Jesteś zmęczona tym, że ciągle myślisz jak inni na Ciebie reagują? Masz uczucie, że cały czas musisz bronić się przed krytyką?  Mówisz „biorę wszystko do siebie”. Gdy ktoś, coś robi lub mówi, traktujesz to bardzo serio .

Zobacz jak zmienia się sytuacja, gdy przeniesiesz swoją uwagę z siebie na tę drugą osobę:

Np. czasem ludzie złoszczą się, gdy ktoś im odmawia. Ktoś mówi „nie mam teraz dla Ciebie czasu” – to, co powiedział może być zrozumiane kejo informacja o sytuacji tej osoby – to ONA nie ma czasu. To jest informacja o niej. To wcale nie musi mieć takiego znaczenia, jakie Ty temu zdaniu nadajesz: „nie jesteś dla mnie ważna”. Ta „ważność”, jest czymś, co do pierwotnego komunikatu zostało dodane. Coś, co wcale nie wpłynęło, właśnie teraz przez Twoje uszy, to już tam było wcześniej. To jest interpretacja tego, co usłyszałaś. Prawdą jest, że ta interpretacja nastąpiła szybko i automatycznie, bez twojego zastanowienia, prawdą jest, że wydaje się, że to właśnie mówi ta druga osoba.

Ale posłuchaj uważnie: „nie mam dla Ciebie, teraz czasu” nic o byciu ważną.

Mówisz:, że to dla Ciebie znaczy to samo? Tak może dla Ciebie, ale czy dla tej osoby też to znaczy – tego nie wiesz.

Możesz zapytać – jak zrobisz to spokojnie, bez atakowania, to się dowiesz, co znaczy ”nie mam teraz dla Ciebie czasu”.

Pomyśl o tym, co dodajesz do tego, co mówią inni i sprawdź, od kiedy to już jest w twojej głowie. Co takiego działo się wcześniej i z kim, że masz w sobie gotowość do czucia się odtrąconą? Czy ta sytuacja, która buduje twoje wątpliwości dotyczy tego, co się dzieje teraz, w relacji z tą właśnie osobą, czy czegoś zupełnie innego?

Najczęściej spodziewamy się odrzucenia, gdy sami mamy wątpliwość, co do własnej wartości czy ważności. Cos, co powstaje de facto w twojej głowie jest projektowane do głowy tej drugiej osoby. Zaczyna się odnosić wrażenie, ze to właśnie ona tak myśli. Nie znasz myśli drogiego człowieka. Wszelkie nie wypowiedziane oceny innych na twój temat, są twoimi własnymi ocenami siebie.

Dlatego jeśli docenisz sama siebie, inni tez ciebie docenią.



e-booki pokonaj stres

7 komentarzy do: “Jak nie brać wszystkiego do siebie

  1. ashka

    Mieszkam za granicą.Chciałabym mieć kontakt z psychologiem. Dużo się u mnie dzieje- śmiem twierdzić, ze zdecydowanie za dużo. Znam wiele odpowiedzi na dręczące mnie pytania,ale wielu z nich nie potrafię wdrożyć w życie…
    Wczoraj koleżanka podsunęła mi tę stronę.Zaczęłam czytać…
    Pozdrawiam.

  2. Janko23

    Pani Kalinowska, zgadzam się z Panią, jak śpiewa Jan Pietrzak „mężczyzna po przejściach kobieta z przeszłością „ Otóż kobieta nie potrafi zerwać z przeszłością i wbrew pozorom nie poszło o nią, tylko jej dzieci. Mężczyzna, czego zresztą nie ukrywa Lidia, okazał im szacunek i zainteresowanie, a one odwdzięczyły się, kryciem, uczynków swojej matki.
    /treść przytoczonej rozmowy usunięta, ze względu na możliwość indentyfikacji osób trzecich/
    Z poważaniem J-23

  3. Janko23

    —–
    /posty usunięte ze względu na prywatny i osobisty charakter prowadzonej dyskusji z p.Lidią.
    —–
    Jak widzi Pani, Pani Kalinowsko, rady są fajne, niestety ludzie, już nie.

