicy. W tej chwili jej objawy są o wiele słabsze, staram się jak mogę nad nimi zapanować i najważniejsze znależć przyczynę, która je wywołuje. Pozdrawiam!
Cierpię na nerwicę lekową około 6 lat. Nie potrafię dokładnie określić, kiedy właściwie to się zaczęło. Moim głównym problemem stały się zawroty głowy, kołatanie serca, silny niepokój, dezorientacja,problemy z koncentracją i jeszcze inne . Byłam przekonana,że rozwija się u mnie jakaś poważna choroba. Więc zaczęłam szukać… Szukanie choroby nie było wcale takie proste. Długi czas wyczekiwałam na swoją kolej u specjalistów: neurologa, kardiologa, okulisty, laryngologa. Wykonałam wiele badań, w tym krwi, tomograf głowy itp. Okazało się, na szczęście, że wszystko jest w porządku. Niby w porządku a moje objawy nasiliły się jeszcze bardziej.
Czy terapia bywa trudna? – małe uzupełnienie:-)
Oczywiście NIE JESTEM FACHOWCEM ale z moich doświadczeń z nerwicą lękową wynika, że najlepsze rezultaty dało jednoczesne wsparcie psychiatry (z jego farmakoterapią) i terapeuty. Bez wątpienia jest to kwestia jednostki chorobowej. Niezależnie od doświadczeń Pani piszącej o swoich relacjach z córką zachęcam do szukania pomocy u „speców”. Oczywiście aktualnym pozostaje pytanie kto "specem" jest, a kto nie. Przypomina mi się powiedzenie: po owocach ich poznacie… ale pewnie warto zasięgnąć języka jeszcze przed pierwszą wizytą. Nie wiem czy Pani Elżbieta się ze mną zgodzi ale chyba najlepiej zacząć od sprawdzenia czy terapeuta posiada odpowiedni certyfikat. W moim odczuciu ważne są również relacje z terapeutą. Zaufanie i jeszcze to coś co kolokwialnie nazywa się „nadawaniem na tych samych falach”.
P.S. Jeszcze jedno… zdaje się, że nie każda szkoła terapeutyczna jednakowo dobrze radzi sobie z różnymi chorobami. Do tego na przykład może się nam przydać psychiatra. A tak przy okazji to jakie Pani zdaniem nurty terapeutyczne najlepiej radzą sobie z nerwicą lękową?
Często tak się zdarza, że bliscy nalegają na terapię członka rodziny, a potem okazuje się, że zmiany co prawda zachodzą, ale nie takie jakich oczekiwali. To rzeczywiście może być trudne.
Jeśli terapia będzie dobrze iść to takie zachowania córki powinny za jakiś czas, ustąpić.
Do tego czasu rozwiązaniem może być wyraźne stawianie granic i określanie tego, czego Pani w kontakcie z córką oczekuje i jakich rozmów nie chce Pani z nią prowadzić. Może Pani odmówić uczestniczenia w rozmowie o czymś, o czym Pani nie chce z nią rozmawiać lub w formie, która jest dla Pani nie do przyjęcia.
Parę ładnych lat temu,gdy wszystko już mi się zawaliło,poszłam do psychoterapeuty poleconego mi przez znajomą.Do dziś nie wiem,czy to były stracone lata czy odzyskane..Uzyskałam zrozumienie,głaski i brak osądzania moich postępków.Gdy dostrzegłam problemy z córką,zachęciłam ją również do pójścia na terapię.Teraz się zastanawiam,czy dobrze się stało?Wiem,że terapia doprowadza do zburzenia chorych konstrukcji oraz pomaga budować nowe i zdrowe.Wiem,że własnie z tego powodu dotychczasoe układy rodzinne pozornie "psują się".Ale to co mi się przydarzyło jest potworne i mnie powoli zabija…Córka rozlicza mnie ze wszyskiego,co jej zrobiłam w dzieciństwie:z biedy,z bicia stosowanego w tamtych czasach jako normalna metoda wychowawcza,z każdej chwili w której nie miałam dla niej czasu lub z mojego zmęczenia.Twierdzi,że jestem powąznie chora i powinnam się leczyć.Tak orzekł jej /nasz terapeuta.Dlaczego tyle o tym?Dlatego,że wielokrotnie w czasie(4 lata) mojej terapiii sugerowałam,że może powinnam się leczyć,iść do psychiatry.Kiedyś wspomniałam o lęku jaki mi towarzyszy.Reakcja terapeuty:czy może pani ostatnio czytała ksiązkę na temat lęku?Sugestia,że przeczytane tematy wskakują do mojej psychiki jako objawy.Poczułam,że moja terapia to jest moje oszukiwanie nie wiem kogo,terapeuty,siebie,dzieci,męża itd.Poczułam się jak oszustka wielkiej klasy.Zrezygnowałam z terapii.
