Jak zamieniać problemy na cele możliwe do realizacji.
Odpowiedź na tytułowe pytanie otrzymasz po zapisaniu się na kurs, dzięki któremu dowiesz się, co możesz zrobić, aby poradzić sobie z problemami i przybliżyć się do tego, czego chcesz dla siebie w przyszłości.
Zobaczysz jak ukierunkowywać swoją energię, żeby przestać się kręcić wokół problemów i pójść na przód.
Dostaniesz konkretne wskazówki jak zapoczątkować zmiany w swoim życiu oraz możliwość konsultacji z psychologiem.
Jeśli potrzebować będziesz podpowiedzi czy konsultacji w związku z którymś z proponowanych ćwiczeń napisz o tym w miejscu na komentarze na tej stronie – odpowiedź otrzymasz również w tym miejscu.
Zapraszam:



Dziekuję za odpowiedż.Pani uśmiech i piękne słowa.
Cytuje: „W każdym „muszę” jest przerzucenie osobistej odpowiedzialności na coś z zewnątrz”.
Rozumiem ,że JA przerzucałam swoją odpowiedzialność za życie na życie rodziców? Tak zachowują się DDA (bohater rodzinny)
Aneta
Dziękuję za odpowiedż ,tak zgadzam się, to ciężkie zadanie, i nic mnie już nie przekona że zmienienie rodziców jest realne,ponieważ nikt nie może nikogo ratować wbrew jego woli.Każdy jest odpowiedzialny za swoje życie.
@ Aneta
Pomaganie polega na przyłączeniu się do energii danej osoby. Podobne jest do dmuchania w żar aby rozpalić ogień. Dmuchanie może prowadzić do pięknego płomienia ale pod warunkiem, że jest przynajmniej odrobina żaru i jest coś co może się palić, jak nie ma nic to możesz płuca wypluć i nic nie zdziałasz. Ty możesz pomóc swoim rodzicom ale tylko w tych miejscach gdzie oni będą tej pomocy chcieli i będą wierzyli, że zmiana jest możliwa.
Masz rację każdy jest odpowiedzialny za swoje życie i to jest prawda,bez względu na to czy ktoś tę odpowiedzialność będzie chciał zauważać czy nie. Można nie chcieć uświadamiać sobie odpowiedzialności ale tak czy inaczej samemu się poniesie konsekwencje swoich wyborów. Inni ludzie mogą zdecydować na ile chcą w tych konsekwencjach uczestniczyć. Jeśli bliska mi osoba narobi długów mogę zdecydować się ponieść konsekwencje jej decyzji o zadłużeniu i spłacić je. Tylko, że w tym momencie sama ponoszę odpowiedzialność za swoją decyzję. Nie mogę mieć żalu tej bliskiej osoby, że „ja muszę spłacać coś co nie jest moje” – to byłby właśnie przejaw braku mojej odpowiedzialności za siebie. W każdym „muszę” jest przerzucenie osobistej odpowiedzialności na coś z zewnątrz
Witam,
dziękuję za wszystkie email dostarczane w ramach bezpłatnego kursu pt „Jak zamienić problem na cele możliwe do realizacji”.
Chcę wziąć odpowiedzialność za swoje życie ,ale to jest sprzeczne z moim wychowaniem, podświadomie czuje że muszę matwić się moimi rodzicami.Ojciec jest alkoholikiem a matka jest na psychotopach od dnia mich urodzin. Aby rozwiązać ten konflikt muszę przestać się nad nimi litować? Zastanawiam się jak ich zmusić do odpwiedzialności za swoje życie.Przyznaje, mam ciężkie zadanie.
Pozdrawiam
Aneta
@Aneto
tak zgadzam się, to ciężkie zadanie, zastanawiam się tylko co Cię przekonuje, że ono jest realne.
Wygląda na to, że realizować chcesz w jednym czasie dwa cele:
1) wziąć odpowiedzialność za swoje życie
2) spowodować określoną zmianę w rodzicach.
Przy czym wygląda na to, że większą motywację, więcej emocji i energii jest przywiązane do tego celu drugiego – spowodować aby rodzice się zmienili.