    1. Kalinowska Post author

      @Janko23
      Panie Janie rozumiem, że uważa Pan, że Pani Lidia piszę nieprawdę i ma Pan swoje dowody na to, ale nie jest to sprawą psychologa dociekać co jest prawdą, a co nie. To należy do zainteresowanych stron aby dojść do tego, jeśli chcą się dogadać.

      Nie wiem do czego Pan dąży, ale sposób w jaki Pan to robi jest dość agresywny i nie sądzę, żeby udało się Panu dojść do porozumienia w ten sposób.

      Zawsze istnieje możliwość, że ktoś oszuka psychologa i opowie o problemie, którego nie ma. Wówczas pomoc i odpowiedź jaką dostanie będzie dla niego nieużyteczna.
      To jest strona publiczna, więc czyta ją wiele różnych osób, które często się odnajdują w opisywanych historiach. Dlatego moje odpowiedzi są tutaj nie tylko dla tego, kto pyta, ale też dla innych w podobnych sytuacjach. Być może dla Pani Lidii ta odpowiedź nie ma większego sensu (jeśli jest inaczej niż ona opisała – jak Pan twierdzi), ale i tak warto na nią odpowiedzieć, właśnie dlatego, że tego rodzaju problemy nie są wcale takie rzadkie.

  4. lidia

    Mam 39 lat,pracę,ktorą lubię, czworo dzieci, najmłodszy syn kończy w
    tym roku szkołę
    podstawową, najstarsza córka jest na pierwszym roku medycyny.
    Od dwunastu lat jestem rozwódką. Przez ten czas nie związałam się z
    żadnym mężczyzną, dzieci były moim życiem. W zeszłym roku w lutym
    poznałam mężczyznę. To było zwykłe poznanie, rzucone mimochodem zdanie,
    że zaprasza mnie na kawę. Przez miesiąc pisaliśmy na gg, rozmawialiśmy
    przez telefon,póżniej był pierwszy piękny romantyczny wieczór.
    Byłam zauroczona. Mężczyzna okazał się odpowiedzialny, troskliwy,
    pracuje w Zusie, jest rozwodnikiem,ale dba o dzieci i systematycznie
    płaci alimenty. Moje dzieci zawsze traktował z szacunkiem i troską.
    Byłam szczęśliwa. Byliśmy razem z dziećmi na wakacjach.
    Było cudownie. Mężczyzna idealny. Dzieci szybciutko przywiązały się
    do niego. Zawsze mogłam na niego liczyć. Pomagał mi, troszczył się o
    moje dzieci,o mnie, robił zakupy, gotował, chodził na zebrania w
    szkole,do lekarza. Mężczyzna idealny. Były sytuacje, które powinny
    wzbudzić we mnie czujność, ale ignorowalam je. To były drobiazgi.
    Przeglądany telefon, archiwum gg,wyrzucone kwiaty, ktore dostałam na
    urodziny od znajomego. Podejrzenia o zdradę. Byłam szczęśliwa, więc
    kiedy mnie ranił próbowałam to sobie tlumaczyć,że to tylko męska
    zazdrość. Gdy kupowaliśmy choinkę na święta, sprzedawca dał mi jemiołę
    mówiąc,że to na szczęście. W domu jemioła została połamana i
    wyrzucona do kosza. Prosiłam Jasia o zmianę zachowania, mówiłam mu,że jego słowa, jego postępowanie bolą mnie coraz bardziej. Gdy ranił, zawsze byliśmy sami.
    Dzieci,sąsiedzi, rodzina, wszyscy uważają go za idealnego,
    cudownego mężczyznę. Kochaliśmy się bez zabezpieczenia, mówił,że
    jak zajdę w ciążę, to on chce jeszcze wychować nasze wspólne dziecko.
    Zaszłam w ciążę, zrobiłam test. Ucieszył się,ale chciał się upewnić
    jeszcze u lekarza. Poszliśmy do lekarza. Była już w trzecim tygodniu
    ciąży. Nie chciałam już więcej dzieci,ale Jasio był szczęśliwy,
    więc ja też byłam szczęśliwa. Póżniej zaczęło się piekło. Drobnostki.
    Po urodzeniu dziecka musimy zrobić badania genetyczne, bo Jasio musi mieć pewność,że to jego dziecko. Żle się czułam, wymiotowałam, płakałam, zachowanie Jasia z dnia na dzień było coraz potworniejsze, ale nikt o tym nie wiedział. Tylko jak byliśmy sami,
    był potworem. Bałam się być z nim sama, zaczęłam bać się nocy,
    czułam się gorsza, poniżana,samotna. Gdy rano wychodził do pracy,
    powiedział,że zrobi po południu zakupy, abym nie dzwigała, abym nie
    poroniła bękarta. Powiedziałam mu,aby już nigdy nie wracał. Odszedł. Teraz jestem w 10 tygodniu ciąży i potrzebuję pomocy, potrzebuję rozmowy.
    Dzieciom, znajomym powiedziałam,że Jasio pojechał w delegację. Czasem chciałabym zasnąć i już się nie obudzić. Jak odszedł, to myślałam,żę otrząsnę się z tego
    koszmaru,że dam radę, jestem silna psychicznie. Odszedł, ale nadal
    znęcał się nade mną.
    /…/
    Miałam już dosyć łez. Zablokowałam go, wyrzuciłam z kontaktów. Dzisiaj gdy byłam w
    pracy….zadzwonił. Pomylił numer telefonu. Powiedziałam,że cieszę
    się,że go słyszę. Powiedział…… a ja się nie cieszę, wrobiłaś mnie
    dziwko w dziecko, więc mam nadzieję,że spotka Cię za to kara.
    Nie byłam w stanie pracować, nie mogłam płakać.Ja naprawdę nie mam
    już siły, boję się każdego kolejnego dnia. Nie chcę już płakać co noc.
    Niech mi ktoś pomoże, chcę usłyszeć jedno dobre słowo. Co złego
    zrobiłam? Nie mam już siły tak dalej żyć.

