<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>PSYCHOLOG ON-LINE  eKalinowska.pl &#187; rozmowy</title>
	<atom:link href="http://ekalinowska.pl/category/rozmowy/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ekalinowska.pl</link>
	<description>Wiedza - Inspiracja - Pomoc</description>
	<lastBuildDate>Thu, 10 May 2012 08:48:10 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Pytania o psychoterapię</title>
		<link>http://ekalinowska.pl/pytania-o-psychoterapie#utm_source=feed&#038;utm_medium=feed&#038;utm_campaign=feed</link>
		<comments>http://ekalinowska.pl/pytania-o-psychoterapie#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 15 Mar 2010 13:18:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalinowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[psychoterapia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ekalinowska.pl/?p=924</guid>
		<description><![CDATA[Jak znaleźć właściwego psychoterapeutę? Skąd wiemy że człowiek potrzebuje terapii,  że lęki które przeżywa są już niebezpieczne. Jak ocenić, że to już depresja. Ludzie chyba nie poddają się terapii bo myślą że &#8222;jeszcze za wcześnie&#8221;  albo… po prostu nie wiedza co się z nimi dzieje. Nie rozumieją siebie? Czy inny człowiek może pomoc siebie zrozumieć [...]


Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/terapeuto-nie-odchodz' rel='bookmark' title='Terapeuto, nie odchodź'>Terapeuto, nie odchodź</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2010/03/puzzle.jpg#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"><img class="alignleft size-medium wp-image-927" style="margin: 10px;" title="puzzle" src="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2010/03/puzzle-300x225.jpg" alt="" width="240" height="225" /></a>Jak znaleźć właściwego psychoterapeutę? Skąd wiemy że człowiek  potrzebuje terapii,  że lęki które przeżywa są już niebezpieczne. Jak  ocenić, że to już depresja.</p>
<p>Ludzie chyba nie poddają się terapii bo myślą  że &#8222;jeszcze za wcześnie&#8221;  albo… po prostu nie wiedza co się z nimi  dzieje. Nie rozumieją siebie?</p>
<p>Czy inny człowiek może pomoc siebie  zrozumieć gdy ja siebie nie rozumiem?<span id="more-924"></span></p>
<div id="div-comment-607">
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/b51990b419803c1acad4149f8b3dbc71?s=32&amp;d=identicon&amp;r=G" alt="" width="32" height="32" /> <cite>Kalinowska</cite> mówi:</div>
<div><a href="../skad-ten-nagly-lek/comment-page-1#comment-607#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">29  sierpnia 2009 </a></div>
<p>Skąd wiemy, że człowiek potrzebuje psychoterapii?<br />
Zazwyczaj jest  tak, że człowiek napotykając jakieś trudności stara się uruchomić  własne zasoby, aby sobie poradzić. Używa znanych sobie sposobów,  umiejętności jakie ma, korzysta ze wsparcia bliskich i życzliwych mu  osób.<br />
W większości życiowych trudności ma poczucie, że problemy  mijają lub się rozwiązują.<br />
Ma lepsze i gorsze dni, ale zawsze jakoś  sobie radzi.<br />
Ale bywają sytuacje, że znane sposoby zawodzą, a  wsparcie bliskich nie wystarcza. Problemy narastają w czasie i  utrudniają normalne funkcjonowanie, np. człowiek ma coraz większe  trudności aby wyrobić się w swoich obowiązkach i rolach.<br />
To jest  sygnał, że potrzebna jest pomoc z zewnątrz.<br />
Psychoterapia jest nie  tylko leczeniem poważnych zaburzeń psychicznych ale też jest sposobem na  poradzenie sobie z sytuacjami, które w danym momencie w jakiś sposób  człowieka przerastają.<br />
Dlatego, właściwym momentem do podjęcia  psychoterapii jest chwila, gdy człowiek strwierdza, że sam już sobie nie  poradzi.</p>
<p>Ludzie częściej zwlekają z szukaniem pomocy psychoterapeutycznej  myśląc, że ich problemy są zbyt małe, żeby móc o nich rozmawiać ze  specjalistą.</p>
<p>W moim doświadczeniu nie ma takich sytuacji, aby ktoś zgłosił się po  pomoc nie potrzebnie czy za wcześnie.</p>
<p>Jak znaleźć właściwego terapeutę?<br />
Można pytać osób, które  korzystały z terapii, czy poleciłyby swojego terapeutę, choć warto z  pewnym dystansem podchodzić do poleceń.<br />
Ale podstawową kwestią jest  własne doświadczenie. Warto zaufać komuś doświadczonemu, polecanemu.  Ważne jest też, aby &#8222;dać czas terapii&#8221;, żeby ocenić czy to coś daje,  trzeba przynajmniej kilku spotkań.<br />
Warto też cierpliwie i wytrwale  szukać i pamiętać, że nawet najlepszy terapeuta, nic nie zdziała jeśli  człowiek nie włoży w terapię swojego zaangażowania i decyzji o zmianie.</p>
</div>
<div id="div-comment-607">
<p><img src="http://www.gravatar.com/avatar/?d=identicon&amp;s=32" alt="" width="32" height="32" /> <cite>Anonymous</cite> mówi:</p>
<div id="div-comment-158">
<div><a href="../skad-ten-nagly-lek/comment-page-1#comment-158#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">5  września 2009 o 21:56</a></div>
<p>Czy terapia bywa trudna?<br />
Może bywa. Ja nie miałem z nią  większych problemów. Cierpię na nerwicę lękową od ponad 5 lat. Przez  pierwsze 4, zażywałem tylko leki, które szybko przyniosły ulgę ale nie  prowadziły do wyleczenia.<br />
W trakcie kolejnego „kryzysu” zacząłem się  zastanawiać nad innymi możliwościami ratowania swojej „radości życia”.   Ktoś w tedy rzucił hasło „terapia”. Zrobiłbym wszystko żeby sobie pomóc,  żeby wreszcie przestać cierpieć. Terapia? Niech będzie i terapia…  Początkowo miałem problemy z otwartością. Terapeuta dał mi do  zrozumienia, że im bardziej będę otwarty, tym skuteczniejsze będzie  leczenie ale też jasno komunikował, że powiem mu tylko tyle ile sam będę  chciał.  Po kilku sesjach opory zniknęły, a z perspektywy roku widzę  nie tylko dobre rezultaty działań terapeutycznych ale i korzyści płynące  z umiejętności otwartego mówienia o swoich odczuciach, uczuciach i  przeżyciach.<br />
Terapia pomaga mi w zmaganiach z chorobą, ponadto dzięki  niej uczą się ciągle czegoś nowego dzięki czemu moje życie nabiera  nowych blasków i radości nie tylko związanych  z pracą, która do tej  pory była moją jedyną pasją. Moja farmako i psychoterapia jeszcze trwają  ale widzę wyraźną i coraz trwalszą poprawę samopoczucia. Jedyne czego  żałuję to tego, że rozpocząłem terapię tak późno. Pewnie gdyby nie 4  zmarnowane lata, proces powrotu do zdrowia byłby znacznie szybszy i  łatwiejszy.<br />
Jeśli czujesz, że masz problem nie trać czasu, idź do  specjalisty! Jedyne czym ryzykujesz to parę złotych za wizytę, podczas  której najwyżej dowiesz się, że nic Ci nie jest. Gdyby ktoś udzielił by  mi takiej rady kilka lat temu pewnie dzisiaj byłbym już w pełni zdrowym  człowiekiem.</p>
</div>
<div id="div-comment-159">
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/?d=identicon&amp;s=32" alt="" width="32" height="32" /> <cite>Anonymous 2</cite> mówi:</div>
<div><a href="../skad-ten-nagly-lek/comment-page-1#comment-159#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">7  września 2009 o 10:51</a> <a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=159#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"></a></div>
<p>Parę ładnych lat temu,gdy wszystko już mi się zawaliło,poszłam do  psychoterapeuty poleconego mi przez znajomą.Do dziś nie wiem,czy to były  stracone lata czy odzyskane..Uzyskałam zrozumienie,głaski i brak  osądzania moich postępków.Gdy dostrzegłam problemy z córką,zachęciłam ją  również do pójścia na terapię.Teraz się zastanawiam,czy dobrze się  stało?Wiem,że terapia doprowadza do zburzenia chorych konstrukcji oraz  pomaga budować nowe i zdrowe.Wiem,że własnie z tego powodu dotychczasoe  układy rodzinne pozornie &#8222;psują się&#8221;.Ale to co mi się przydarzyło jest  potworne i mnie powoli zabija…Córka rozlicza mnie ze wszyskiego,co jej  zrobiłam w dzieciństwie:z biedy,z bicia stosowanego w tamtych czasach  jako normalna metoda wychowawcza,z każdej chwili w której nie miałam dla  niej czasu lub z mojego zmęczenia.Twierdzi,że jestem powąznie chora i  powinnam się leczyć.Tak orzekł jej /nasz terapeuta.Dlaczego tyle o  tym?Dlatego,że wielokrotnie w czasie(4 lata) mojej terapiii  sugerowałam,że może powinnam się leczyć,iść do psychiatry.Kiedyś  wspomniałam o lęku jaki mi towarzyszy.Reakcja terapeuty:czy może pani  ostatnio czytała ksiązkę na temat lęku?Sugestia,że przeczytane tematy  wskakują do mojej psychiki jako objawy.Poczułam,że moja terapia to jest  moje oszukiwanie nie wiem kogo,terapeuty,siebie,dzieci,męża itd.Poczułam  się jak oszustka wielkiej klasy.Zrezygnowałam z terapii.</p>
</div>
<div id="div-comment-160">
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/b51990b419803c1acad4149f8b3dbc71?s=32&amp;d=identicon&amp;r=G" alt="" width="32" height="32" /> <cite>Kalinowska</cite> mówi:</div>
<div><a href="../skad-ten-nagly-lek/comment-page-1#comment-160#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">7  września 2009 o 11:51</a> <a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=160#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"></a></div>
<p>Często tak się zdarza, że bliscy nalegają na terapię członka  rodziny, a potem okazuje się, że zmiany co prawda zachodzą, ale nie  takie jakich oczekiwali. To rzeczywiście może być trudne.<br />
Jeśli  terapia będzie dobrze iść  to takie zachowania córki powinny za jakiś  czas, ustąpić.<br />
Do tego czasu rozwiązaniem może być wyraźne stawianie  granic i określanie tego, czego Pani w kontakcie z córką oczekuje i  jakich rozmów nie chce Pani z nią prowadzić. Może Pani odmówić  uczestniczenia w rozmowie o czymś, o czym Pani nie chce z nią rozmawiać  lub w formie, która jest dla Pani nie do przyjęcia.</p>
</div>
<div id="div-comment-161">
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/?d=identicon&amp;s=32" alt="" width="32" height="32" /> <cite>Anonymous</cite> mówi:</div>
<div><a href="../skad-ten-nagly-lek/comment-page-1#comment-161#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">7  września 2009</a></div>
<p>Czy terapia bywa trudna? – małe uzupełnienie:-)<br />
Oczywiście NIE  JESTEM FACHOWCEM ale z moich doświadczeń z nerwicą lękową wynika, że  najlepsze rezultaty dało jednoczesne wsparcie psychiatry (z jego  farmakoterapią) i terapeuty. Bez wątpienia jest to kwestia jednostki  chorobowej. Niezależnie od doświadczeń Pani piszącej o swoich relacjach z  córką zachęcam do szukania pomocy u „speców”. Oczywiście aktualnym  pozostaje pytanie kto &#8222;specem&#8221; jest, a kto nie. Przypomina mi się  powiedzenie: po owocach ich poznacie… ale pewnie warto zasięgnąć języka  jeszcze przed pierwszą wizytą. Nie wiem czy Pani Elżbieta się ze mną  zgodzi ale chyba najlepiej zacząć od sprawdzenia czy terapeuta posiada  odpowiedni certyfikat. W moim odczuciu ważne są również relacje z  terapeutą. Zaufanie i jeszcze to coś co kolokwialnie nazywa się  „nadawaniem na tych samych falach”.<br />
P.S. Jeszcze jedno… zdaje się, że  nie każda szkoła terapeutyczna jednakowo dobrze radzi sobie z różnymi  chorobami. Do tego na przykład może się nam przydać psychiatra. A tak  przy okazji to jakie Pani zdaniem nurty terapeutyczne najlepiej radzą  sobie z nerwicą lękową?</p>
</div>
<div id="div-comment-167">
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/b51990b419803c1acad4149f8b3dbc71?s=32&amp;d=identicon&amp;r=G" alt="" width="32" height="32" /> <cite>Kalinowska</cite> mówi:<a href="../skad-ten-nagly-lek/comment-page-1#comment-167#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"></a></div>
<div><a href="../skad-ten-nagly-lek/comment-page-1#comment-161#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">8 września  2009</a></div>
<p>Terapia nie musi być długo trwała, to w części zależy od tego w  jakim nurcie psychoterapeutycznym pracuje terapeuta, a w części od  osoby, która się leczy.<br />
Psychoanaliza będzie trwała znacznie dłużej  niż terapia krótkoterminowa.<br />
Każda ze szkół psychoterapeutycznych  podąża ku celowi terapii inną drogą i trochę co innego stawia sobie za  cel.<br />
Z badań nad psychoterapią, wynika, że metoda psychoterapii jest  mało znaczącym czynnikiem jeśli chodzi o jej efektywność.  Najistotniejszy jest kontakt klienta z psychoterapeutą, dobra relacja,  dobre dopasowanie. Reszta jest już wtórna.<br />
A więc terapie  krótkoterminowe są równie skuteczne co te długoterminowe.<br />
Jeśli  chodzi o długość pracy po której widać efekty, to też zależy od klienta –  od jego gotowości na zmiany, a także od determinacji i zaangażowania.<br />
Pracując  tą samą metodą z różnymi osobami uzyskiwałam bardzo różne efekty. Od 10  sesji, po których nie było już powodu dalej się spotykać, po roczne czy  półtoraroczne terapie.<br />
Pierwsze efekty, drobne zmiany pojawiają się  zazwyczaj po dwóch sesjach. Często pierwsza daje rodzaj ulgi w czasie i  zaraz po, ale to jest krótkotrwały efekt.<br />
Pierwsze zmiany są  zazwyczaj nietrwałe i to jest normalne, choć dość &#8222;dołujące&#8221;. Zmiana  przypomina takie falowanie – do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu – w  ogólnym rozrachunku do przodu.</p>
<p>Terapie grupowe są bardzo skuteczne, zwłaszcza takie, które  &#8222;uruchamiają&#8221; ciało.</p>
<p>Prowadziłam kiedyś taką grupę z elementami choreoterapii i było to  bardzo skuteczne.<br />
Niemniej jednak, jeśli taka grupa bardzo koliduje z  normalnymi obowiązkami, warto poszukać czegoś innego.</p>
<p>Jeśli chodzi o to, czy można wyjść z lęków bez terapii, odpowiedź  jest twierdząca. Do tego samego celu, można dojść na wiele różnych  sposób, a terapia jest jednym z nich.<br />
Jeśli ktoś nie jest przekonany,  że w jego przypadku to ma sens, jeżeli jakieś jego własne działania  dają dobre efekty, to warto je kontynuować. Zazwyczaj jednak terapia  wiele przyspiesza i ułatwia. To trochę tak jakby wybierać pomiędzy  podróżowaniem na piechotę, a samochodem.</p>
<p>Czasem można i na piechotę, zwłaszcza jak dystans jest krótki i  pogoda ładna (jak problemy nie są bardzo nasilone, a osoba ma np.  wsparcie w swoim otoczeniu)</p>
<p>W niektórych przypadkach jednak podróż zajęłaby zbyt wiele czasu, a  zmęczony nią człowiek, mógłby w ogóle z niej zrezygnować i nigdy nie  dotrzeć tam, gdzie się wybierał.</p>
</div>
</div>


<p>Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/terapeuto-nie-odchodz' rel='bookmark' title='Terapeuto, nie odchodź'>Terapeuto, nie odchodź</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ekalinowska.pl/pytania-o-psychoterapie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak pomóc komuś, kto ma problemy</title>
		<link>http://ekalinowska.pl/jak-pomoc-komus-kto-ma-problemy#utm_source=feed&#038;utm_medium=feed&#038;utm_campaign=feed</link>
		<comments>http://ekalinowska.pl/jak-pomoc-komus-kto-ma-problemy#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 Jan 2010 10:42:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalinowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[jak pomóc bliskiemu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ekalinowska.pl/?p=824</guid>
		<description><![CDATA[Problem bliskiej osoby, to jeden z najczęstszych powodów zgłoszenia się po pomoc psychologa. Być może dlatego, że towarzyszenie komuś w jego trudności jest dość obciążającym zadaniem &#8211; dotyka obszaru w którym jesteśmy bezsilni i nie mamy wpływu. Ktoś cierpi z powodu różnych problemów, których waga wydaje się nam wątpliwa, ktoś nie wierzy w siebie, choć [...]


Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/uzaleznienia-dlaczego-nie-moge-przestac-choc-wiem-ze-mi-to-szkodzi' rel='bookmark' title='Uzależnienia &#8211; dlaczego nie mogę przestać, choć wiem, że mi to szkodzi'>Uzależnienia &#8211; dlaczego nie mogę przestać, choć wiem, że mi to szkodzi</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2010/01/pomocna-dłon1.jpg#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"><img class="alignleft size-medium wp-image-878" style="margin: 10px;" title="pomocna dłon" src="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2010/01/pomocna-dłon1-236x300.jpg" alt="" width="236" height="300" /></a>Problem bliskiej osoby, to jeden z najczęstszych powodów zgłoszenia się po pomoc psychologa. Być może dlatego, że towarzyszenie komuś w jego trudności jest dość obciążającym zadaniem &#8211; dotyka obszaru w którym jesteśmy bezsilni i nie mamy wpływu.</p>
<p>Ktoś cierpi z powodu różnych problemów, których waga wydaje się nam wątpliwa, ktoś nie wierzy w siebie, choć wyraźnie widzimy jej potencjał. To są sytuacje, w których chciałoby się powiedzieć, &#8222;weź się w garść&#8221;, &#8222;zacznij inaczej myśleć&#8221;, i wielu próbuje tak właśnie robić, racjonalnymi argumentami próbuje przekonać kogoś do zmiany myślenia.<br />
To się nie udaje, bo zmiana przekonań na temat siebie i świata nie jest taką prostą rzeczą.<span id="more-824"></span><br />
Przekonania są filtrem przez który przepuszczamy nasze doświadczenie i sprawiają, że zauważamy głównie to, co je potwierdza.<br />
Jeśli ktoś jest przekonany, że inni go nie lubią, łatwiej zauważy przejawy odrzucenia niż przyjazne gesty. Do tego, przyjazne gesty będą wydawać mu się czymś podejrzanym, czymś co ma drugie dno. Więc też będą wpadać w kategorię &#8222;odrzucenie&#8221;.<br />
Zazwyczaj takie a nie inne przekonanie jest do czegoś potrzebne, pełni jakąś funkcję w całości życia emocjonalnego danej osoby, więc zmiana myślenia pociąga za sobą konieczność głębszej i bardziej całościowej zmiany. Dlatego nie da się kogoś przekonać do zmiany za pomocą racjonalnej argumentacji.</p>
<p>Dodatkowo nacisk bliskich na zmianę jest często odbierany jako przejaw braku akceptacji i wywołuje reakcje obronne w postaci zaprzeczania problemom.<br />
Często &#8222;osoby z problemem&#8221; czują się tak osaczone przez bliskich i ich nacisk na zmiany, że nie znajdują przestrzeni, do tego, zdecydować co i jak by chciały zmieniać. Więc nie zmieniają się.<br />
Tak więc często silne pragnienie pomagania komuś w zmianie sprawia, że ta osoba się nie zmienia.</p>
<p>To co zazwyczaj znika z pola widzenia komuś kto chce pomagać drugiemu to własna osoba i powody, dla których pragnie się zmiany w drugiej osobie. Często szczera odpowiedź na pytanie &#8222;po co mi jej/jego zmiana?&#8221;, &#8222;co zmieni się w MOIM życiu, gdy On/Ona się zmieni?&#8221;</p>
<p>Jeśli chcesz pomóc komuś bliskiemu zacznij właśnie od odpowiedzi na to pytanie jakiej zmiany spodziewasz się w swoim życiu, gdy ta osoba się zmieni. Zbadaj na ile dajesz prawo bliskiej osobie do pozostania taką jaką jest. Jeśli, w dużym stopniu zmiana w Twoim życiu zależy, od zmiany tej osoby, poszukaj najpierw sposobów, jak możesz zadbać o siebie w inny sposób, bez zmieniania kogoś bliskiego.</p>
<ol>
<li id="comment-266">
<div id="div-comment-266">
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/dd648bd83525a6b1230b0a4dd8c2ff86?s=32&amp;d=identicon&amp;r=G" alt="" width="32" height="32" /> <cite>Mąż</cite> <span>mówi:</span></div>
<div><a href="../pytanie/comment-page-6#comment-266#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">29 Lipiec 2009 o 8:55</a> <a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=266#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">(Edytuj)</a></div>
<p>Witam. Mam pytanie odnośnie tego jak pomóc mojej żonie. Jesteśmy młodym małżeństwem. Żona ma 27 lat. Od ponad trzech lat ma ciągły problem z akceptacja swojego ciała. Zawsze uważa sie za zbyt grubą, nie atrakcyjną. Za każdymn razem kiedy spojrzy w lustro mówi, że jest za gruba i nie może na siebie patrzeć. Dodam, że moja zona jest osobą bardzo atrakcyjna i szczupłą. Wszyscy to widzą tylko nie ona. Jest wzrostu 176 cm i waży 53 kg. Chce ważyć ciagle mniej. Nie liczy kalori, odżywia sie może nie obficie ale jednak nie odmawia sobie posiłków choc są bardzo małe. Wydaje mi się, że przez to poczucie nie jest szczęśliwa i często ją to męczy. Jak mogę jej pomóc? Kiedy ktokolwiek mówi jej, że jest bardzo szupła i piekna ona nie bierze tego na poważnie bo “wie swoje”. Serdecznie proszę o poradę.</p>
</div>
</li>
</ol>
<ol>
<li id="comment-268">
<div id="div-comment-268">
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=32&amp;d=identicon&amp;r=G" alt="" width="32" height="32" /> <cite><a rel="external nofollow" href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite> <span>mówi:</span></div>
<div><a href="../pytanie/comment-page-6#comment-268#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">29 Lipiec 2009 o 9:05</a> <a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=268#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">(Edytuj)</a></div>
<p>@Mąż</p>
<blockquote><p>Kiedy ktokolwiek mówi jej, że jest bardzo szupła i piekna ona nie bierze tego na poważnie bo “wie swoje”.</p></blockquote>
<p>To nie jest dziwne, ze tego typu informacje nie trafiają do niej, bo tu nie chodzi, o to, czy ona rzeczywiście jest szczupła czy nie, tylko tak jak Pan napisał, o brak akceptacji swojego ciała. A jeszcze głębiej o brak akceptacji samej siebie.<br />
Dopóki ona nie zacznie sama o sobie myśleć dobrze, dotąd nie będzie zadowolona z siebie, choćby wygrała konkurs na najpiękniejszą kobietę świata.<br />
Zmiana musi się dokonać w jej wnętrzu, do którego ona tylko ma dostęp bezpośredni.<br />
Zmiana powinna dotyczyć nie tyle ciała, co zgody na samą siebie, ze swoimi słabościami i niedoskonałościami. Kiedy to się stanie, pojawi się spokój w kwestii ciała.<br />
Skupianie się na ciele, jest sposobem na poczucie się dobrze z samą sobą. Ale niestety ten sposób nie prowadzi do tego celu. Kiedy ona chudnie, kiedy panuje nad jedzeniem ma poczucie kontroli i to daje ulgę, ale jednocześnie w dłuższej perspektywie pojawia się lęk przed utratą kontroli i nad jedzeniem, nad swoim kształtem, a głębiej nad swoim życiem.<br />
Skupianie się na jedzeniu i kształcie ciała, dając ulgę nie pozwala na dojście do akceptacji siebie.<br />
Na pewno pomocne będzie dla niej doświadczanie Pańskiej akceptacji i myślę, że warto, aby przynajmniej Pan nie dał się wciągnąć w temat jedzenia i kształtu. Aby to nie stawało się jedyną czy najważniejszą treścią Waszej relacji.<br />
To, że taka postawa jest pomocna, może być trudne do zauważenia, bo to nie jest sposób na rozwiązanie jej problemu, to jest sposób na wsparcie, na towarzyszenie jej w tej trudności.</p>
<p>Co Pan może zrobić – to, co już Pan robi – być z nią, kochać ją i okazywać tę miłość. Myślę, też, że dobrze by było gdyby Pan nie skupiał się wyłącznie na jej problemie</p>
</div>
</li>
</ol>
<ol>
<li id="comment-224">
<div id="div-comment-224">
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/46accd8ef95d870b534c7dff27ea8a5d?s=32&amp;d=identicon&amp;r=G" alt="" width="32" height="32" /> <cite>Tyna</cite> <span>mówi:</span></div>
<div><a href="../pytanie/comment-page-5#comment-224#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">21 Lipiec 2009 o 12:07</a> <a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=224#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">(Edytuj)</a></div>
<p>Moim problemem jest to, ze nie potrafie pomoc bliskiej mi osobie.. Jestem przerazona, bo codziennie odkrywam, ze ma nowe problemy.. Znalazl na czas wakacyjny prace, ktorej nie chcial, wszystko poszlo nie po jego mysli, doluje sie nie moze spac.. Nie moze tej pracy juz zmienic. Moze zrezygnowac ale wtedy juz nie dostanie innej. To jest chyba glowny problem. Przez to chodzi poddenerwowany. Slysze jak glos mu sie zalamuje jak mowi o pracy. Probuje go wspierac naprawde ale czasem mimo wszystko wydaje mi sie, ze nie jestem dostatecznym oparciem. Postanowilam budzic go do pracy, zeby lepiej mu sie wstawalo. Nie mowi jak jest w pracy powtarza wciaz tylko, ze nie bedzie narzekal, bo nie powinien a jak pytam to nie odpowiada-nie chce o tym mowic. Probuje mu wytlumaczyc, zeby postaral sie zmienic nastawienie, ale latwo powiedziec. Pracuje dosc dlugo jest wiecznie zmeczony na dodatek malo spi, bo nie moze zasnac. Czasem nawet ja go czyms dobije, mam gorszy dzien powiem cos niemilego.. Naprawde nie wiem co zrobic.. Jak pomoc. To naprawde wspanialy i wyrozumialy czlowiek, nie chce zeby cierpial.</p>
</div>
</li>
</ol>
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=32&amp;d=identicon&amp;r=G" alt="" width="32" height="32" /> <cite><a rel="external nofollow" href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite> <span>mówi:</span></div>
<div><a href="../pytanie/comment-page-5#comment-259#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">21 Lipiec 2009 o 21:15</a> <a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=259#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">(Edytuj)</a></div>
<p>Tyna, usilnie chcesz zmienić stan emocjonalny tego człowieka. Trudno Ci towarzyszyć mu w tym obciążeniu pracą. Mam wrażenie, że Ty gorzej znosisz jego trudności niż on sam. Zobacz on podjął decyzję – wie co robi. Nie jest pod przymusem – jeśli byłoby to naprawdę ponad siły zrezygnowałby. Nie robi tego, więc ma ku temu ważne powody. W każdym razie on wybrał, jest mu ciężko ale nie chce się nad sobą rozczulać i mówić o tym.</p>
<p>Sprawdź co stoi za Twoją potrzebą mówienia o jego problemach. Czy nie jest tak, że jest to sposób na poradzenie sobie z napięciem, jakie TY czujesz kiedy widzisz, że jest mu ciężko?</p>
<p>Możesz mu pomóc nie wpadając w panikę na widok jego zmęczenia. Możesz mu pomóc słysząc go, w jego prośbie aby nie rozmawiać o tym. Możesz mu pomóc tym, że nie będziesz koncentrować się wyłącznie na jego pracy, pamiętając, że jego życie to coś więcej niż problem z pracą.</p>


<p>Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/uzaleznienia-dlaczego-nie-moge-przestac-choc-wiem-ze-mi-to-szkodzi' rel='bookmark' title='Uzależnienia &#8211; dlaczego nie mogę przestać, choć wiem, że mi to szkodzi'>Uzależnienia &#8211; dlaczego nie mogę przestać, choć wiem, że mi to szkodzi</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ekalinowska.pl/jak-pomoc-komus-kto-ma-problemy/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>33</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Uzależnienia &#8211; dlaczego nie mogę przestać, choć wiem, że mi to szkodzi</title>
		<link>http://ekalinowska.pl/uzaleznienia-dlaczego-nie-moge-przestac-choc-wiem-ze-mi-to-szkodzi#utm_source=feed&#038;utm_medium=feed&#038;utm_campaign=feed</link>
		<comments>http://ekalinowska.pl/uzaleznienia-dlaczego-nie-moge-przestac-choc-wiem-ze-mi-to-szkodzi#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Dec 2009 20:21:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalinowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[alkoholizm]]></category>
		<category><![CDATA[uzależnienie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ekalinowska.pl/?p=825</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Na zdrowy rozum&#8221;, ludzie nie powinni uzależniać się w ogóle. Zarówno bliscy uzależnionych jak i oni sami, często zdają sobie dokładnie sprawę, że nie powinni tego robić, że to szkodzi. Uzależnieni nawet często postanawiają, że się zmienią i już nigdy więcej&#8230; Do następnego razu i znowu i znowu&#8230;. dokładnie wiedząc, że to co robią nie [...]


Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/rodzice-mojego-chlopaka-nie-uwazaja-go-za-doroslego-choc-ma-22-lata' rel='bookmark' title='Rodzice mojego chłopaka nie uważają go za dorosłego, choć ma 22 lata'>Rodzice mojego chłopaka nie uważają go za dorosłego, choć ma 22 lata</a></li>
<li><a href='http://ekalinowska.pl/alkohol-nie-jest-lekarstwem-na-smutek' rel='bookmark' title='Alkohol nie jest lekarstwem na smutek'>Alkohol nie jest lekarstwem na smutek</a></li>
<li><a href='http://ekalinowska.pl/moj-ojciec-traktuje-mnie-jak-mala-dziewczynke-choc-mam-meza-i-spodziewam-sie-dziecka' rel='bookmark' title='&quot;Mój ojciec traktuje mnie jak małą dziewczynkę, choć mam męża i spodziewam się dziecka.&quot;'>&quot;Mój ojciec traktuje mnie jak małą dziewczynkę, choć mam męża i spodziewam się dziecka.&quot;</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/12/Image1.jpg#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"><img class="alignleft size-full wp-image-833" style="margin: 10px;" title="Image1" src="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/12/Image1.jpg" alt="Image1" width="250" height="244" /></a>&#8222;Na zdrowy rozum&#8221;, ludzie nie powinni uzależniać się w ogóle. Zarówno bliscy uzależnionych jak i oni sami, często zdają sobie dokładnie sprawę, że nie powinni tego robić, że to szkodzi. Uzależnieni nawet często postanawiają, że się zmienią i już  nigdy więcej&#8230; Do następnego razu i znowu i znowu&#8230;. dokładnie wiedząc, że to co robią nie ma większego sensu. Dlaczego więc tak trudno przestać,<span id="more-825"></span> dlaczego nie wystarczy przeczytać informacji na papierosach, że powodują śmierć i rozliczne choroby?  Za ten stan rzeczy odpowiedzialne są emocje. Uzależnienie rządzi się prawami emocji a nie prawami rozumu. Rozum osoby uzależnionej jest na służbie emocji i ochrony uzależnienia, więc nie da się przekonać człowieka, żeby nie pił, czy nie palił racjonalnymi argumentami.  Z uzależnieniem można się trwale rozstać jak znajdzie się jakiś inny nowy sposób na radzenie sobie z emocjami. Problem w tym, że aby zacząć go w ogóle szukać, potrzebna jest trzeźwość i rezygnacja z tego, od czego się jest uzależnionym. To sprawia, że na początku wychodzenia z uzależnienia, człowiek jest dość bezbronny wobec emocji. Jeszcze nie umie sobie z nimi radzić, a już odstawia coś co go do tej pory przed emocjami chroniło. Dlatego tak trudno wyjść z uzależnienia o własnych siłach, bez pomocy z zewnątrz. Substancja czy czynność, od której człowiek się uzależnia, stanowi dla niego tarczę, niewidzialną ścianę, która chroni go przed emocjami, przed żywym doświadczaniem siebie i świata. Człowiek odcina się od tego, co jest, od swojego doświadczenia i zanurza we własnym świecie.<br />
<div class="note"><div class="notetip">Żyjąc we własnym świecie nie może być naprawdę blisko innych, odcinając się od swoich emocji nie może zaznać spokoju i harmonii w życiu.</div></div></p>
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/3f1e74dea193717a50c1d3536b12edc7?s=32&amp;d=identicon&amp;r=G" alt="" width="32" height="32" /> <cite>asia</cite> <span>mówi:</span></div>
<div><a href="../pytanie/comment-page-2#comment-193#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">7 Lipiec 2009 o 21:08</a> <a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=193#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">(Edytuj)</a></div>
<p>Witam serdecznie Jak każdy człowiek miewam gorsze i lepsze dni. Tylko u mnie niestety przechodzi to ze skrajnosci w skrajność, tak jak wiele rzeczy np od dłuższego czasu nie pije alkoholu a wcześniej go nagminnie naduzywałam. Albo widuje sie z kimś codziennie w nadmiernych ilosciach, albio sie odcinam zupełnie. Albo z kimś jestem i muszę to odczówac na kazdej pląszczyxnie zycia, albo sie odcinam od danej osoby ( oczywiście wczesniej bardzooo cierpie uzalam sie nad sobą i wyszukóję winy odciecia u drugeij osoby). Leczylam sie na depresje jednak mimo wszystko wachania nastrojów i odczuć to nie zmieniło. Bardzo bym chciałą być osobą mądrą, rozsadną i przedewszystkim zdrową, jednak sa niestey momenty nad którymu nie ppanuję. Emocje z którymi sobie nie radze. Boje sie tego, pragbnę być stabilna. Jesczez jedno co mnie najbardziej przeraża, często gdy wydaje mi sie że jest wszystko na dobrej drodze mam ogromną motywacje do życia działąmnia, mój mózg działą sprawnie natomiast wystarczy, że sie czymś przejmuję załąpuję ogromne samobujcze doły. Czy jest szansa bym prowadziłą normalne zycie pełne harmonii i miłości???</p>
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=32&amp;d=identicon&amp;r=G" alt="" width="32" height="32" /> <cite><a rel="external nofollow" href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite> <span>mówi:</span></div>
<div><a href="../pytanie/comment-page-2#comment-230#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">8 Lipiec 2009 o 10:05</a> <a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=230#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">(Edytuj)</a></div>
<p>@asia  Zachęcam do skonsultowania się ze specjalistą – psychologiem, psychoterapeutą, najlepiej kimś, kto ma pojęcie o uzależnieniach &#8211; terapeutą uzależnień.  „Nagminnie nadużywany” alkohol zaburza funkcjonowanie emocjonalne, stąd mogą być zarówno huśtawki nastroju jak i objawy depresyjne. Jeśli się przez jakiś czas używało dużo alkoholu, to problem z emocjami pojawia się nie tylko w czasie picia lub zaraz po, ale tez w momencie odstawienia i nie picia go w ogóle.  Bierze się to stąd, że alkohol jest używany jako „znieczulacz” pozwala się odciąć od przeżywania siebie i świata. Staje się z czasem jedynym sposobem na radzenie sobie z emocjami. Teraz, gdy po jakimś czasie, się go odstawi i zaczynają te wszystkie emocje docierać do świadomości, to nie wiadomo co z tym zrobić. Leczenie na depresję, w tej sytuacji nie wiele pomaga, bo nie o depresję tutaj chodzi.  Trzeba nauczyć się radzić sobie z emocjami na trzeźwo, bo w przeciwnym razie picie wróci i będzie dalej pogarszało stan emocjonalny. To można ustabilizować i najszybciej (co nie znaczy szybko), i najpewniej się to osiągnie z pomocą psychoterapeutyczną.</p>
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/9b933371c8db4793bb8c623fd4e04168?s=32&amp;d=identicon&amp;r=G" alt="" width="32" height="32" /> <cite>Katarzyna</cite> <span>mówi:</span></div>
<div><a href="../pytanie/comment-page-2#comment-191#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">6 Lipiec 2009 o 12:06</a> <a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=191#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">(Edytuj)</a></div>
<p>Witam! Chciałaby uzyskać pomoc psychologiczną… Borykam się z uzależnieniem od nikotyny, kofeiny i słodyczy. Chciałabym zerwać z nałogami ale nie wiem jak mam sobie pomóc. Widze że mój organizm coraz gorzej radzi sobie z tymi używkami i powoli podupadam na zdrowiu. Dodatkowo dowiedziałam się że moja bliska koleżanka ma nowotwór złośliwy. Ciągle dręczą mnie myśli że ja moge być następna (a niedawno urodziłam synka) i tak ciężko jest myśleć że mogłbym zachorować i nie być obecną w jego rozwoju. Te lęki dodatkowo nakręcają moje uzależnienia. I zamiast wyzbywać się ich popadam w wieksze uzależnienie. Nie wiem co ma robić. proszę o pomoc….</p>
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=32&amp;d=identicon&amp;r=G" alt="" width="32" height="32" /> <cite><a rel="external nofollow" href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite> <span>mówi:</span></div>
<div><a href="../pytanie/comment-page-2#comment-226#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">6 Lipiec 2009 o 12:42</a> <a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=226#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">(Edytuj)</a></div>
<p>@Katarzyna Trudno się dziwić, że lęk nie pomaga w poradzeniu sobie z uzależnieniem. Człowiek po to używa różnego rodzaju substancji chemicznych, żeby nie czuć. Nie czuć siebie, emocji, żeby się odciąć od rzeczywistości. Substancje psychoaktywne (np. nikotyna) działają na mózg i zmieniają emocje, podczas gdy sytuacja, jaka je wywołała pozostaje bez zmian. To tak jakby brać środki znieczulające na bolącego zęba. Ząb przestanie boleć, ale będzie się psuć dalej, więc jeśli środków zabraknie, ból będzie jeszcze większy. Więc ma się dwa wyjścia albo brać jeszcze więcej, częściej i nie pozwolić aby kiedykolwiek tych środków zabrakło, albo czasowo zgodzić się na przeżywanie bólu i coś zrobić z zębem (najlepiej udać się do specjalisty J). Przekładając to na uzależnienia, żeby wyjść z problemu tego rodzaju, trzeba zgodzić się na ból psychiczny i zrobić coś z przyczyną tego bólu. Też znaleźć inne sposoby na radzenie sobie ze światem i ze sobą. Kiedy Pani się straszy, myśląc „mogę mieć raka”, to dopóki nie połączy Pani tego odczucia, z decyzją o zmianie, dotąd lęk będzie zwiększał pragnienie palenia czy jedzenia słodyczy. Będzie Pani szukała sposobu aby nie czuć lęku i będzie się Pani pobudzała do działania kofeiną i uspokajała papierosami i słodyczami.</p>
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/9b933371c8db4793bb8c623fd4e04168?s=32&amp;d=identicon&amp;r=G" alt="" width="32" height="32" /> <cite>Katarzyna</cite> <span>mówi:</span></div>
<div><a href="../pytanie/comment-page-2#comment-185#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">8 Lipiec 2009 o 13:34</a> <a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=185#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">(Edytuj)</a></div>
<p>Dziękuje za odpowiedź. Ma Pani 100% racji. Aktualnie nie żyje z sobą w zgodzie. Wiele rzeczy mnie “boli” ale nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Może inaczej. nie mam czasu żeby rozwiązać wiele spraw, które sie nawarstwiają. Łatwiej stanąć na balkonie i zapalić papierosa, niż uporać się z problemem. Nawet nie wiem od czego mam zacząć. Chyba najbardziej potrzebuje czasu dla siebie. Swoich własnych przyjemności ale odkąd urodził się moj syn nie mam go wcale. Pozdrawiam</p>
<div><img src="http://www.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=32&amp;d=identicon&amp;r=G" alt="" width="32" height="32" /> <cite><a rel="external nofollow" href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite> <span>mówi:</span></div>
<div><a href="../pytanie/comment-page-3#comment-208#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">8 Lipiec 2009 o 14:14</a> <a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=208#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">(Edytuj)</a></div>
<p>Pani Katarzyno, rzeczywiście w tym co Pani pisze jest kilka kwestii do uporządkowania. Jeśli je zostawić tak jak są, będą one generowały Pani niepokój i warto by się za nie wziąć. Są w tym co Pani pisze przynajmniej trzy ważne obszary: 1.	nie załatwione, nawarstwiające się sprawy 2. problem połączenia potrzeby własnej przestrzeni i czasu z opieką i wychowywaniem dziecka. Tu jest moment, w którym potrzeba znaleźć nowe sposoby, na zaspokajanie tej potrzeby, ponieważ dawny styl kiedy dziecka nie było, nie będzie możliwy do wprowadzenia w życie, jeszcze przez długi czas 3.	problem decyzji co zrobić z paleniem – palić czy nie palić  Aby zacząć warto by dokonać decyzji, która z wymienionych kwestii (lub jakaś zupełnie inna, nie wymieniona w naszej rozmowie) jest najważniejsza na dziś. I nią się zająć. Jeśli by Pani wypisała hasłowo jakie sprawy się nawarstwiają mogłabym pokazać Pani, jak można je sobie poukładać aby łatwiej odpowiedzieć sobie na pytanie, od czego zacząć. Możemy to zrobić tutaj na forum otwartym i będzie to wtedy na dość ogólnym poziomie. Jeśli by chciała Pani uzyskać bardziej szczegółową i konkretną pomoc, zapraszam na mailową rozmowę indywidualną szczegóły znajdzie Pani w dziale „<a rel="nofollow" href="http://kalinowska.wordpress.com/pomoc/">pomoc on-line</a>”. Zdecydowanie jest to rodzaj trudności, w których pomoc przez internet się dobrze sprawdza.</p>
<p><span><a href="http://www.sxc.hu/profile/svilen001" target="_blank">grafika</a></span></p>


<p>Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/rodzice-mojego-chlopaka-nie-uwazaja-go-za-doroslego-choc-ma-22-lata' rel='bookmark' title='Rodzice mojego chłopaka nie uważają go za dorosłego, choć ma 22 lata'>Rodzice mojego chłopaka nie uważają go za dorosłego, choć ma 22 lata</a></li>
<li><a href='http://ekalinowska.pl/alkohol-nie-jest-lekarstwem-na-smutek' rel='bookmark' title='Alkohol nie jest lekarstwem na smutek'>Alkohol nie jest lekarstwem na smutek</a></li>
<li><a href='http://ekalinowska.pl/moj-ojciec-traktuje-mnie-jak-mala-dziewczynke-choc-mam-meza-i-spodziewam-sie-dziecka' rel='bookmark' title='&quot;Mój ojciec traktuje mnie jak małą dziewczynkę, choć mam męża i spodziewam się dziecka.&quot;'>&quot;Mój ojciec traktuje mnie jak małą dziewczynkę, choć mam męża i spodziewam się dziecka.&quot;</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ekalinowska.pl/uzaleznienia-dlaczego-nie-moge-przestac-choc-wiem-ze-mi-to-szkodzi/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozmowa o pomocy psychologicznej w internecie</title>
		<link>http://ekalinowska.pl/738#utm_source=feed&#038;utm_medium=feed&#038;utm_campaign=feed</link>
		<comments>http://ekalinowska.pl/738#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Nov 2009 22:50:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalinowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[pomoc on-line]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ekalinowska.pl/738</guid>
		<description><![CDATA[Jeśli zastanawiasz się czy skorzystać z pomocy psychologa on-line, jeśli masz w związku z tym wątpliwości, zapraszam Cię do posłuchania rozmowy. Przeprowadził ją ze mną,  jakiś czas temu  Mirek Szmajda &#8211; specjalista od sprzedaży internetowej. Był ciekaw co różni pomoc psychologiczną przez internet od tradycyjnej, w gabinecie, z jakimi problemami ludzie zgłaszają się najczęściej i [...]


Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/jak-bezpiecznie-korzystac-z-pomocy-psychologicznej-w-internecie-2' rel='bookmark' title='Jak bezpiecznie korzystać z pomocy psychologicznej w internecie?'>Jak bezpiecznie korzystać z pomocy psychologicznej w internecie?</a></li>
<li><a href='http://ekalinowska.pl/e-terapia-czyli-zupelnie-nowa-forma-pomocy-psychologicznej' rel='bookmark' title='E terapia czyli zupełnie nowa forma pomocy psychologicznej'>E terapia czyli zupełnie nowa forma pomocy psychologicznej</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/11/swiatełko-w-tunelu.jpg#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"><img class="alignleft size-full wp-image-781" style="margin: 10px;" title="swiatełko w tunelu" src="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/11/swiatełko-w-tunelu.jpg" alt="swiatełko w tunelu" width="300" height="188" /></a>Jeśli zastanawiasz się czy skorzystać z pomocy psychologa on-line, jeśli masz w związku z tym wątpliwości, zapraszam Cię do posłuchania rozmowy.</p>
<p>Przeprowadził ją ze mną,  jakiś czas temu  <a href="http://www.sprzedawcainternetowy.pl/" target="_blank">Mirek Szmajda &#8211; specjalista od sprzedaży internetowej</a>. Był ciekaw co różni pomoc psychologiczną przez internet od tradycyjnej, w gabinecie, z jakimi problemami ludzie zgłaszają się najczęściej i jakie osoby mogą skorzystać z tego rodzaju kontaktu</p>
<p>Dzieląc się z nim swoim doświadczeniem, odpowiadam na najczęściej pojawiające się pytania i wątpliwości.</p>
<p><a href="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/11/ElzbietaKalinowskaPsychologBlogPl.mp3#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">ElzbietaKalinowskaPsychologBlogPl</a></p>


<p>Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/jak-bezpiecznie-korzystac-z-pomocy-psychologicznej-w-internecie-2' rel='bookmark' title='Jak bezpiecznie korzystać z pomocy psychologicznej w internecie?'>Jak bezpiecznie korzystać z pomocy psychologicznej w internecie?</a></li>
<li><a href='http://ekalinowska.pl/e-terapia-czyli-zupelnie-nowa-forma-pomocy-psychologicznej' rel='bookmark' title='E terapia czyli zupełnie nowa forma pomocy psychologicznej'>E terapia czyli zupełnie nowa forma pomocy psychologicznej</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ekalinowska.pl/738/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
<enclosure url="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/11/ElzbietaKalinowskaPsychologBlogPl.mp3" length="18135633" type="audio/mpeg" />
		</item>
		<item>
		<title>Czy można się zakochać, w kims kogo się dobrze nie zna?</title>
		<link>http://ekalinowska.pl/czy-mozna-sie-zakochac-w-kims-kogo-sie-dobrze-nie-zna#utm_source=feed&#038;utm_medium=feed&#038;utm_campaign=feed</link>
		<comments>http://ekalinowska.pl/czy-mozna-sie-zakochac-w-kims-kogo-sie-dobrze-nie-zna#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Sep 2009 18:19:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalinowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[zakochanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kalinowska.wordpress.com/?p=380</guid>
		<description><![CDATA[Zakochanie nie jest jeszcze miłością, choć miłość może z niego wyrosnąć. Zakochujemy się, a kochamy kogoś. Punkt ciężkości przenosi się z &#8222;ja&#8221; na drugą osobę. Kiedy się zakochamy doświadczamy stanów euforii i zachwytu, ale są one w dużej mierze efektem naszych fantazji. Z czasem, im więcej wiemy o zachwycającej nas osobie, tym więcej jest momentów, [...]


]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/09/księżycowa-kobieta.jpg#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"><img class="alignleft size-medium wp-image-785" style="margin: 10px;" title="księżycowa kobieta" src="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/09/księżycowa-kobieta-300x212.jpg" alt="księżycowa kobieta" width="300" height="212" /></a>Zakochanie nie jest jeszcze miłością, choć miłość może z niego wyrosnąć.<br />
Zakochujemy <strong>się</strong>, a kochamy <strong>kogoś</strong>. Punkt ciężkości przenosi się z &#8222;ja&#8221; na drugą osobę.<br />
Kiedy się zakochamy doświadczamy stanów euforii i zachwytu, ale są one w dużej mierze efektem naszych fantazji.</p>
<p>Z czasem, im więcej wiemy o zachwycającej nas osobie, tym więcej jest momentów,<span id="more-511"></span> w których wcale nie jest zachwycająca, wówczas do głosu może dojść&#8230;  miłość.</p>
<p><img class="alignnone" src="http://0.gravatar.com/avatar/0cff4adbd8f8c41e8c6819f482e39962?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> magic</p>
<p>Witam mam takie pytanie znam pewna dziewczyne od ponad roku wlasnie niedawno konczylismy szkole od dluszego czasu chcialem sie z nia spotkac ale niemialem odwagi ale udalo mi sie wziasc od niej numer zaczelem z nia pisac ale wydaje mi sie ze unika naszego spotkanie z 1 powodu mysli ze nieznam jezyka angielskiego(jestem w angli) ale jest inaczej jezyk znam dosc dobrze na tyle ze niemam problemu zeby sie z kims dogadac wydaje mi sieze boji sie naszego spotkania niewiem co mam robic niechce odpuscic poiewaz (tu kieruje moje glowne pytanie) poprostu niemoge myslec o zadnej innej kobiecie czuje ze sytuacja by sie poprawila po pierwszym spotkaniu poznala by mnie naprawde a tak codzienie zyje ostatnio w ciaglym stresie i brakuje mi juz sily czy jest to normalne ze mozna sie tak zakochac w kims kogo sie dobrze niezna czy jest w tym cos dziwnego prosze pilnie o odpowiedz pozdrawiam i dziekuje</p>
<p><img class="alignleft" src="http://1.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> kalinowska</p>
<p>Zazwyczaj się zakochujemy w osobach, których tak naprawdę nie znamy. To, że nie znamy jest źródłem fascynacji.<br />
Zaczyna się od tego, że znamy tylko maleńki kawałek rzeczywistości drugiej osoby – np. jakieś szczególne spojrzenie, tembr głosu, śmiech, błyszczące oczy…. różnie to bywa, ale zazwyczaj jest to coś, co można łatwo zaobserwować i co się bardzo podoba. Jak mamy ten fantastyczny kawałek to możemy teraz zacząć fantazjować o innych fantastycznych kawałkach. Ponieważ nie wiele więcej wiadomo, to pole do fantazji jest wielkie. Jak ktoś ma takie piękne błyszczące oczy, to dodajemy do nich wyobrażenie, że będzie patrzeć tymi oczami z zachwytem, że będzie tak lub inaczej się zachowywać… wyobrażamy to sobie, ale mylimy fantazję z rzeczywistością i ta osoba wydaje się taka naprawdę fantastyczna i bez wad. Najlepsza na świcie, że drugiej takiej się już nigdy i nigdzie nie znajdzie.</p>
<p>Nawiasem mówiąc, zakochanie sprawia, że chce się być z tą osobą, jak najwięcej, jak najczęściej i jeśli się to udaje, to nieuchronnie zbliżamy się do kryzysu. Bo im więcej jesteśmy z daną osobą, tym więcej o niej wiemy, tym mniej pola do fantazji, tym więcej widzimy rozbieżności pomiędzy tym co sobie wyobrażaliśmy, a tym co jest. To jest moment kiedy decyduje się, czy będzie w tym związku miłość czy ludzie się rozstaną.</p>
<p>Wracając do twojego pytania, to jest możliwe żeby się zakochać w kimś kogo się nie zna. Im mniej się zna, tym większą fascynację można przeżywać. Ale zakochanie i fascynacja to jest przedsionek prawdziwej miłości.<br />
Żeby coś mogło być z tego dalej musielibyście się spotkać i ona też musiałaby się jakoś Tobą zainteresować. Dlaczego ona nie chce – trudno powiedzieć. Skoro uważasz, że to kwestia języka, to może zastanów się jak możesz pokazać jej, że mówisz po angielsku… Ale może to być też jakaś inna sprawa. Czasem po prostu nie jest się zainteresowanym, jak to mówią, nie ma chemii. Jeśli tak jest to nic nie poradzisz, ale próbuj, działaj a dowiesz się czy jest szansa, czy nie. Jak nie sprawdzisz to jej na pewno nie będzie.</p>
<p><img class="alignleft" src="http://0.gravatar.com/avatar/0cff4adbd8f8c41e8c6819f482e39962?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> magic</p>
<p>Dziekuje za odpwiedz duzo przez nia zrozumialm jest pani naprawde dobrym psychologiem pozdrawiam.</p>
<p>#</p>
<p><img class="alignleft" src="http://0.gravatar.com/avatar/6b735b1f0f9c6a4c0d28063c38c72e50?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> Zrozpaczona</p>
<p>Cześć jestem Paulina i mam poważny problem, zakochałam się w chłopaku, który nie jest mi pisany. Rok temu byłam na imieninach koleżanki mojej mamy (tam go właśnie poznałam). Okazało się, że to jej siostrzeniec. Od samego początku mi się podobał i wydawało mi się, że ja jemu też. Często pisaliśmy do siebie sms-y, potem coraz rzadziej, ale myślałam, że to z powodu nauki. Widujemy się bardzo rzadko, bo on mieszka daleko, ale kiedy się już spotkamy to nie możemy się nagadać. Ostatnio dawno go już nie widziałam, więc wysłałam do niego kilka sms-ów, ale nie odpisał na żadnego. Czasami wydaje mi się, że on też coś do mnie czuje, ale innym razem kompletnie mnie olewa. Zależy mi na nim, bo ma wszystkie cechy, jakie powinien mieć wymażony chłopak. Pomóżcie mi proszę, co mam robić w tej sytuacji?<br />
__<br />
…ten chłopak śni mi się po nocach, nie ma chwili, żebym o nim nie myślała, do tego wszystkiego moja mama zaczeła jeszcze na niego wołać “zięciu” pani psycholog, bardzo proszę o poradę i z góry dziękuję</p>
<p><img class="alignleft" src="http://1.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" />kalinowska</p>
<p>Paulino, to dość normalna kolej rzeczy, jak się ludzie nie spotykają, jak nie mają jakiś wspólnych spraw, czegoś co robią razem, tematy do rozmowy się wyczerpują. Energia jaka jest między ludźmi słabnie i kontakt się urywa. Można go odbudować jeśli te osoby będą miały coś wspólnego.<br />
To nie jest kwestia, tego czy ktoś jest Ci pisany, czy nie. Tylko tego, co jest płaszczyzną, na której się możecie spotkać – taką płaszczyzną są najczęściej wspólne zainteresowania, jakieś aktywności, wspólni znajomi, czas spędzony razem i to co robicie razem.</p>
<p>Jeśli coś się robi razem, to może stać się przedmiotem rozmowy, ta rozmowa też jest robienie czegoś razem, więc kontakt się podtrzymuje. Jeśli jest się daleko od kogoś z kim chce się utrzymać kontakt, trzeba włożyć dużo energii aby kontakt utrzymać, bo nie widzenie się go bardzo osłabia. Sms jest bardzo słabym sposobem na podtrzymywanie relacji, ponieważ nie wiele można w nim napisać i nie zbyt mocno angażuje emocje drugiej osoby.<br />
Już lepszy jest mail, skype.<br />
Nie wiem czy pocieszający będzie dla Ciebie, fakt, że on ma „wszystkie cechy, jakie powinien mieć wymarzony chłopak” właśnie dlatego, że nie macie ze sobą zbyt bliskiego kontaktu i jego obraz, w twojej głowie, jest zbudowany w dużej mierze, z Twoich wyobrażeń, jaki on jest.<br />
Tak jest zawsze. Potem jak zaczynasz być razem z tym wymarzonym, to okazuje się w różnych sytuacjach, że on robi coś inaczej, niż Ty się spodziewałaś. Bycie razem z wymarzonym chłopakiem sprawia, że dowiadujesz się, iż ma wiele cech, wcale nie wymarzonych. To jest dopiero początek kochania JEGO, i nie ma wiele wspólnego z zakochaniem SIĘ.<br />
Ludzie w tym momencie często czują się rozczarowani związkiem i mówią, znikła gdzieś „chemia”, „to już nie to samo”</p>
<p><img class="alignleft" src="http://0.gravatar.com/avatar/6b735b1f0f9c6a4c0d28063c38c72e50?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> Zrozpaczona</p>
<p>Bardzo dziękuję za poradę, ale nie ukrywam, że spodziewałam się trochę innej rady, mam tylko jeszcze jedno pytanko, czy związki na odległość mogą przetrwać? Czy lepiej sobie odpóścić i poszukać chłopaka, z którym częściej przebywam?</p>
<p><img class="alignleft" src="http://1.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" />kalinowska</p>
<p>Domyślam się, że spodziewałaś się pomysłów, co tu zrobić aby on zwariował na twoim punkcie <img src='http://ekalinowska.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Napisz na forum na portalu <a href="http://psychologia.net.pl">psychologia.net.pl</a> – sądzę, że znajdziesz tam sporo osób, które dadzą Ci wiele pomysłów.<br />
Jeśli chodzi o związki na odległość, to raczej mało prawdopodobne, że się uda. Jeśli nawet przetrwa taki kontakt dłuższy czas, to im dłużej on jest na odległość, tym mniejsze szanse, że przetrwa zmianę, z bycia na odległość, na bycie blisko.<br />
Bycie blisko i dzielenie ze sobą różnych doświadczeń jest istotą związku, nie da się tego zrobić korespondencyjnie.</p>
<p><img class="alignleft" src="http://0.gravatar.com/avatar/6b735b1f0f9c6a4c0d28063c38c72e50?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> Zrozpaczona</p>
<p>Dziękuję, na pewno wejde na to forum, a co do pomysłu chyba mnie pani rozszyłrowała. Liczyłam, że poda mi pani jakąś cudowną receptę na to, co zrobić, aby ten chłopak się we mnie zakochał. <img src='http://ekalinowska.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' />  Po dłuższym zastanowieniu doszłam jednak do wniosku, że nie jest jedynym chłopakiem na świecie i na pewno jeszcze nie raz spotkam fajnego chłopaka, tyle że musi minąć trochę czasu, abym o nim zapomniała.</p>


<p></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ekalinowska.pl/czy-mozna-sie-zakochac-w-kims-kogo-sie-dobrze-nie-zna/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>63</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pogodziłam się z tym, że już nigdy nie będziemy razem, więc dlaczego nie mogę zapomnieć?</title>
		<link>http://ekalinowska.pl/368#utm_source=feed&#038;utm_medium=feed&#038;utm_campaign=feed</link>
		<comments>http://ekalinowska.pl/368#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Sep 2009 15:51:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalinowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[dawna miłość]]></category>
		<category><![CDATA[związek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kalinowska.wordpress.com/?p=368</guid>
		<description><![CDATA[Dlaczego stare zuroczenia i miłości wracają, choć już przeszły do przeszłości? Przywiązanie do obrazu tego &#8222;Jedynego&#8221; bywa rodzajem ucieczki od tego, co w aktualnym związku nie gra. Kiedy jest trudno, można zacząć oglądać się za siebie i fantazjować o związkach, które mogły być, ale nie były. Im dalej od rozstania z dawną miłością, tym bardziej [...]


Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/zaplanowany-slub-i-zobowiazania-finansowe-nie-pozwalaja-mi-odejsc' rel='bookmark' title='Zaplanowany ślub i zobowiązania finansowe nie pozwalają mi odejść'>Zaplanowany ślub i zobowiązania finansowe nie pozwalają mi odejść</a></li>
<li><a href='http://ekalinowska.pl/wciaz-jestem-sama-i-boje-sie-ze-tak-juz-zostanie' rel='bookmark' title='Wciąż jestem sama i boję się, że tak już zostanie.'>Wciąż jestem sama i boję się, że tak już zostanie.</a></li>
<li><a href='http://ekalinowska.pl/%e2%80%9eucieklam-w-romans-z-innym%e2%80%9d' rel='bookmark' title='„Uciekłam w romans z innym”'>„Uciekłam w romans z innym”</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/09/serce-z-ptakow.jpg#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"><img class="alignleft size-medium wp-image-789" style="margin: 10px;" title="serce z ptakow" src="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/09/serce-z-ptakow-300x300.jpg" alt="serce z ptakow" width="300" height="240" /></a>Dlaczego stare zuroczenia i miłości wracają, choć już przeszły do przeszłości?<br />
Przywiązanie do obrazu tego &#8222;Jedynego&#8221; bywa rodzajem ucieczki od tego, co w aktualnym związku nie gra.<br />
Kiedy jest trudno, można zacząć oglądać się za siebie i fantazjować o związkach, które mogły być, ale nie były.</p>
<p>Im dalej od rozstania z dawną miłością, tym bardziej idealistyczny jej obraz może powstać w fantazji. <span id="more-510"></span>Pojawia się tęsknota i żal, za niezrealizowanymi możliwościami.<br />
To oglądanie się wstecz utrudnia budowanie czegoś tu i teraz &#8211; nie da się jechać do przodu patrząc cały czas we wsteczne lusterko</p>
<p><strong> Jeanette</strong><img class="alignleft" src="http://1.gravatar.com/avatar/9b407c4b10ab9e13479e90e7ee3991b0?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /></p>
<p>Witam.<br />
Mam problem. Dla niektórych na pewno będzie to absurd, banał, jednakże dla mnie jest to poważna sprawa, która powoli doprowadza mnie do szału. Trzy lata temu rozstałam się z chłopakiem(pierwsza prawdziwa miłośc M). Po rozstaniu miałam kolejnego partnera…niestety M nie dał o sobie zapomniec, cały czas tkwił w mojej pamięci, co doprowadziło do rozstania z Krzysztofem(nie przeżyłam tego jakoś boleśnie,ponieważ nie kochałam go,to była po prostu pomyłka). Po drugim rozstaniu w końcu udało mi się jakoś pozbierac,niby zapomniec o M i znów ułożyłam sobie życie. Na początku szczęśliwa,zakochana,radosna, zawsze uśmiechnięta. Teraz…..wszystko się zmienilo… Co prawda jestem z chłopakiem, jednak czuję,że nic nie jest tak jak kiedyś. Zaczynam zastanawiac się co tak naprawdę do niego czuję(wcześniej takie coś nie miało miejsca),czy nadal chcę z nim byc itp….. A wszystko dlatego,że znów w moje myśli wdarł się M:( Wystarczyło tylko,że mi się przyśnił tak, że nie mogę o tym zapomniec. Nie chcę o nim myślec, chcę normalnie życ! Chcę kochac tak jak do tej pory,cieszyc się z tego co mam, móc docenic wszystko co robi dla mnie obecny chłopak,ale jak ja mam to wszystko zrobic kiedy M mi na to nie pozwala? Jak mam w końcu o nim zapomniec już na zawsze i nie dobijac siebie samej poprzez codzienne oglądanie jego zdjęc,jego samego i z dziewczyną:((? Pogodziłam się z tym,że już nigdy nie będziemy razem,więc dlaczego nie mogę zapomniec?:((( Bardzo proszę o pomoc. Chcę znów cieszyc się życiem, a nie ciągle chodzic smutna, zamyślona i przygnębiona…..Niech on na zawsze zniknie z mej pamięci,proszę….</p>
<p><img class="alignleft" src="http://1.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> <strong>kalinowska</strong></p>
<p>Jeanette, poczytaj wpis <a href="http://ekalinowska.pl/wciaz-jestem-sama-i-boje-sie-ze-tak-juz-zostanie#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">“<strong>Wciąż jestem sama i boję się, że tak już zostanie</strong>”</a>.<br />
Tam jest trochę o tym, czemu służą takie „niemożliwe” miłości.<br />
Tęsknota za M i pielęgnowanie pamięci o nim, czemuś służy. Być może stanowi swego rodzaju ucieczkę przed trudnościami, jakie nieuchronnie pojawiają się w związku.<br />
Piszesz o tym, że pierwszy związek zakończył się z powodu pamięci o M, choć mówisz też, że ten związek, to była pomyłka i nie przeżyłaś tego specjalnie. Więc wygląda na to, że związek się rozpadł, bo był pomyłką, skoro tak, to dobrze, że się rozpadł. Nie ma sensu brnąć w coś, co nie jest dobre.<br />
Drugi związek przeszedł z fazy zakochania i fascynacji w fazę stabilizacji. To zupełnie naturalna kolej rzeczy (piszę o tym w odpowiedzi dla @magic ).<br />
Żaden związek nie przetrwa w tej postaci, w jakiej się zaczął, nie może się zatrzymać na tym etapie, chyba, że ludzie nie spędzają ze sobą czasu. Np. w relacjach przez internet to jest możliwe na długo. Ale taki związek zatrzymany we wczesnym stadium, nie osiągnie miłości i prawdziwego, głębokiego bycia razem. Dopiero, gdy się poznaje naprawdę drugą osobę, w różnych momentach, sytuacjach, wtedy dopiero można mówić o miłości drugiej osoby. Miłość nie jest jedynie porywem emocji, nieustającym zachwytem nad wspaniałością drugiej osoby – miłość to postawa. To rezygnacja z siebie dla drugiej osoby, czyli np. akceptacja czegoś, co się nie bardzo podoba. Na to jednak potrzeba czasu i wielu sytuacji, w tym też konfliktowych.</p>
<p>Na początku szczęśliwa, zakochana, radosna, zawsze uśmiechnięta. Teraz…..Wszystko się zmieniło… Co prawda jestem z chłopakiem, jednak czujże nic nie jest tak jak kiedyś? Zaczynam zastanawiać się co tak naprawdę do niego czuję(wcześniej takie coś nie miało miejsca),czy nadal chcę z nim być itp…..</p>
<p>Tak właśnie ma być, inaczej niż na początku, takie pytania mają się pojawiać, zastanawianie się nad tym, co jestem w stanie akceptować a co nie. Na ile spotykamy się w ważnych dla siebie kwestiach, a na ile się rozmijamy.<br />
W związku już nie dominują entuzjastyczne emocje, jest to moment rozważania tego, co się ma w sobie, co dalej „z nami”. Tak się musi dziać. To są naturalne zmiany.<br />
I właśnie w tym momencie, trudnych zmian, takiego wyhamowania w związku, pojawia się w śnie ON, – ponieważ ON jest teraz głównie w fantazjach, nie ma wad. Myślenie o nim, wspominanie, oglądanie zdjęć, odciąga Cię od trudnego momentu w związku, przenosisz uwagę na niego i wyobrażasz sobie, co z NIM byłoby możliwe… Tęsknisz za tym, bo związek, jaki masz w głowie nie przechodzi kryzysów, ani trudnych sytuacji, nie zmienia się w taki sposób, który mógłby postawić pod znakiem zapytania sensowność dalszego bycia razem. Ten wyimaginowany związek z M jest idealny, bo nie jest prawdziwy.<br />
Napisałaś<br />
Pogodziłam się z tym,że już nigdy nie będziemy razem,więc dlaczego nie mogę zapomniec?<br />
Jeśli chcesz „zapomnieć” to odłóż zdjęcia, zmień trasę, którą chodzisz i na której go spotykasz, włóż swoją energię w utrzymywanie uwagi Tu i Teraz. Skup się na tym, co jest, a nie na tym, czego nie ma.</p>
<p><img class="alignleft" src="http://1.gravatar.com/avatar/9b407c4b10ab9e13479e90e7ee3991b0?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> <strong>Jeanette</strong></p>
<p>Dziękuję Pani bardzo. Nie myślałam,że tak mi Pani pomoże swoja odpowiedzią. Pójde za Pani radą i odłożę zdjęcia. Swoją uwagę w pełni postaram się skupic na obecnym związku. Mam nadzieję,że uda mi się wymazac z pamięci M. I powiem Pani jedno…M bardzo mnie kiedyś skrzywdził..Myśląc o tej krzywdzie zapominałam o tym co kiedyś między nami było. Teraz muszę życ teraźniejszością i przyszlością a nie przeszłością. Mam nadzieję,że wszystko się zmieni. Jeszcze raz bardzo dziękuję.</p>
<p>Od teraz ze swoimi problemami będę kierowała się do Pani a nie dusiła je w sobie.</p>
<p><img class="alignleft" src="http://1.gravatar.com/avatar/92ed596cf3071316ebfcd3a94a182a2b?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> <strong>Thalia</strong></p>
<p>A ja mam troche inaczej, byłam ze wspaniałym Mezczyzna i po 4,5 roku pieknego związku i zaręczynach wszystko sie zburzyło tylko dlatego ze postanowilam po zwykłej kłotni pierwszy raz “dać mu szanse na wyciągnięcia reki” na przeprosiny, rozmowe cokolwiek, poniewaz za kazdym razem to ode mnie wychodzila inicjatywa przeprosin, rozmow i odpedzanaia zlych chmur. I mimo ze mieszkalismy ostatnie pol roku razem to nie dal rady nic napawic tylko postanowil sie wyprowadzic i tez tak zrobil, bylam w takim szoku ze nie potrafilam go zatrzymac, rozpłakałam sie i wyszłam z domu, kiedy słyszałam tak piekne slowa, jak kocham Cie, tesknie i NIGDY CIE NIE OPUSZCZE i czułam ze tak naprawde jest to byłam w niebie i dlatego nie potrafiłam pojąc jak On wogole mogł podjąc kroki by odemnie jednak odejsc zamiast ratowac cos co tyle lat budowalismy. Boze jak to bolało…a to byla tylko i wylacznie jego decyzja. Po 2 miesiacach napisal sms-a z podziekowaniami za te wspaniale lata, a ja bylam wciaz zła i załamana tym porzuceniem. Po kolejnych 3 miesiacach przyjechal z zagranicy gdzie mieszkal i pracowal, spotkalismy sie, a ja wciaz płakalam, czułam sie jakby mi ktos podeptal serce i wykopal za burte, bylismy w knajpce a ja wciaz plakałam, poszlismy do kina a ja wciaz płakałam. Przeprosil mnie,załowal tego co zrobil, nie przemyslał tego do konca wtedy i chcial wrocic ale pod warunkiem ze pojade z nim zagranice-niezgodzilam sie, miałam tutaj pewne zobowiazania finansowe, i ciagle czułam sie jak zbity pies, długo nie moglam pogodzic sie z tym co mi zrobil, pozegnalismy sie i wrocil zagranice sam. Po paru miesiacach napisałam mu smsa czy sa szanse ze kiedys bedziemy razem, ze cos nas polaczy-odpisal ze nie, ze mozemy byc tylko przyjaciolmi:( Od roku mam innego Cudownego Mężczyzne, Kocham go z wzajemnoscia, znow slysze słowa kocham Cie, tesknie i nigdy Cie nie opuszcze, boje sie ze kiedys znow usłysze Adie bez waznego powodu tak odniechcenia. I tu jest teraz problem, bo często napada mnie mysl o tamtym, czasem jest tak silna ze nie moge przestac przez pare dni. Zastanawiam sie co bybylo gdybym wtedy to jednak ja z nim pogadała i wszystko byloby wporzadku, czasem jak sie posprzeczam z Moim Obecnym Chłopakiem to myslami wracam do Mojej pierwszej Miłości i tesknie za nim jak BYK. Ciągle w myslach ich porownuje i widze jaka bylam glupia ze pozwolilam mu wtedy odejsc. Wiem ze nigdy nie wrocimy do siebie, podobno jego Nowa Dziewczyna jest z nim w ciazy a i On nie wroci do Polski, jest mu tam dobrze, nie mamy juz kontaktu, tylko te mysli mnie wykoncza, chcialabym przestac o nim myslec bo te nastroje moje psuja moj aktualny zwiazek, nie mowie mojemu Obecnemu Chlopakowi co mnie gnebi ani o czym mysle – wiadomo, nie chce niczego zepsuc ale nie umiem tego wyłaczyc, skonczylo sie cos pieknego i nie wroci, ale to nie takie proste zapomniec mimo ze mam innego ukochanego u boku <img src='http://ekalinowska.pl/wp-includes/images/smilies/icon_sad.gif' alt=':(' class='wp-smiley' />  (((( jak to zrobic?pewnie nie ma udanego przepisu.</p>
<p><img class="alignleft" src="http://1.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> <strong>kalinowska</strong></p>
<p>@Thalia,<br />
przeczytaj pytanie i odpowiedź Jeanette z 1.07, powyżej na tej stronie.<br />
Opisałaś bardzo podobną sytuację – w momencie jakiegoś konfliktu, jakiejś trudności w związku, uciekasz w fantazję. Odrywasz się od tego co jest i zagłębiasz się w coś czego nie było i nie będzie.<br />
To jest pułapka takie oglądanie się wstecz. Był moment na decyzję i podjęłaś ją z jakiś powodów. To nie był przypadek, że pozwoliłaś jemu zawalczyć o ten związek. Nie bez znaczenia było zapewne to, że inicjatywa wychodziła od Ciebie.<br />
Potem gdy On chciał odkręcić swoje odejście, Ty nie chciałaś skorzystać z tej szansy ponownego bycia razem. Kto wie jakie trudności i krzaki znalazłyby się na waszej drodze.</p>
<p>Nikt tego nie wie i Ty też nie wiesz, więc możesz sobie dowolnie kształtować swoje wyobrażenie bycia razem z nim.<br />
Porównujesz to, co masz realnie z tym, co sobie wymyślisz, z czymś co nie istnieje – nie dziwne, że realność wygląda blado, w porównaniu z fantazją.<br />
Tym samym, podcinasz gałąź, na której siedzisz, bo wzbudzasz swoje niezadowolenie z tego co jest. Pozwalasz niezadowoleniu rozrastać się – to może działaś jak samospełniająca się przepowiednia, coś w stylu „już z nikim mi nie będzie tak dobrze, jakby mogło być z tamtym”. Udowodnisz sobie, że z innym nie możesz być szczęśliwa, choć to wcale nie musi być prawdą.</p>
<p>Tu nie chodzi, żeby zapomnieć o tym co było, to jest kawałek Twojej przeszłości, Twoje doświadczenie i nie ma sensu pozbywać się tego, to nie jest możliwe. Ale jest możliwe nie używać tej przeszłości do tworzenia historii nie prawdziwych – a tym właśnie jest myślenie, „co by to było gdyby…”<br />
Poradzić sobie z tym można dość prosto, podejmując decyzję „skupię się na tym co jest teraz”, a także nastawiając się na rozwiązywanie problemów i konfliktów w związku (a nie uciekanie od nich w fantazję).<br />
Można też zapanować nad swoimi myślami za pomocą dość prostych technik wywodzących się z nurtu NLP. Można np. zafundować sobie trening on-line „Uwolnij swój zniewolony umysł”</p>
<p><img class="alignleft" src="http://1.gravatar.com/avatar/92ed596cf3071316ebfcd3a94a182a2b?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> Thalia</p>
<p>Bardzo dziekuje za odpowiedz, mysle ze trzeba sie wziasc w garsc i tak jak Pani pisze-przestac fantazjowac tylko zyc tym co mam Tu o Teraz. wiem ze nie bedzie latwo ale sprobowac mozna:) Jeszcze raz dziekuje i pozdrawiam:)</p>