Ich zmiana wydaje się być u Ciebie warunkiem koniecznym do tego abyś mogła zacząć zajmować się swoim życiem. Dopóki będą nieodpowiedzialni, dopóty Ty będziesz musiała zajmować się nimi i odkładać swoje życie na później. Jasne jest, że bardzo chcesz zmusić ich do tego żeby jak najszybciej, przestali być tacy jakimi są od zawsze i stali się inni.
Chcesz dojść do swoich celów, do swojej zmiany poprzez zmienianie ich. Jednak to nie jest jedyna możliwa droga do satysfakcji w Twoim życiu.
Wróć może do jednego z początkowych maili kursu (jak nie masz to Ci przyślę) gdzie jest mowa, o tym, że cel wiąże się ze zmianą w kimś innym. Tak jest w Twoim przypadku, przyjmujesz cel, którego realizacja zależy od kogoś innego, chcesz działać na cudzym polu, gdzie masz bardzo mocno ograniczone możliwości działania. Możesz zacząć inaczej dysponować swoją energią. To może być trudne zrobić samemu i jeśli chcesz zapraszam Cię do kontaktu w ramach mojej pomocy on-line albo w gabinecie. Jeśli chciałabyś więcej materiałów dotyczących budowania celu i planowania zmiany znajdziesz je w mojej książce „Jak Ruszyć Z Miejsca”
pozdrawiam
Zastanawiam się skąd mi się to bierze, że nie potrafię być sobą. Zanim cokolwiek chcę powiedzieć zastanawiam się czy się nie wygłupię i jak zareaguje osoba, która ze mną rozmaiwa. Jak mnie widzi otoczenie.
Chyba co chwila wymyślam nowy problem. A główny pozostaje ten sam, brak bliskiej osoby=faceta.
Szczerze? Chodzisz od ściany do ściany gdy obok są drzwi. Wszycy Ci pokazują drzwi a Ty walisz dalej głową w ścianę.
1. Szukanie faceta na siłę nic nie daje (sama to odkryłaś)
2. Jak on będzie to będziesz cierpiała bo cię zdradzi lub zostawi(sama to wymyśliłaś, takie projekcje również działają)
3. Uważasz, że jesteś gorsza od innych ludzi dlatego nie możesz sobie nikogo znaleźć.
4. Choć Ty sama lubisz ludzi za nic, uważasz, że Ciebie trzeba lubić za coś choć sama nie wiesz za co.
5. Wszystkie problemy z samą sobą zamieniasz na koło ratunkowe w postaci wyimaginowanego problemu „brak faceta”. Jakby on coś miał zmienić.
Twój problem to nie brak faceta. Skoro jednak lubisz cierpieć, możesz przy tym problemie pozostać. Znam takich co tkwią przy nim całe życie. A życie mija…
Bardzo nie chce tkwić w tym, ale to cały czas do mnie wraca:(
Chce sie cieszyć życiem i być szczęśliwa..
Ale widze że tkwie w tym umartwianiu sie, powrównywaniu się do innych, chce wyjść z tego:( Zastanawiałm sie ile razy zauroczyłam sie w jakimś facecie, z którym nie rozmawiałam..on mnie nie znał.. ale podobał mi sie poprostu i wyobrażłam jakby to mogło być a potem bardzo cierpiałam że on ma kogoś albo nie zwraca na mnie uwagi.. było tak wiele razy..
Powoli dochodzę do tego, że to nie brak faceta jest problemem chociaż tak bardzo zazdroszecze koleżankom które są zaręczone lub mają męża.. teraz tak naprawdę nie wiem czzego sama chce, ale tak bardzo boję się pustki.. przyzwyczaiłam się do tego użalania się..
Tas masz rację Maja nie chce otworzyć tych drzwi poświadomie.. tylko walę w ścianę… Tylko że to bardzo mi przeszkadza..
te drzwi są cały czas dla mnie zamknięte..
Anula, jak wiesz, ze mnie żaden psycholog, ani specjalna pomoc, ale trochę rozumiem Twoje zagubienie.