Czy terapia bywa trudna?
Może bywa. Ja nie miałem z nią większych problemów. Cierpię na nerwicę lękową od ponad 5 lat. Przez pierwsze 4, zażywałem tylko leki, które szybko przyniosły ulgę ale nie prowadziły do wyleczenia.
W trakcie kolejnego „kryzysu” zacząłem się zastanawiać nad innymi możliwościami ratowania swojej „radości życia”. Ktoś w tedy rzucił hasło „terapia”. Zrobiłbym wszystko żeby sobie pomóc, żeby wreszcie przestać cierpieć. Terapia? Niech będzie i terapia… Początkowo miałem problemy z otwartością. Terapeuta dał mi do zrozumienia, że im bardziej będę otwarty, tym skuteczniejsze będzie leczenie ale też jasno komunikował, że powiem mu tylko tyle ile sam będę chciał. Po kilku sesjach opory zniknęły, a z perspektywy roku widzę nie tylko dobre rezultaty działań terapeutycznych ale i korzyści płynące z umiejętności otwartego mówienia o swoich odczuciach, uczuciach i przeżyciach.
Terapia pomaga mi w zmaganiach z chorobą, ponadto dzięki niej uczą się ciągle czegoś nowego dzięki czemu moje życie nabiera nowych blasków i radości nie tylko związanych z pracą, która do tej pory była moją jedyną pasją. Moja farmako i psychoterapia jeszcze trwają ale widzę wyraźną i coraz trwalszą poprawę samopoczucia. Jedyne czego żałuję to tego, że rozpocząłem terapię tak późno. Pewnie gdyby nie 4 zmarnowane lata, proces powrotu do zdrowia byłby znacznie szybszy i łatwiejszy.
Jeśli czujesz, że masz problem nie trać czasu, idź do specjalisty! Jedyne czym ryzykujesz to parę złotych za wizytę, podczas której najwyżej dowiesz się, że nic Ci nie jest. Gdyby ktoś udzielił by mi takiej rady kilka lat temu pewnie dzisiaj byłbym już w pełni zdrowym człowiekiem.
Dzień dobry!Chciałabym napisać co czuje.Odczuwam lęk,stresuje się kiedy rozmawiam z kimkolwiek z pracy a nawet ze znajomymi tak bardzo chciałabym być lubiana i zaakceptowana.Jednak coraz częściej się smucę i denerwuje kiedy coś mówię. Ciągle mam wrażenie że ktoś mnie źle ocenia to aż boli:( I czuje się wtedy jak śmieć jak ktoś kto nie pasuje do społeczeństwa.A dawniej byłam taka radosna,uwielbiałam kontakt z ludźmi teraz coraz bardziej zamykam się w sobie.Jak moge na nowo odzyskać radość życia i osobowość.Nie chce być sierotą:(
Trudno odpowiedzieć na pytanie jak znaleźć ponownie radość życia. Trzeba by dokładniej przyjrzeć się temu co było kiedyś, i co się od tego czasu zmieniło.
Zazwyczaj człowiek czuje się nieakceptowany przez innych, gdy sam siebie nie akceptuje.
Lęk przed tym co pomyślą o mnie inni, płynie z własnych złych myśli na swój temat.