<p>Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/zaplanowany-slub-i-zobowiazania-finansowe-nie-pozwalaja-mi-odejsc' rel='bookmark' title='Zaplanowany ślub i zobowiązania finansowe nie pozwalają mi odejść'>Zaplanowany ślub i zobowiązania finansowe nie pozwalają mi odejść</a></li>
<li><a href='http://ekalinowska.pl/wciaz-jestem-sama-i-boje-sie-ze-tak-juz-zostanie' rel='bookmark' title='Wciąż jestem sama i boję się, że tak już zostanie.'>Wciąż jestem sama i boję się, że tak już zostanie.</a></li>
<li><a href='http://ekalinowska.pl/%e2%80%9eucieklam-w-romans-z-innym%e2%80%9d' rel='bookmark' title='„Uciekłam w romans z innym”'>„Uciekłam w romans z innym”</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ekalinowska.pl/368/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>25</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zaplanowany ślub i zobowiązania finansowe nie pozwalają mi odejść</title>
		<link>http://ekalinowska.pl/zaplanowany-slub-i-zobowiazania-finansowe-nie-pozwalaja-mi-odejsc#utm_source=feed&#038;utm_medium=feed&#038;utm_campaign=feed</link>
		<comments>http://ekalinowska.pl/zaplanowany-slub-i-zobowiazania-finansowe-nie-pozwalaja-mi-odejsc#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 22 Aug 2009 12:08:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalinowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[ślub]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kalinowska.wordpress.com/?p=359</guid>
		<description><![CDATA[Ślub jest przysięg,ą która kształtuje całą resztę życia. Nawet jeśli ludzie się rozwiodą, to konsekwencje tego &#8222;TAK&#8221; trwają dalej &#8211; w sporach o majątek, o winę, o rolę w wychowaniu dzieci itp. Gdy popatrzeć na ślub od tej strony wydaje się oczywiste, że nie należy wiązać się z kimś, z kim się właściwie już nie [...]


]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/08/obrączki.jpg#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"><img class="alignleft size-medium wp-image-811" title="obrączki" src="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/08/obrączki-300x239.jpg" alt="obrączki" width="300" height="239" /></a>Ślub jest przysięg,ą która kształtuje całą resztę życia. Nawet jeśli ludzie się rozwiodą, to konsekwencje tego &#8222;TAK&#8221; trwają dalej &#8211; w sporach o majątek, o winę, o rolę w wychowaniu dzieci itp.</p>
<p>Gdy popatrzeć na ślub od tej strony wydaje się oczywiste, że nie należy wiązać się z kimś, z kim się właściwie już nie chce być. <span id="more-509"></span><br />
Ale ślub to wielkie przedsięwzięcie organizacyjne, w którym zgubić łatwo jego istotę.<br />
W decyzję o tak ważnym życiowym kroku wplatają się wyobrażenia reakcji zaproszonych gości oraz poniesione koszty</p>
<p>w dniu 06/07/2009 @ 20:04 polinka:<img class="aligncenter" src="http://0.gravatar.com/avatar/2254d03a6c7f675f4013c3b6821c061b?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /></p>
<p>jestem od 4 lat w związku z chłopakiem o rok straszym, początki były świetne, piękne, teraz jest okropnie. nie umiem od niego odejść a za miesiąc ślub, wydaje mi się że go kocham, ale nie jestem tego pewna, on mnie wciąż rani i mówi że to moja wina, fakt ślubu i zobowiązania wobec zproszonych osób itp nie pozwala mi tak bez trudu odejść, nic mnie nie cieszy, wszystko denerwuje, nawet nie sypaiamy ze sobą, rok temu zostawił mnie na pół roku, nie chciałam aby wracał ale opowiadał że sie zmienił, okazało się to nie prawdą, teraz jestem dla niego porąbaną, pychicznie chorą kobietą, ciągle mi powtarza, ze powinnam się leczyć, jak ja mogłam dać się wplątac w to…. jak sie z tego wyplątać, pomógl mi finansowo i to też mi nie pozwala odejsć od neigo, czuję się z tym wszystkim źle, kiedyś byłam pogodną wesoła osobą, teraz smutną szarą wścieklą na świat i ludzi beznadziejną 29-letnią dziewczyną, często myślę o śmierci, o tym aby zapaść się pod ziemię, ale jestem zbyt wielkim tchórzem… <img src='http://ekalinowska.pl/wp-includes/images/smilies/icon_sad.gif' alt=':(' class='wp-smiley' /> </p>
<p>w dniu 06/07/2009 @ 21:03 kalinowska:  <a href="http://psychologblog.pl"><img class="aligncenter" title="awatar kalinowska" src="http://1.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /></a></p>
<p>Czyli z jednej strony jest związek, który teraz wygląda tak:</p>
<blockquote><p>teraz jest okropnie /…/ on mnie wciąż rani i mówi że to moja wina/…/ nawet nie sypaiamy ze sobą rok temu zostawił mnie na pół roku/…/ teraz jestem dla niego porąbaną, pychicznie chorą kobietą, /…/ kiedyś byłam pogodną wesoła osobą, teraz smutną szarą wścieklą na świat i ludzi beznadziejną 29-letnią dziewczyną, często myślę o śmierci,</p></blockquote>
<p>Pytanie jak Pani jak Pani by chciała aby wyglądało Pani małżeństwo i na ile ten obraz przystaje do tego jak wygląda ten związek.</p>
<p>Z drugiej strony jest:</p>
<blockquote><p>fakt ślubu i zobowiązania wobec zproszonych osób itp.<br />
, pomógl mi finansowo i to też mi nie pozwala odejsć od neigo,</p></blockquote>
<p>Czyli na jednej szali tej wagi mamy Pani przyszłe życie i samopoczucie, na drugiej: zobowiązania finansowe wobec narzeczonego, koszty wynikające z odwołania wesela oraz ew. zdziwienie i niezadowolenie osób zaproszonych, być może ktoś się obrazi, ktoś będzie zły.</p>
<p>Trzeba teraz sprawdzić co jest dla Pani ważniejsze.<br />
Zobowiązania finansowe i koszty jakie by Pani musiała pokryć w związku z odwołaniem wesela to rzeczywiście trudna kwestia, ale można ją rozwiązywać na różne sposoby, nie koniecznie wchodząc w związek małżeński. Bo teraz to tak wygląda, że ten ślub pozwoliłby Pani uniknąć spłacania narzeczonego i osób, które opłaciły salę i inne wydatki. Uniknęłaby Pani też niezadowolenia rodziny.<br />
Czy to jest dla Pani dobre rozwiązanie, żeby zapłacić za tego rodzaju koszty utrwaleniem związku, który w tym momencie nie wygląda zbyt szczęśliwie?</p>


<p></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ekalinowska.pl/zaplanowany-slub-i-zobowiazania-finansowe-nie-pozwalaja-mi-odejsc/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mój przyjaciel chce popełnić samobójstwo</title>
		<link>http://ekalinowska.pl/351#utm_source=feed&#038;utm_medium=feed&#038;utm_campaign=feed</link>
		<comments>http://ekalinowska.pl/351#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 Aug 2009 23:01:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalinowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[samobójstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kalinowska.wordpress.com/2009/08/08/351/</guid>
		<description><![CDATA[Osoba będąca powiernikiem w takiej sprawie, jest niezwykle obciążona. Z jednej strony nie wiele może zrobić, aby przeszkodzić w takim zamiarze, z drugiej, wiedząc o zamiarze, staje się w jakimś stopniu odpowiedzialna za to co się może stać. Bardzo trudno w takiej sytuacji zachować swoje granice i nie wziąć na siebie odpowiedzialności, za czyny, drugiej [...]


Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/czy-ja-rzeczywiscie-chce-wychodzic-za-maz' rel='bookmark' title='Czy ja rzeczywiście chcę wychodzić za mąż?'>Czy ja rzeczywiście chcę wychodzić za mąż?</a></li>
<li><a href='http://ekalinowska.pl/mowil-ze-chce-byc-ze-mna-do-konca-zycia-a-teraz-jest-z-nia%e2%80%a6' rel='bookmark' title='&quot;Mówił, że chce być ze mną do końca życia, a teraz jest z nią…&quot;'>&quot;Mówił, że chce być ze mną do końca życia, a teraz jest z nią…&quot;</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/08/chłopak-odbcie.jpg#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"><img class="alignleft size-medium wp-image-815" style="margin: 10px;" title="chłopak odbcie" src="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/08/chłopak-odbcie-225x300.jpg" alt="chłopak odbcie" width="225" height="300" /></a>Osoba będąca powiernikiem w takiej sprawie, jest niezwykle obciążona. Z jednej strony nie wiele może zrobić, aby przeszkodzić w takim zamiarze, z drugiej, wiedząc o zamiarze, staje się w jakimś stopniu odpowiedzialna za to co się może stać.</p>
<p>Bardzo trudno w takiej sytuacji zachować swoje granice i nie wziąć na siebie odpowiedzialności, za czyny, drugiej osoby. Niektórzy w obliczu takich ostatecznych rozwiązań, gotowi są zgodzić się na rzeczy, na które wcale nie mają ochoty.<span id="more-508"></span></p>
<div id="div-comment-90">
<div><em> <a href="../pomoc/pytania/#comment-90#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"> 07/07/2009 @ 19:06</a></em> <img src="http://1.gravatar.com/avatar/3e1666e3cf300bcdab67531a8f20a4d5?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> <cite>Slanka</cite></div>
<p>witam serdecznie, mam problem z moim najbliższym kolegą. W chce popełnić samobójstwo. Jest to mój bardzo dobry przyjaciel, chłopak ma 18lat, jest po przejściach miłosnych i rodzinnych. Rozstał się z dziewczyną ok. 3lat temu i teraz na siłę próbuje sobie kogoś znaleźć. Nie ma wsparcie w rodzinie, nie dogaduje się z rodzicami, uważa że oni go nie kochają. Rozmawiał już kilkakrotnie z pedagogiem szkolnych, był na terapii psychologicznej, ale nic mu to nie pomaga. On w siebie nie wierzy, że mu się w życiu cokolwiek uda. Ma bardzo niskie poczucie wartości. Rozmawiałam z nim o życiu, o wartości i jak głupie jest popełnianie samobójstwa. W jest bardzo uparty! Powiedział, że on to wszystko wie i tak zrobi po swojemu. Nie są to jego pierwsze plany. Naprawdę nie wiem co mam zrobić. Jak z nim rozmawiać? Namawiać go na kolejnego specjalistę? Borykamy się z tym od 3 lat i on ustalił już datę i miejsce. Bardzo się o niego martwię, bo uważam, że jest cudownym człowiekiem. Proszę o kilka słów porady. Dziękuję</p>
<div id="div-comment-98">
<div><em> <a href="../pomoc/pytania/#comment-98#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">07/07/2009 @ 20:04</a></em> <img src="http://1.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> <cite><a rel="external nofollow" href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite></div>
<blockquote><p>Borykamy się z tym od 3 lat i on ustalił już datę i miejsce.</p></blockquote>
<p>Co to jest to „TO” z czym borykacie się od 3 lat – pomysł na samobójstwo? Czy coś innego?<br />
Ustalił datę i miejsce – a Ty wiesz kiedy i gdzie to ma się stać?</p>
<div id="div-comment-90">
<div><em> <a href="../pomoc/pytania/#comment-90#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"> 08/07/2009 @ 15:47</a></em> <img src="http://1.gravatar.com/avatar/3e1666e3cf300bcdab67531a8f20a4d5?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> <cite>Slanka</cite></div>
<p>TO – zabicie się, pomysł o samobójstwie. Tak, kupił już motor, chce się rozpędzić i wjechać na drzewo w pobliskim lesie koło cmentarza. Tak, znam datę. 29go lipca. Z tym w sensie z jego problemami rodzinnymi i przekonywaniem go, że nie jest sam. Tak jak mówiłam, był na terapii, ale to mu nie pomogło. Rozmawiał również z księżmi, ponieważ jest osobą katolicką. Podobno nawet tacy ludzie mogą mieć normalny pogrzeb. Nienawidzi swojej rodziny, ale nie chce sobie pomóc. Proszę o jakaś radę</p>
<div><em> <a href="../pomoc/pytania/#comment-98#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">9/07/2009 @ 08:47</a></em> <img src="http://1.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> <cite><a rel="external nofollow" href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite></div>
<p>@slanka<br />
To trudna sytuacja i myślę, że dość obciążająca Ciebie. Przychodzi mi do głowy, że to co do tej pory robiłaś Ty i inni, to kierowaliście Jego uwagę na to, że warto żyć. Mam wrażenie, że to co On robi to taka gra w „Tak ale…”<br />
Jest taka książka Berne „W co grają ludzie” i tam opisane są różne sytuacje, w których osobom nie tyle zależy na rozwiązaniu jakiejś trudności, co na udowadnianiu swoich własnych przekonań. Berne nazywa to „grami”.<br />
Gra „Tak ale…” udowadnia osobie w nią grającą w przekonaniu, że nic się nie da zrobić. Ludzie angażują się w wymyślanie różnych pomysłów i rozwiązań, które ta osoba, odrzuca jako niemożliwe lub nie przystające do jej sytuacji.<br />
W pomoc temu chłopakowi angażujesz się Ty, był psycholog, ksiądz – on wysłuchuje tych osób (mówi tym rozmowom TAK) ALE nie angażuje się w tą pomoc. On ją odrzuca.<br />
Taka postawa generuje u innych duże poczucie bezsilności i myślę, że jesteś mocną osobą, skoro jesteś w stanie tak długo to wytrzymywać.<br />
Rozwiązaniem gry „tak ale” jest zaprzestanie grania w nią. Tzn. jeśli widzisz, że osoba odrzuca rozwiązania, to warto przestać te rozwiązania wymyślać.<br />
Jeśli przez tak długi czas, skupianie na nim uwagi nie odniosło skutków to trzeba przestać to robić i spróbować czegoś innego.<br />
Myślę, że w tej sytuacji możesz zacząć skupiać jego uwagę na sobie. Zacząć mówić mu w jakiej sytuacji Cię postawił.<br />
A nie jest to wcale dobre miejsce. Mówiąc Ci o swoich planach tak dokładnie, czyni Cię w jakiś sposób odpowiedzialną za to co się stanie. Jeśli zrealizuje swój zamiar, to Ty będziesz musiała żyć z przeświadczeniem, że wiedziałaś, ale nie zapobiegłaś. On się być może uwolni od tego cierpienia, ale Ty zostaniesz z pytaniem „czy było coś co mogłam zrobić? Czy zrobiłam wszystko aby temu zapobiec?” Na takie pytania nie ma odpowiedzi i Ty będziesz się borykać z pozamykaniem w sobie tego doświadczenia.<br />
Czyli z jednej strony informuje Cię o miejscu i czasie, a z drugiej wiąże ręce, bo nie chce pomocy. Trochę jakby stawiał Cię w sytuacji „a teraz patrz jak umieram ale nic nie możesz zrobić”. Pytanie, po co On Ci to robi? To jest coś o co można go zapytać – skoro tak się uparł i nie oczekuje od nikogo pomocy, skoro nie daje Tobie żadnej szansy na pomoc, to po co Ci to mówi. Nie lubi Cię, chce żebyś cierpiała?<br />
To jest inna perspektywa patrzenia na to co się dzieje, więc być może warto spróbować pokazać mu, jak trudne dla Ciebie jest to, co on robi. Ile bezsilności jest w Tobie w związku z tym że wprowadza Cię w swoje sprawy, nie dając szansy na pomoc, jaka będzie Twoja sytuacja jeśli zrealizuje swój plan.<br />
Można też jeszcze porozmawiać o jego wierzeniach odnośnie tego, co jest po śmierci. Zazwyczaj osoby pragnące śmierci, widzą ją jako uwolnienie od cierpienia. Ale…. jest to tylko kwestia wiary tej osoby, że cierpienie ustaje. Jeśli on jest katolikiem, to powinien wierzyć nie tylko w szczęście po śmierci ale też w cierpienie po śmierci. W tej wierze jest i niebo, i piekło, i czyściec. Niebo, szczęście wynikające z zanurzenia w Bogu nie jest jedyną możliwość, co więcej wg. tej wiary jest bardziej prawdopodobne, że do tego szczęścia trzeba się przygotować, że to wiąże się również z cierpieniem (jest modlitwa „z dusze w czyśćcu CIERPIĄCE) jest też piekło. To jest oczywiście kwestia wiary, można powiedzieć, „nie wierzę w cierpienie po śmierci” ale dalej jest to kwestia wiary. Nie wie tego na pewno, co go czeka po drugiej stronie, a tam wcale nie musi być uwolnienia od tego czego doświadcza teraz. Z tego punktu widzenia, kwestia czy będzie miał normalny pogrzeb jest mniej istotna.</p>
<p>Trudno jest powiedzieć tak nie znając człowieka, jaki rodzaj rozmowy, jakie słowa będą dla niego właściwe i dobre. Dlatego potraktuj to co napisałam jako rodzaj wskazówek a nie gotowe treści do powiedzenia. Ale jedno jest pewne, że namawianie go na życie nie ma większego sensu. Trzy lata takich rozmów to duży trening na odrzucanie typowych argumentów. Być może warto porozmawiać z nim o tym co się stanie, kiedy on zrealizuje swój zamiar, pokazanie mu jak jego decyzje wpłyną na życie innych ludzi i na jego własne życie po śmierci. (wyobrażenie, że się znika po śmierci dalej jest niesprawdzoną ewentualnością, a jak on wierzy, że się znika, a naprawdę jest się wiecznie w takim stanie w jakim się umarło? Chce to sprawdzić, chce zaryzykować cierpienie od którego nie ma odwrotu?)</p>
<p>Nie wiem też, czy w ostateczności nie powinnaś kogoś powiadomić o jego zamiarze – nie wiem o co chodzi z jego rodzicami, ale wiem, że czasem wydaje się że oni nie kochają i że nie ma możliwości żadnej zmiany, ale to często nie jest prawda. Być może, jeśli się nie uda rozmawianie z nim, to przed 29.07 trzeba by powiedzieć jego rodzicom.</p>
<p>Trzymam kciuki za Ciebie, bo w trudnej sytuacji się znalazłaś, mam nadzieję, że on nie zrobi tego co zamierza.</p>
<div><em> <a href="../pomoc/pytania/#comment-90#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"> 09/07/2009 @ 15:13</a></em> <img src="http://1.gravatar.com/avatar/3e1666e3cf300bcdab67531a8f20a4d5?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> <cite>Slanka</cite></div>
<p>Dziękuję serdecznie za tak wyczerpującą odpowiedz, będę z nim w najbliższym czasie rozmawiać. Jest ciężko, ale jak to mówią…życie nie jest łatwe. Mam też czasem wrażenie, że temu chłopakowi na mnie bardzo zależy, że chciałby może ze mną być, ale wie, że to nie ma sensu. Ja mam plany na życie, poważne, on nic nie planuje. Wszystko mu jedno. Po prostu może byśmy chcieli spróbować być razem, ale każdy z nas wie, że to nie ma najmniejszego sensu. Inna pani psycholog powiedziała mi kiedyś, że każdy z nam ma w sobie syndrom ranienia najbliższych. Podobno to bardzo pomaga, takie zwalenie winy i wyżycie się na osobie, na której nam zależy. Myślę, że jest w tym trochę prawdy. Może ten chłopak tak właśnie ma…mi też na nim bardzo zależy, ale tylko jako przyjaciel. Jeszcze raz dziękuję za radę i będę się starać z nim rozmawiać. A jeśli on powie, że nie zrobi tego jak z nim będę? Co w takiej sytuacji mam powiedzieć? Dziękuję</p>
<div><em> <a href="../pomoc/pytania/#comment-98#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">10/07/2009 @ 07:29</a></em> <img src="http://1.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> <cite><a rel="external nofollow" href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite></div>
<p>@slanka</p>
<blockquote><p>„A jeśli on powie, że nie zrobi tego jak z nim będę? Co w takiej sytuacji mam powiedzieć?”</p></blockquote>
<p>Slanka to co się cały czas dzieje, to uwaga jest skupiona na nim i jak do tej pory to raczej nie działało. Co prawda przez trzy lata się nie zabił ale cały czas o tym mówi i cały czas Ty żyjesz zmartwieniem, że on to zrobi.<br />
Takie postawienie sprawy jak w powyższym pytaniu, jest dalej tym samym. To on się w tej sytuacji liczy a nie Ty.<br />
To co mi przychodzi do głowy jako „zrobienie czegoś innego”, to dla odmiany skupianie uwagi w tej relacji na Tobie.<br />
Pokaż mu jakie konsekwencje dla CIEBIE ma taka propozycja i sprawdźcie razem, czy rzeczywiście chodzi mu o to, aby wrabiać Ciebie w odpowiedzialność za jego decyzje.<br />
Bo zobacz jaki „kanał” Ci proponuje.<br />
Jak się zgodzisz, zgodzisz się na związek, który dla Ciebie nie ma sensu i w którym nie widzisz swojej przyszłości. W tym związku argumentem nie do podważenia by stało się jego samobójstwo – „nie możesz odejść bo się zabiję”, „nie możesz krytykować bo wpadnę w rozpacz i się zabiję”, „nie możesz tego, czy tamtego, bo nie wytrzymam i się zabiję”. Skoro raz jakiś argument zadziałał dlaczego by miał nie działać w innych sytuacjach. Z drugiej strony dla niego też by to nie było dobre, ponieważ byłby w związku, o którym by zawsze można pomyśleć „ona jest ze mną tylko z litości, jest bo boi się odejść” Nawet jakbyś się w nim zakochała i chciała z nim być, to fakt, że miałaś na początku takie „ultimatum” nie pozwoliłby zaufać, że naprawdę go kochasz.<br />
Z drugiej strony, jak odmówisz i on to rzeczywiście zrobi, wówczas będziesz żyła z poczuciem, że to przez Ciebie, że mogłaś się poświęcić, że może by jakoś to było, a odmówiłaś.<br />
Więc podsumowując jeśli on zapyta o coś takiego, odpowiedzią byłoby pokazanie mu w jakiej sytuacji Cię stawia i wyrażenie niezgody na takie postawienie sprawy, odmowa wzięcia odpowiedzialności za jego decyzje.</p></div>
</div>
</div>


<p>Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/czy-ja-rzeczywiscie-chce-wychodzic-za-maz' rel='bookmark' title='Czy ja rzeczywiście chcę wychodzić za mąż?'>Czy ja rzeczywiście chcę wychodzić za mąż?</a></li>
<li><a href='http://ekalinowska.pl/mowil-ze-chce-byc-ze-mna-do-konca-zycia-a-teraz-jest-z-nia%e2%80%a6' rel='bookmark' title='&quot;Mówił, że chce być ze mną do końca życia, a teraz jest z nią…&quot;'>&quot;Mówił, że chce być ze mną do końca życia, a teraz jest z nią…&quot;</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ekalinowska.pl/351/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>45</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak zapobiegać złym myślom</title>
		<link>http://ekalinowska.pl/345#utm_source=feed&#038;utm_medium=feed&#038;utm_campaign=feed</link>
		<comments>http://ekalinowska.pl/345#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 Aug 2009 22:42:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalinowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[nlp]]></category>
		<category><![CDATA[panowanie nad myślami]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kalinowska.wordpress.com/?p=345</guid>
		<description><![CDATA[Mówimy &#8222;myśli przychodzą nam do głowy&#8221; i wdaje nam się, że nasze myśli, żyją swoim życiem, nad którym nie mamy kontroli. Jeśli byłaby to prawda, nie było by, żadnego sposobu aby nad swoim myśleniem zapanować, szczęśliwie, tak nie jest. Myśli nie żyją, oddzielnym życiem. Nie ma ich poza naszymi głowami. Jeśli jest jakaś myśl, to [...]


]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mówimy &#8222;myśli przychodzą nam do głowy&#8221; i wdaje nam się, że nasze myśli, żyją swoim życiem, nad którym nie mamy kontroli. Jeśli byłaby to prawda, nie było by, żadnego sposobu aby nad swoim myśleniem zapanować, szczęśliwie, tak nie jest. Myśli nie żyją, oddzielnym życiem. Nie ma ich poza naszymi głowami. Jeśli jest jakaś myśl, to jest i osoba, która ją pomyślała. Osoba ta może mieć wpływ na to, jakim torem puści swoje myśli. Tą osobą, jesteś TY <span id="more-507"></span><br />
To, że pewne myśli wydają się nam automatyczne, wynika stąd, że mamy nawyk myślenia w taki, a nie inny sposób.<br />
Jeśli przez lata powtarzasz pewną czynność, to z czasem już  nie musisz poświęcać uwagi na to, jak ją wykonujesz &#8211; samo się robi. Sprawdź jak piszesz, czy myślisz, tak jak to robi siedmio-letnie dziecko, nad kształtem liter, czy też &#8222;samo ci się pisze&#8221;?<br />
Tak samo jest z myślami.<br />
Jeśli chcesz zmienić swój nawyk myślenia, w określony sposób, to musisz zacząć na nowo być świadomym,  tego jak to robisz i zacząć świadomi to zmieniać. Musisz uświadomić sobie JAK myślisz.</p>
<div id="div-comment-86"><br style="clear:both;" /></div>
<li>
<div id="div-comment-90">
<div><em><a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=90#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">Edytuj</a> w dniu <a href="../pomoc/pytania/#comment-90#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">26/06/2009 @ 14:54</a></em> <img src="http://1.gravatar.com/avatar/971844447b9b0b953fa3dd44f4273872?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> <cite>Andrzej</cite></div>
<p>Witam, chcialem sie spytac w jakis sposob zapobiec złym myslom i obrazom w mojej głowie.Mam w głowie nie przyjemne myśli, a przez to czuje się bardzo źle, tak jak by meczyło mnie sumienie za te mysli ktorych nie chce. Pozdrawiam i licze na zrozumienie <img src="http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif" alt=":)" /></p>
<p><br style="clear:both;" /></div>
<div id="div-comment-98">
<div><em><a title="Edytuj komentarz" href="comment.php?action=editcomment&amp;c=98#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">Edytuj</a> w dniu <a href="../pomoc/pytania/#comment-98#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">27/06/2009 @ 21:25</a></em> <img src="http://1.gravatar.com/avatar/f4c888f89e3bbf202b4db6b9a442bc18?s=48&amp;d=identicon" alt="" width="48" height="48" /> <cite><a rel="external nofollow" href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite></div>
<p>Andrzeju,<br />
Jest bardzo dobra, skuteczna metoda, pozwalająca zapanować nad myślami – wywodzi się z nurtu NLP (neurolingwistyczne programowanie). Działa to w taki sposób, że określa się jaką formę przyjmują myśli danej osoby i zmienia się tę formę. Zmiana formy myśli powoduje zmiany w przeżywanych emocjach.<br />
Np. piszesz, że Twoje myśli mają formę obrazów – pewnie jest coś więcej niż sam obraz, bo mówisz o myślach i obrazach. Być może są to obrazy połączone np. z jakimś dźwiękiem. Tak jakby ktoś mówił jakieś zdania. Teraz sprawdza się, czy np. te obrazy są raczej jak zdjęcie, czy raczej jak film. Czy oglądasz ten film jak widz w kinie, czy jesteś uczestnikiem zdarzeń jakie oglądasz, czy jest kolorowy, czy jest obramowany itd.<br />
Sprawdza się bardzo dokładnie, w najdrobniejszych szczegółach formę tej myśli. Następnie zmienia się ją. Np. jeśli widzisz coś jakby film w swojej głowie, to zamienia się go na zdjęcie, jeśli jest kolorowy, to robi się z niego czarno-biały itp…<br />
Okazuje się, że obrazy czarno-białe, oglądane z pozycji obserwatora, małe i z boku pola widzenia zmniejszają siłę emocji wywoływanej przez taką myśl. Natomiast jeśli ogląda się “film” w głowie, z pozycji bohatera, kolorowy, szczegółowy i bez ram wówczas siła emocji jest większa.<br />
Teraz w zależności czy potrzeba zmniejszyć emocję czy zwiększyć to odpowiednio zmienia się obrazy w głowie. Osoby po wypadku, które mają bardzo żywe obrazy, trenuje się w przekształcaniu ich na “małe czarno-białe zdjęcia”, a gdy chcemy wzmocnić np. stan przyjemnego odprężenia tworzy się żywe, barwne filmy.<br />
Jeśli chcesz jakiś myśli się pozbyć, to możesz albo zmienić obrazy w swojej głowie, tak, żeby nie poruszały Cię emocjonalnie lub/i znaleźć inne obrazy, którymi chciałbyś zastąpić te niechciane.<br />
Błędem natomiast byłoby zakazywanie sobie myślenia o tej rzeczy, lub widzenia danego obrazu.<br />
Nasz mózg, aby móc sprawdzić czy nie myślimy o tym, o czym nie chcemy myśleć, musi o tym pomyśleć.<br />
Książkowy przykład jest o “różowym słoniu”. Spróbuj nie myśleć o różowym słoniu. Da się? Skąd się wziął różowy słoń w Twojej głowie, przecież masz o nim nie myśleć… Nie myśl już o różowym słoniu… sprawdź czy na pewno o nim nie myślisz… <img src="http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif" alt=":-)" /></div>
</li>