Właściwie jest jakoś tak, że ciągle żyjemy pod jakąś społeczną presją. W babskim świecie jest szczególnie.
Najpierw polega ona na tym, że nie wolno czegoś robić za wcześnie, a te co robią są puszczalskie i byle co. Choćby tylko paliły na klatce. Potem muszą mieć chłopaka, bo jak nie mają to są jakieś, gorsze bo nikt ich nie chce.
Bycie samej grozi staropanieństwem, i nawet w czasach mody na singli, brzmi to jak wyrok. Później wszyscy w swoich profilach obnoszą się ze swoimi dziećmi, jakby zrobienie ich, czyniło z nich ponadziemskie istoty.
Pomimo mody na singli, dookoła pełno par, ludzie ładują się w związki, dzieci itp.. Ale warto również wiedzieć, że na rozwody się nie zaprasza gości, a dramaty rodzinne są skrzętnie ukrywane. Pokazujemy tylko lepsze strony innym.
Ile z tych osób robi to co naprawdę chce i czuje. A ile z nich robi to bo jest presja, bo już trzeba, bo się boi, bo nie chce być starą panną. Ile osób pyta się siebie, co ja właściwie chce, dla kogo robię to co robię, czy to lubię?
Nie wiem co zmieni w Twoim życiu chłopak. Ale wypełnianie dziury pt. „brak miłości w życiu” zwykłym klajstrem nie zadziała. Nie ma na to szans. Zobacz jak długo już rozmawiamy, spróbuj coś zrobić w końcu dla siebie. Przez chwilę tak gorąco i tęskno i z zaangażowaniem jak o „nim”, pomyśl o sobie samej. Ile jesteś w stanie poświęcić dla kogoś? Zajmują Twoją głowę marzenia o obcych, nieznanych. A gdzie jest Anula? Kto o nią dba? Dlaczego własna Anula, nie chce Anuli przytulić i jej pomóc? Czy tak bardzo boisz się siebie poznać, ze sobą się zaprzyjaźnić?
Tyle czasu minęło, pomyślałaś o sobie w końcu? Czas najwyższy drogi do siebie samej poszukać. I się w końcu posłuchać. Dlaczego drzwi na których widnieje napis „Anula zaprasza do siebie” boisz się otworzyć. Jak mają Cię inni poznać jak Ty sama siebie odrzucasz. Bardzo ładnie brzmisz i skoro ja, zupełnie obca osoba, chcę z Tobą rozmawiać od dłuższego czasu, to może coś za tymi drzwiami jednak jest dobrego. Powodzenia, dużo odwagi, to może być największa przygoda w Twoim życiu. I najlepsza.
Staram się sobie to codziennie powtarzać jak zasumca i przytłumia otoczenie
wspomnienia mylnych i bez przyszłości zauroczeń;/
wir pracy.. zastanawiam sie czy to pomoże czy nie.. niby mniej myśle.. cały czas staram sie powtarzac że brak faceta to nie główny problem..chociaż cały czas gdzieś tam mi źle z tego powodu..
Poza tym strasznie nie swoja się czuje w tym nie myśleniu kto ma jakie zdanie o mnie, jak kto sie zachował wobec mnie i co ja źle zrobiłam .. a kto sobie coś pomyślał o mnie;/ staram sie również nie dręczyć myślami o kimś kto spojrzał na mnie a nie odezwal sie do mnie, jak by to było z tym mężczyzną;/.. ale dalej taka pustka i lęk .. nie wiem przed czym..niepokój co teraz?..
nie wiem czemu ale jak napisałam długi post to mi nie wszedł i umieściło sie dwu etapowo.. i częściwow..
Anula, fajnie, że próbujesz coś robić ze sobą. Ale z tego co piszesz to tylko część pracy. Zastanów się bardzo poważnie nad tym (i bardzo szczerze przed sobą samą) co lubisz robić, co chciałabyś zacząć robić, czego chciałabyś w życiu spróbować ciekawego: czy to sport, czy sztuka, czy kultura, nauka, jest wiele dziedzin. Ale pomyśl w której chciałabyś się sprawdzić, albo coś odkryć dla siebie. To pewnie trochę uspokoi też głowę, bo to poważne pytanie do samej siebie.