    1. Kalinowska Post author

      @lidia
      Pani Lidio, to co zwraca uwagę w opisie Pani relacji z partnerem to taka silna zależność – „on był szczęśliwy, więc i jak byłam szczęśliwa” tak jakby liczył się tylko on w tym związku. Zależność polega na tym, że pomija się swoje własne potrzeby, koncentrując uwagę jedynie na drugiej osobie. Taka postawa zazwyczaj prowadzi do braku satysfakcji i trudności w związku. Wszelkie niepokojące sygnały zepchnęła Pani do szufladki „mało istotne zdarzenia”. On nie był idealny, tylko takim go Pani chciała widzieć, pomniejszając momenty, kiedy była Pani przez niego traktowana przedmiotowo.
      Przemoc w związku zaczyna się od drobnych zdarzeń i narasta w czasie. Akty przemocy przeplatają się, z momentami, kiedy on jest czuły troskliwy i tak jak Pani pisze idealny.
      Otoczenie najczęściej nie wie, o aktach przemocy – ona jest zarezerwowana dla najbliższych osób. Na zewnątrz osoba taka często stwarza bardzo dobre wrażenie.
      Teraz Pani postawiła granice – powiedziała Pani, aby odszedł i nie wracał, zablokowała Pani kontakty z nim. To chroni Panią przed dalszymi sytuacjami przemocowym. Myślę, że to sensowny ruch, choć rozumiem, że jest Pani teraz bardzo ciężko i że potrzebowałaby Pani kogoś obok siebie.
      Być może warto znaleźć psychoterapeutę, który pomoże Pani poradzić sobie z emocjami w tym momencie.
      Myślę, też, że dobrze by było, gdyby Pani dowiedziała się więcej o przemocy domowej i osobach ją stosujących.
      Pozdrawiam

A Ty, co o tym myślisz?