<p></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ekalinowska.pl/345/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mam 15 lat i się samo okaleczam &#8211; boję się iść do psychologa</title>
		<link>http://ekalinowska.pl/mam-15-lat-i-sie-samo-okaleczam#utm_source=feed&#038;utm_medium=feed&#038;utm_campaign=feed</link>
		<comments>http://ekalinowska.pl/mam-15-lat-i-sie-samo-okaleczam#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 26 Jul 2009 20:24:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalinowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[nastolatki]]></category>
		<category><![CDATA[samookaleczanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kalinowska.wordpress.com/?p=314</guid>
		<description><![CDATA[Samo-okaleczanie się jest zamienianiem bólu psychicznego na fizyczny. Kiedy człowiek nie radzi sobie z emocjami, kiedy ból i cierpienie psychiczne, kieruje przeciwko sobie, wówczas, kaleczenie się przynosi ulgę. Jest to rodzaj uzależnienia i jak to, w tego rodzaju problemach bywa, samo nie przechodzi. Problem narasta w czasie, ponieważ człowiek doświadczając emocji, z którymi sobie nie [...]


Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/wciaz-jestem-sama-i-boje-sie-ze-tak-juz-zostanie' rel='bookmark' title='Wciąż jestem sama i boję się, że tak już zostanie.'>Wciąż jestem sama i boję się, że tak już zostanie.</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/07/samookaleczam-się.jpg#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed"><img class="alignleft size-full wp-image-772" title="samookaleczam się" src="http://ekalinowska.pl/wp-content/uploads/2009/07/samookaleczam-się.jpg" alt="samookaleczam się" width="125" height="144" /></a>Samo-okaleczanie się jest zamienianiem bólu psychicznego na fizyczny.</p>
<p>Kiedy człowiek nie radzi sobie z emocjami, kiedy ból i cierpienie psychiczne, kieruje przeciwko sobie, wówczas, kaleczenie się przynosi ulgę.</p>
<p>Jest to rodzaj uzależnienia i jak to, w tego rodzaju problemach bywa, samo nie przechodzi. Problem narasta w czasie, ponieważ człowiek doświadczając emocji, z którymi sobie nie radzi, szuka natychmiastowej ulgi.</p>
<p>Możliwość szybkiego rozładowania napięcia jest tak kusząca, że przysłania dalsze konsekwencje.<span id="more-314"></span></p>
<p>A są one takie, że człowiek coraz gorzej radzi sobie ze sobą samym i z emocjami. Dodatkowo zaczyna mieć tajemnicę, co sprawia, że zostaje ze swoim problemem sam.</p>
<p><em><a href="../../../../../pomoc/pytania/#comment-103#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">02/07/2009 @ 19:04</a></em> <cite>Justyna</cite></p>
<p><span style="color:#0000ff;">Witam.</span></p>
<p><span style="color:#0000ff;">Mam 15 lat. I od m.in. 4 lat się samo okaleczam. Nie potrafię przestać, bo to jest zbyt trudne. Nie radze sobie, a inni również nie potrafią mi pomóc, choć wiele razy próbowali …<br />
Myślałam żeby pójść do psychologa, ale wiem że nie dam rady mówić o tym wszystkim w 4 oczy. Łatwiej jest mi przez neta. Nie wiem co mam dalej robić. Dzisiaj również chciałam ‘po nią’ sięgnąć, ale się opanowałam, chociaż nie wiem co będzie dalej, bo jeszcze cała noc przede mną.<br />
Wszyscy już zrezygnowali z pomocy dla mnie. Powiedzieli że jeśli ja sama się nie zdecyduję, czy chcę z tego wyjść czy nie to oni mi nie pomogą. I chyba mają rację. Tylko jak ja mam chcieć, skoro nie potrafię.?</span></p>
<p><span style="color:#0000ff;"> </span></p>
<p><em><a href="../../../../../pomoc/pytania/#comment-104#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">02/07/2009 @ 21:53</a></em> <cite><a href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite></p>
<p>Justyno, jeśli bardzo Ci zależy na tym, aby sobie z tym poradzić to najlepszym wyjściem jest jednak zgłoszenie się do psychologa pracującego w gabinecie. Samej będzie Ci bardzo trudno coś z tym zrobić, bliscy są za blisko aby sensownie pomóc. Ale z pomocą terapeuty jest to do zmiany na pewno.<br />
Jeśli chodzi o rozmawianie przez internet to najprawdopodobniej nie da to trwałych efektów. Nie wiem czy jest sens, na własnej skórze testować czy to zadziała czy nie.<br />
Ja pracuję zarówno w gabinecie jak i przez internet, dzięki temu mam porównanie i wiem kiedy każda z tych metod ma szanse powodzenia. Są takie problemy, które lepiej leczyć w kontakcie bezpośrednim, w szczególności uzależnienia chemiczne i „uzależnienia” od różnego rodzaju zachowań, w tym też samookaleczenie.<br />
Piszesz:</p>
<p>„Myślałam żeby pójść do psychologa, ale wiem że nie dam rady mówić o tym wszystkim w 4 oczy. Łatwiej jest mi przez neta.</p>
<p>Pewnie, że łatwiej byłoby Ci to opowiadać przez neta – rozumiem to, tylko, że z tego opowiadania nie koniecznie będzie jakiś efekt. Z drugiej strony, nie ma takiej konieczności aby zaraz wszystko, do podszewki opowiadać psychologowi. To też jest normalne, że jak ktoś przychodzi do psychologa, to wcale mu tak wszystkiego dokładnie na „dzień dobry” nie opowie.<br />
Normalne, że najpierw ludzie zaczynają tak delikatnie przedstawiać swoje problemy, zaczynają od tego co najłatwiej powiedzieć, sprawdzają, z kim mają do czynienia. Jak się rozmawia, czego można się spodziewać po takim spotkaniu.<br />
Dopiero jak się człowiek poczuje bezpieczniej to zaczyna coś głębiej opowiadać o tym co się z nim dzieje. I tez nie na jednym spotkaniu, tylko stopniowo, w swoim tempie. To jest w porządku, żaden przytomny psycholog nie będzie oczekiwał, że opowiesz wszystko.<br />
Zresztą na potrzeby zmiany, nie koniecznie trzeba tak szczegółowo wnikać w to jak się tniesz i inne szczegóły. Samo cięcie jest sposobem na unikanie emocji, na zagłuszanie ich, odcinanie się od przeżywania siebie i świata. To jest istotne – to co przeżywasz, jak przeżywasz. Ważne byłoby znalezienie sposobu, na to abyś mogła sobie radzić z tymi emocjami w inny, bezpieczniejszy dla siebie sposób. No i żebyś siebie bardziej polubiła.<br />
Wiesz, pomysł, żeby iść do psychologa jest naprawdę dobry. Skoro, to przyszło Co do głowy, to idź i sprawdź co będziesz w stanie mu/jej opowiedzieć. Sama mówisz, że nie wiesz, czy dasz radę mówić „ o tym wszystkim” – więc idź i sprawdź. Tym bardziej, że z tego co piszesz, to rodzina pewnie Ci pomoże w tym przedsięwzięciu. Taka decyzja, że chcę iść do psychoterapeuty, jest zazwyczaj dla rodziców, dość jednoznacznym sygnałem, a rozumiem, ze na to właśnie czekają Twoi bliscy.<br />
Trzymam kciuki za wizytę – nie kombinuj z netem – w tej sytuacji to strata czasu.</p>
<p><em><a href="../../../../../pomoc/pytania/#comment-105#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">03/07/2009 @ 10:32</a></em> <cite>Justyna</cite></p>
<p><span style="color:#0000ff;">Ale kiedy na prawdę ja się boję, obawiam się rozmowy. Nie umiem z nikim rozmawiać patrząc mu prosto w twarz… Dla mnie jest to coś niemożliwego…</span></p>
<p><span style="color:#0000ff;">Dziękuję za odpowiedź.</span></p>
<p><span style="color:#0000ff;"> </span></p>
<p><em><a href="../../../../../pomoc/pytania/#comment-106#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">03/07/2009 @ 12:32</a></em> <cite><a href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite></p>
<p>Jasne, że się obawiasz, bo to nieznana dla Ciebie sytuacja, to normalne. Z psychologiem nie musisz rozmawiać patrząc mu prosto w twarz, możesz patrzeć w bok<br />
Idź i sprawdź czy potrafisz, możesz też wziąć ze sobą bliską osobę, aby Ci towarzyszyła – często tak ludzie robią.<br />
A poza tym psycholodzy zazwyczaj są naprawdę dość przyjaźnie nastawieni i wyćwiczeni w rozumieniu najbardziej zdumiewających problemów, więc nie sądzę aby spotkała Cię jakaś przykrość.<br />
Bój się i idź – będzie dobrze</p>
<p><em><a href="../../../../../pomoc/pytania/#comment-107#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">03/07/2009 @ 14:16</a></em> <cite>Justyna</cite></p>
<p>` <span style="color:#0000ff;">Dziękuję</span></p>
<p><span style="color:#0000ff;">Myślę że w przyszłym tygodniu albo troszkę później wybiorę się</span></p>
<p><span style="color:#0000ff;">Pozdrawiam sedecznie</span></p>
<p><em><a href="../../../../../pomoc/pytania/#comment-110#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">03/07/2009 @ 14:43</a></em> <cite><a href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite></p>
<p>Jak to zostawisz na później, to się nie wybierzesz. Im bardziej odciągniesz to w czasie tym dłużej będzie trwał Twój problem. Twój wybór jak długo chcesz cierpieć z tego powodu.<br />
No i też zanim pójdziesz do tego psychologa będziesz musiała o tej swojej decyzji powiedzieć rodzicom, oni powinni wyrazić zgodę na tego typu rozmowy.</p>
<p><em><a href="../../../../../pomoc/pytania/#comment-111#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">03/07/2009 @ 19:52</a></em> <cite>Justyna</cite></p>
<p>`<span style="color:#0000ff;"> A to rodzice muszą o tym wiedzieć.?</span></p>
<p><em><a href="../../../../../pomoc/pytania/#comment-113#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">03/07/2009 @ 20:26</a></em> <cite><a href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite></p>
<p>Przecież rodzice wiedzą o Twoim problemie – więc w czym problem?</p>
<p><em><a href="../../../../../pomoc/pytania/#comment-114#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">03/07/2009 @ 21:01</a></em> <cite>Justyna</cite></p>
<p>` j<span style="color:#0000ff;">a nie powiedziałam, że wiedzą.</span></p>
<p><em><a href="../../../../../pomoc/pytania/#comment-115#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">03/07/2009 @ 22:16</a></em> <cite><a href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite></p>
<p>Fakt, nie powiedziałaś, tego.<br />
Tak zrozumiałam słowa:</p>
<blockquote><p>Wszyscy już zrezygnowali z pomocy dla mnie. Powiedzieli że jeśli ja sama się nie zdecyduję, czy chcę z tego wyjść czy nie to oni mi nie pomogą.</p></blockquote>
<p>Teraz już wiem, że Twoja rodzina nie zalicza się do “wszystkich”</p>
<p>Jeśli chodzi o zgodę rodziców na spotkania z psychologiem, to musiałabyś sprawdzić w rejonowej poradni psychologiczno-pedagogicznej, jak oni rozwiązują tego typu sprawy.</p>
<p>W moim Ośrodku nie byłoby możliwości, aby nieletnia osoba przyszła bez rodzica czy opiekuna.</p>
<p><em><a href="../../../../../pomoc/pytania/#comment-116#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">04/07/2009 @ 09:51</a></em> <cite>Justyna</cite></p>
<p><span style="color:#0000ff;">ale w takim razie, np. może być ktoś z rodziny, ale nie rodzic.?</span></p>
<p><em><a href="../../../../../pomoc/pytania/#comment-117#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">04/07/2009 @ 19:00</a></em> <cite><a href="http://psychologon-line.blogspot.com/">kalinowska</a></cite></p>
<p>niech ten Ktoś dowie się szczegółów w poradni psychologiczno-pedagogicznej, tak będzie prościej i łatwiej jeśli najpierw w twojej sprawie porozmawia ktoś dorosły.<br />
Pozdrawiam</p>
<p><em><a href="../../../../../pomoc/pytania/#comment-118#utm_source=feed&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=feed">04/07/2009 @ 19:32</a></em> <cite>Justyna</cite></p>
<p><span style="color:#0000ff;">ok.<br />
Dziękuję bardzo.</span></p>


<p>Podobne wpisy:<ol><li><a href='http://ekalinowska.pl/wciaz-jestem-sama-i-boje-sie-ze-tak-juz-zostanie' rel='bookmark' title='Wciąż jestem sama i boję się, że tak już zostanie.'>Wciąż jestem sama i boję się, że tak już zostanie.</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ekalinowska.pl/mam-15-lat-i-sie-samo-okaleczam/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