Kierunkiem pozytywnej zmiany w tym wypadku jest zmiana myślenia i większa akceptacja samego siebie. Jak konkretnie to zrobić? Tu nie ma uniwersalnej recepty, ale można dopracować się sposobów, które będą skuteczne dla Pani. Jeśli jest Pani zainteresowana, to na stronie http://kalinowska.wordpress.com/pomoc są szczegółowo opisane formy pomocy jaką można ode mnie uzyskać w tego rodzaju problemach
jak znaleźć właściwego psychoterapeute? skąd wiemy że człowiek potrzebuje terapii. że lęki które przezywa są już niebezpieczne. jak ocenic ze to juz depresja. ludzie chyba nie poddają sie terapii bo myslą że "jeszcze za wczesnie". albo… po prostu nie wiedza co sie z nimi dzieje. nie rozumieja siebie. czy inny człowiek może pomoc siebie zrozumiec gdy ja siebie nie rozumiem
Skąd wiemy, że człowiek potrzebuje psychoterapii?
Zazwyczaj jest tak, że człowiek napotykając jakieś trudności stara się uruchomić własne zasoby, aby sobie pordzić. Używa znanych sobie sposobów, umiejętności jakie ma, korzysta ze wsparcia bliskich i życzliwych mu osób.
W większości życiowych trudności ma poczucie, że problemy mijają lub się rozwiązują.
Ma lepsze i gorsze dni, ale zawsze jakoś sobie radzi.
Ale bywają sytuacje, że znane sposoby zawodzą, a wsparcie bliskich nie wystarcza. Problemy narastają w czasie i utrudniają normalne funkcjonowanie, np. człowiek ma coraz większe trudności aby wyrobić się w swoich obowiązkach i rolach.
To jest sygnał, że potrzebna jest pomoc z zewnątrz.
Psychoterapia jest nie tylko leczeniem poważnych zaburzeń psychicznych ale też jest sposobem na poradzenie sobie z sytuacjami, które w danym momencie w jakiś sposób człowieka przerastają.
Dlatego, właściwym momentem do podjęcia psychoterapii jest chwila, gdy człowiek strwierdza, że sam już sobie nie poradzi.
Ludzie częściej zwlekają z szukaniem pomocy psychoterapeutycznej myśląc, że ich problemy są zbyt małe, żeby móc o nich rozmawiać ze specjalistą.
W moim doświadczeniu nie ma takich sytuacji, aby ktoś zgłosił się po pomoc nie potrzebnie czy za wcześnie.
Jak znaleźć właściwego terapeutę?
Można pytać osób, które korzystały z terapii, czy poleciłyby swojego terapeutę, choć warto z pewnym dystansem podchodzić do poleceń.
Ale podstawową kwestią jest własne doświadczenie. Warto zaufać komuś doświadczonemu, polecanemu. Ważne jest też, aby "dać czas terapii", żeby ocenić czy to coś daje, trzeba przynajmniej kilku spotkań.
Warto też cierpliwie i wytrwale szukać i pamiętać, że nawet najlepszy terapeuta, nic nie zdziała jeśli człowiek nie włoży w terapię swojego zaangażowania i decyzji o zmianie.
Ciekawe wskazówki! Wszystkie znaki na ziemi i niebie pokazują, że moja siostra cierpi na depresję. Na różne sposoby przekonywałam ją na wizytę u psychiatry znam dobrego specjalistę.Na próżno dzwoniłam ,przekonywałam. O ironio siostra żali się znajomym ,że depresja ją dobija, ale nie chce nic z tym zrobić.Moje wsparcie w postaci : umówię wizytę nawet mogę cie trzymać za rękę itp. bez sensu. Odpuściłam sobie bo nie można pomóc jeśli ktoś nie chce pomocy.Niestety martwię się bo wiem z własnego doświadczenia,że zwlekanie może tylko pogłębić chorobę.
Teraz wiem jak postępować. Dziękuję !