Niby tak ale to nie jest takie proste. Bo gdzieś tam ten smutek siedzi i brak. Kiedyś miałam wrażenie że jak bede mieć faceta to bede nie wiadomo jaka szczęśliwa i nic sie nie będzie liczyło.. nie wiem pisze tak bo może przyszedł weekend i odczuwam brak mężczyzny czyli najprościej mówiąc samotność;/
„czyli najprościej mówiąc samotność;/”
Spróbuj ją polubić.
Tego się nie da chyba polubić.
Minął tydzień i zastanawiam się czy cokolwiek się zmieniło. Wydaje mi się, że nie. Może tyle, że nie miałam dużo czasu do rozmyślania i nieustannego szukania chłopaka i zastanawiania się nad tym że nigdy z nikim nie byłam..ale czy to oznacza że to jakaś poprawa..
Wydaje mi się, że sama próbuje sie zadręczać.. Nie mam facetam wyglądam gorzej od innych kobiet..nie jestem tak interesująca
ale mam w głowie słowa: dopóki siebie nie polubię i nie zaakceptuję to nigdy nie będzie mi dobrze!!
To mnie podtrzymuje. ale zmian na razie nie widzę
Można. Można polubić i zaakceptować. Ta tzw. samotność, właściwie nie jest samotnością. Dookoła nas są ludzie, są znajomi, rodzina. To co się nazywa samotnością, to niechęć do przebywania samemu w swoim towarzystwie, niechęć do słuchania samego siebie, nielubienie siebie, i zwykłe siebie nieznanie. Czym właściwie ta samotność jest, brakiem towarzystwa, brakiem zajęcia, czy nielubieniem bycia ze sobą? A może tęsknotą za akceptacją, której w sobie, dla siebie, nie można odnaleźć?
Trochę cierpliwości, skupienia i pracy. Małymi krokami i przede wszystkim powoli, wtedy wszystko jest na czas.
Zmian nie widać po tygodniu, na wszystko potrzeba czasu. Czy nauczysz się grać na skrzypcach w tydzień? Raczej nie. Tym trudniej zrozumieć muzykę samego siebie. Człowiek to cała orkiestra.
Mówisz, że nie jesteś interesująca. Ciekawe skąd taka Twoja opinia o samej sobie. Na jakie podstawie tak myślisz i czego Twoim zdaniem Tobie brakuje?
Moje opinia wynika chyba z tego, że nie jestem z nikim i nie mam w okół mnie takiego zainteresowania ze strony mężczyzn. Nie potrafię być przy płci przeciwnej sobą..skąd to wynika:( nie moge sobie dalej z tym poradzić:( Cały czas porównuje się do innych kobiet, dziewczyn.. wydaje mi się, że wyglądem nie dorównuje.. rozmową tak samo..
to sie nazywa chyba kryzys chwilowy.. bo mam czas wyciszyć się i w głowie mam same minusy..Wydaje mi się, że nic przez ten czas nie zrobiłam żeby polubić siebie.. starałam się tylko nie myśleć o tym, że nie mam chłopaka i zająć się sobą i swoimi rzeczami…
Czy o wartości człowieka decyduje to czy jest z kimś?
Co takiego niezwykłego mówią inni ludzie, że Ty tego powiedzieć nie potrafisz.
Mają jakieś specjalne złote słowa. Albo specjalne, wyszukane tematy?
W czym konkretnie są lepsi? Czy mają droższe ubrania?
Za co lubisz innych ludzi Ty sama? A może ich nie lubisz, i dlaczego?
Lubie innych za nic.. a może za normalność i bycie sobą..
tylko nie potrafie niestety docenić siebie:( Nie wiem czemu ale całkowicie czuje sie gorsza;/
przeplatanka
Zastanawiałam się nad dwoma rzczami:
P.KALINOWSKA podpowiedziała:
„Możesz zrobić taką rzecz – odpowiedz sobie na pytanie co by się zmieniło w Twoim życiu gdybyś poznała dziś zainteresowanego Tobą chłopaka.”