'
Dla mnie nie jest to trudne, jednak mój mąż podobno nie potrafi się otworzyć i dlatego leczenie jest trudne. Właściwie w tym momencie przestał korzystać z terapii. Nie wiem jak go znowu zachęcić. Zresztą powinien sam chcieć. Leczymy się oddzielnie.
Zachęcanie do terapii, rzeczywiście nie jest łatwą sprawą. Można „niechcący” uzyskać efekt dokładnie odwrotny.
Lepiej wymagać dobrego radzenia sobie, (nie stosować taryfy ulogowej) niż uczęszczania na terapię. Komunikat typu: „jeśli rezygnujesz z terapii, to znaczy, że już możesz sobie radzić, więc rób to, a jeśli nie możesz, lub nie potrafisz to jednak szukaj pomocy dla siebie”
Np. jeśli alkoholik nie leczy się, bo uważa, że sobie sam z piciem poradzi, nie powinien być „ratowany” jak się upije i nie może trafić do domu. Jak ktoś nie leczy się z depresji bo uważa, że nie warto, nie powinien otrzymywać zbyt dużej uwagi gdy „łapie doła”.
Jeśli ktoś ma lęki a jednak uważa, że poradzi sobie bez terapii, nie powinien być zwalniany z wykonywania zakupów itp…
Przesłałam na maila coś o o moich przeżyciach związanych z terapią
Witam, wielu ludzi tuła się po lekarzach albo nie majć swiadomości źródła swoich objawów, albo – co gorsze- mając tę swiadomość, lecz nie uznając takich form pomocy jak psychoterpia lub farmakoterapia. Smutne ale prawdziwe. Na szczęście coraz więcej ludzi śmielej puka do drzwi specjalistów. Mnie pomogło to i to, leki+ terapia dość długa. Leki troche oszukują – jest lepiej ale problem wciąż gdzieś tam sobie tkwi. Terapia jest cholernie trudnym procesem, ale tylko wtedy stawia się czoło faktycznym "demonom lęku" Pozdrawiam autorkę (czytuję,wysłuchuję, śledzę i lubię
Wiele osób, też i teraz, gdy psychoterapia jest bardziej dostępna, nie korzysta z pomocy właściwych specjalistów – psychiatry i psychoterapeuty, pozostając jedynie pod opieką lekarza rodzinnego.
Lekarz zazwyczaj w takich sytuacjach przepisuje leki “na uspokojenie”, które zmniejszają lub likwidują objawy.
Niestety dobranie właściwych leków tego typu i właściwych dawek, nie jest rzeczą łatwą i jeśli nie robi tego właściwy specjalista (psychiatra) wówczas istnieje ryzyko powstania uzależnienia lekowego.
Psychoterapia jest leczeniem metodami psychologicznymi, bez leków. Może być jednyną formą leczenia w tego rodzaju problemach lub stanowić uzupełnienie przy leczeniu lekami.
Miałam identyczne dolegliwości. To było w latach 80-tych. Nikt nie potrafił mi pomóc. Lekarz powiedziała do mnie:”gdyby pani była na zachodzie, to by pani poszła do psychoterapeuty….”. Jakoś mi to przeszło, brałam jakieś leki, robiono mi specjalne mieszanki w aptece. To był koszmar. Nikomu tego nie życzę.
Wiele osób, też i teraz, gdy psychoterapia jest bardziej dostępna, nie korzysta z pomocy właściwych specjalistów – psychiatry i psychoterapeuty, pozostając jedynie pod opieką lekarza rodzinnego.
Lekarz zazwyczaj w takich sytaucjach przepisuje leki “na uspokojenie”, które zmniejszają lub likwidują objawy.
Niestety dobranie właściwych leków tego typu i właściwych dawek, nie jest rzeczą łatwą i jeśli nie robi tego właściwy specjalista (psychiatra) wówczas istnieje ryzyko powstania uzależnienia lekowego.
Psychoterapia jest leczeniem metodami psychologicznymi, bez leków. Może być jednyną formą leczenia w tego rodzaju problemach lub stanowić uzupełnienie przy leczeniu lekami.