Myślałam nad tym trochę i stwierdziłam że w tym momencie bałabym sie, że ten chłopak mnie zdradzi i znajdzie sobie inną.. będzie ze mną krótko, że nie zainteresuje go na tyle. Nie poczułam się z tym zbyt dobrze. Strasznie smutno mi się zrobiło.. bo nie osiągnęłabym chyba w tym momencie spokoju.. tylko zadręczała się znowu czymś innym..a jak byłabym w jego towarzystwie to byłabym szczęsliwa i zadowolona. Ale nie do końca mi o coś takiego chodziło chyba;/
drugą rzeczą jest to co napisała Maja:
”
Rozwiązanie jest banalne, wypisze Ci w punktach:
1. Przestań szukać faceta. (przestań o tym myśleć całkowicie, tak to się da, odpowiedz jest w pkt.2 poniżej),
2. Znajdź sobie hobby. (Takie, które naprawdę lubisz, a nie na pokaz i bądź w tym najlepsza),
3. Zacznij pracować nad sobą, nad swoim poczuciem własnej wartości. (Nie wiesz czy jesteś ładna? A kto ma wiedzieć jak nie ty, jak się polubisz to stwierdzisz w 100%, że jesteś). Wszystko na ten temat masz na tacy:
http://ekalinowska.pl/pierwszy-krok-do-poczucia-wlasnej-wartosci
I jeszcze jedno, przestań wszystko rozkminiać. Daje Ci to coś? Wchodzisz tylko wiecznie w ślepe uliczki. Nie chcesz rozkminiać? Zajmij się czymś.”
Próbuje się nie przejmować każdym gestem drugiego człowieka, co on o mnie sobie pomyślał, jak mnie zrozumiał, czy mnie lubi bądź akceptuje..staram się więcej myśleć o sobie..i nie zadręczać się myślami o facecie który na mnie spojrzał nie zamienił słowa i myśleć jakby to z nim mogło być.. nie wiem po co w ogóle dotychczas coś takiego robiłam;
Na razie średnio to wychodzi, nadal czuję pustkę i dziwny niepokój i lęk.. jakoś nieswojo sie robi;/ nie potrafie sie przyzwyczaić.. nie mój sposób;/
Jednego nie potrafię zmienić ani zaprzestać: strasznie się wstydzę i nie wiem o czym rozmawiać z mężczyznami, po prostu jakby mnie ktoś stopował;/ Coś nieosiągalnego dla mnie.. może dlatego;/
Pani Elżbieto, bardzo się cieszę, że Pani się odezwała. Nie wiedziałam co mogłabym więcej powiedzieć ponadto co napisałam. Powiedziałam tylko swoje zdanie i podzieliłam się doświadczeniem. Rozumiem rozterki Anuli, ale nie jestem psychologiem. Powiedziała Pani „Bo to jak czekasz na miłość swojego życia, czym to czekanie wypełniasz zależy już w pełni od Ciebie.” bardzo mi się to podoba, naprawdę warto czekać, tylko się trzeba tego nauczyć. Pozdrawiam Panią i Anulę. I Trzymam kciuki.
Maja dopiero teraz przeczytałam Twoją odpwiedź. Tak i cora częściej myśle po co ja tak sie dręcze tak jak powiedziałaś.. po co się męcze tym myśleniem..
to i tak mi nic nie da.. a będzie mi gorzej.. obym potrafiła tak trzymać..
„Przy okazji przeczytałam sobie artykuł: Pierwszy krok do poczucia własnej wartości.który był w tym linku. w duzej mierze mnie to określsla: Osoba o niskim poczuciu własnej wartości będzie czasem czuć się silniej, bezpieczniej i bardziej wartościowo.”
Tylko wtedy gdy wysili się i zacznie to robić. Twoja sprawa jak się czujesz i jak się będziesz czuć. Twój los, samopoczucie, cele, sposób ich realizacji, samooocena zależą tylko i wyłącznie od Ciebie samej.